Na moją polskość bardziej wpływa śląskość niż ewangelickość – mówił podczas wczorajszej debaty w Łodzi Jerzy Buzek. – Wciąż mocno obecne jest w społeczeństwie przekonanie, że każdy Polak to katolik – podkreślił Stanisław Krajewski.

W Domu Arcybiskupa Metropolity Łódzkiego odbyła się ostatnia przed wakacjami debata z cyklu „Polska – Inspiracje – Obowiązki”, którego pomysłodawcą jest abp Grzegorz Ryś. W niedzielę rozmawiało dwóch profesorów: polski luteranin – Jerzy Buzek i polski Żyd – Stanisław Krajewski. Dyskusję prowadzili Zbigniew Nosowski i Marek Zając. Jednym z zasiadających na widowni i przysłuchujących się debacie był prymas Polski abp Wojciech Polak, metropolita gnieźnieński.

Goście odpowiadali na pytanie o polskość i jej znaczenie dla Żyda i luteranina. – Nie mogę powiedzieć, że bycie ewangelikiem w jakiś sposób wpłynęło na moją polskość – mówił Jerzy Buzek. – Na nią wpływa bardziej śląskość niż ewangelickość. Granice zaborów przychodziły przez moje tereny, stąd owa gościnność, która była obecna dla wszystkich, co później przełożyło się na naszą europejskość – podkreślił były premier.

– Kiedy myślę o mnie i współczesnej Polsce, widzę jej dwa oblicza. Jedno jest mi bliskie, natomiast to drugie pozostaje zagrażające. One związane są również z obecnymi teraz w Polsce podziałami politycznymi. Kiedyś, 20 lat temu, był podział na ugrupowania postkomunistyczne i postsolidarnościowe, ale od tego czasu wiele się zmieniło. W Polsce mi bliskiej, czynnik żydowski występuje w tradycji i wśród ludzi, którzy ją tworzą – mają rodowód, pochodzenie, tożsamość. Do tej mojej Polski zaliczam także Jana Pawła II – uczestniczyłem we wszystkich spotkaniach Żydów polskich z nim – podkreślił profesor.

Jak traktować wciąż pojawiającą się w społeczeństwie zbitkę „Polak-katolik”? – W wielu miejscach odczuwam obecność tego dość mocno obecnego w społeczeństwie założenia, że każdy Polak jest katolikiem – podkreślił Krajewski. – Ceremoniał katolicki mnie nieco razi, czuję się postawiony poza nawiasem – dodał.

– Polskość bywa utożsamiana z katolicyzmem – mówił Buzek. – Ceremoniał państwowy równy jest ceremoniałowi katolickiemu. To jest uzasadnione historycznie. Nie przeszkadza mi, gdy stosujemy określenie „Polak-katolik” ze względów historycznych. Gdy jednak służy to zawłaszczaniu polskiści tylko dla katolików, jest to dla mnie wówczas niezrozumiałe i nie do przyjęcia – tłumaczył.

Były premier podzielił się także doświadczeniem z chwil, kiedy obejmował urząd. – Przed zaprzysiężeniem mojego rządu, poszedłem do abp. Józefa Kowalczyka – ówczesnego nuncjusza apostolskiego i powiedziałem mu, kim są moi ministrowie i jakiego są wyznania. Debata nad przyjęciem Rady Ministrów odbyła się 10 listopada i dyskusje zakończyły się już po północy. Gdy przed uroczystościami państwowymi byłem w katedrze św. Jana w Warszawie, po zakończeniu Mszy św. cały episkopat podszedł do mnie i biskupi witali się ze mną bardzo serdecznie. Kiedy przez cztery lata byłem premierem, nigdy nie miałem żadnych problemów na linii państwo-Kościół. Wprowadzałem konkordat i ordynariat polowy Kościoła Wschodniego. Wówczas było wiele działań ekumenicznych – to było coś wyjątkowego. Wreszcie, co było dla mnie ważne, Kościół katolicki nie był już uważany za Kościół zamknięty, ksenofobiczny, ale otwarty na innych – wspominał Buzek.

DJ, Archidiecezja Łódzka