Uważam, że w szukaniu piękna – w sobie, w przedmiotach, w otoczeniu – nie ma niczego grzesznego czy marnego. To jest część zachwytu nad światem, który Bóg nam ofiarował – mówi ks. Zbigniew Czendlik w rozmowie z magazynem „Vogue”.

Z ks. Czendlikiem rozmawia Karolina Sulej. Wywiad ukazał się 10 czerwca w „Vogue”. Całość dostępna tutaj. Cytujemy wybrane fragmenty:

Jako człowiek wierzący, uważam, że mam duszę. Domem dla niej jest ciało – trzeba więc dbać o ten dom, pielęgnować go, żeby dusza miała się dobrze. Domem dla ciała z kolei jest ubranie – o nie także trzeba się troszczyć i dbać, żeby ciało i dusza na tym nie cierpiały. Poza tym – reprezentuję szefa, tego na górze, więc nie mogę się odziewać byle jak.

Uważam, że w szukaniu piękna – w sobie, w przedmiotach, w otoczeniu – nie ma niczego grzesznego czy marnego. To jest część zachwytu nad światem, który Bóg nam ofiarował.

Po ubraniu też często poznamy, jaki dany człowiek jest – i nie chodzi mi o to, czy modny, czy bez gustu. Zobaczymy, jaki ma charakter, stosunek do świata.

Naprawdę ważne jest nie to ubranie, w którym wychodzimy do towarzystwa, ale to w jakiej pidżamie zasypiamy. Chodzi o to, żeby się o siebie troszczyć nawet gdy nikt nie patrzy – bo od troski i miłości do siebie zaczyna się miłość do innych ludzi. Ubranie pomaga dzień święty świecić, święcić siebie samego.

Chrześcijanin to człowiek szczęśliwy, dlaczego więc ma wyglądać jak zdjęty z krzyża? Dlaczego się bać wesołości?

Głęboko wierzę, że moda może być terapeutyczna. Nawet jeśli to dzieje się przez banalne kupienie sobie czegoś ładnego. Zadaję to zresztą często jako pokutę – w ramach pocieszenia strapionego delikwenta, trochę z przymrużeniem oka. Nie muszę dawać żadnej kary, człowiek ma sumienie i tak zostaje z tym grzechem. Lepiej mu trochę ulżyć.

Jeśli ktoś ma charyzmę, to nawet jeśli wyjdzie w zeszmaconej koszuli – i tak wszyscy będą mu się kłaniać. A jeśli ktoś nie cieszy się uznaniem, to nawet najpiękniejszy garnitur mu nie pomoże. Budowanie garderoby trzeba zacząć od duszy. Żeby strój działał, musimy być czymś więcej niż tylko wieszakiem.

Nie uważam, żeby Kościół miał monopol na symbole religijne. Krzyż to dzisiaj część popkultury. Nie mamy go zarejestrowanego. Przynajmniej ludzie dzięki celebrytom sobie przypominają, że krzyż jeszcze istnieje.

Najpierw należy być czystym na duszy, potem czystym na ciele i dopiero dobrze ubranym – na przykład w białą koszulę.

Wyb. DJ