Niepełnosprawni i ich opiekunowie zniknęli z sejmowych korytarzy. Oby nie zniknęli nam teraz z oczu, tak jak było przez niemal trzy dekady – pisze Przemysław Wilczyński, redaktor „Tygodnika Powszechnego”.

Tekst „Krajobraz po proteście” Przemysława Wilczyńskiego ukazał się 27 maja na stronie „Tygodnika Powszechnego”. Cytujemy wybrane fragmenty:

Ponad miesiąc protestu, rodzinne historie jego bohaterów, obrazy osób niepełnosprawnych wypowiadających się do kamer – to wszystko więcej zrobiło dla łamania stereotypów i budowania solidarności niż wszystkie kampanie społeczne razem wzięte.

Niepełnosprawni i ich opiekunowie zniknęli z sejmowych korytarzy. Oby nie zniknęli nam teraz z oczu – tak jak było przez niemal trzy dekady.

Ten protest to klęska polityków. Głównie partii obecnie rządzącej, która zostanie zapamiętana z knajackiego języka oraz arogancji w stosunku do protestujących. Ale też polityków parlamentarnej i pozaparlamentarnej opozycji – w tym gronie nie znalazł się nikt spośród byłych premierów, ministrów pracy, partyjnych liderów, kto zdobyłby się na proste: „przepraszamy, zawiedliśmy”.

Na całej niemal linii zawiedli kościelni hierarchowie. W zdecydowanej większości po prostu milczący, a jeśli nawet zajmujący jakieś stanowisko, to albo nieśmiałe (kard. Kazimierz Nycz jako jedyny pojawił się w Sejmie, ale gdy po krótkiej rozmowie i zmówieniu modlitwy z protestującymi dziennikarze zapytali go, co oznacza jego obecność, odpowiedział, że „nic nie oznacza”), albo wygłoszone za późno (abp Grzegorz Ryś powiedział – też jako jedyny – że Kościół być może mógłby podjąć się mediacji między rządem a protestującymi w 38 dniu protestu…).

Brak owych 500 złotych, czyli w gruncie rzeczy minimalnego wsparcia, jakiego się domagali od państwa, oznacza po prostu, że tysiące najbardziej potrzebujących będzie nadal żyło w nędzy bądź na jej granicy. Ale warto zdać sobie sprawę, że te 500 złotych to tylko jeden z punktów na długiej liście deficytów.

Wyb. DJ