W „Sonnenbergu” w zręczny sposób – poprzez mieszankę kultury wysokiej i niskiej, elementy teraźniejszości i nostalgii za przeszłością – zostaje odmalowany obraz świata, w którym ciężko jest się odnaleźć.

„Po seksie zawsze czułem bezbrzeżny smutek” – tym zdaniem Krzysztof Varga zaczyna swoją nową powieść. Już od początku zatem czytelnik wchodzi w środek świata pełnego melancholii, poczucia schyłkowości świata i dekadentyzmu.

Tworzony przez Vargę mikrokosmos kolejny raz przenosi nas duszą i ciałem do Budapesztu, rozbudza zmysły, sprawia, że na języku czujemy palący smak węgierskiej palinki, słyszymy brzdęk szkła pełnego chłodnego szprycera wypijanego przez inteligentów rozprawiających na temat kruchości zachodnioeuropejskiego modelu kultury.

Głównym bohaterem „Sonnenberga” jest András, mieszkaniec Budapesztu zajmujący się pracą naukową i studiowaniem literatury austriackiej, a także romansowaniem z mężatką, którą uznaje za najpiękniejszą kobietę świata i miłość życia. Zawodowo czytając Brocha, Roberta Musila, Heimito von Doderera, mężczyzna wprowadza nas, czytelników, w rzeczywistość pełną literackich uniesień, kontrastujących z nieustającym poczuciem nienasycenia i niespełnienia.

Sieć dygresji

András umieszcza w swojej narracji piętrowe dygresje, dzięki którym najbanalniejsze nawet wydarzenie staje się okazją do długich rozważań na temat historii i dziedzictwa Węgier. Przyczynkiem do tego typu dyskusji może być na przykład sprzeczka na temat sposobów picia regionalnych alkoholi lub niezwykle zaciekła i uwznioślona do granic absurdu rozmowa na temat wyższości węgierskich aktorek porno nad parającymi się tym samym zawodem kobiet innej narodowości.

Dygresje te nie są tanim ozdobnikiem, ale stają się głównym elementem budującym powieść. „Sonnenberg” w zręczny sposób – mieszając kulturę wyższą i niższą, elementy teraźniejszości i nostalgię za przeszłością – maluje obraz świata, w którym ciężko jest się odnaleźć.

Varga wprowadza do powieści elementy krytyki, które są wymierzone nie tylko w kulturę, społeczeństwo i cywilizację naszych czasów, ale także w nieumiejętność dostosowania się do realiów współczesności

Nie ma już racji bytu życie polegające na cyklu rytuałów, w którym „był (…) czas na pracę, na rodzinę, czas na odpoczynek oraz telewizję, czas na emeryturę i czas na umieranie, a to wszystko było przewidywalne, a zatem dobre, i jedyną niepewnością, jedynym prawdziwym ryzykiem były cotygodniowe losowania totolotka”. „A potem przyszedł świat, który zabronił nam się nudzić, i rozpoczął się upadek cywilizacji” – pisze Varga i snuje opowieść o węgierskiej potędze, doskonałych restauracjach, łaźniach, najpiękniejszych kobietach na Ziemi i z całych sił stara się nie dopuszczać do siebie innego, nieznanego jeszcze świata.

Ucieczka od uporczywego myślenia

Autor „Sonnenberga”, za Michelem Houellebecqiem, zwraca uwagę na niebezpieczeństwa cywilizacji Zachodu. W przeciwieństwie jednak do autora „Cząstek elementarnych” nie posługuje się aż tak kasandrycznym stylem, nie epatuje rozpasaną erotyką, nihilizmem i cynizmem. Wprowadza do powieści elementy krytyki, które są wymierzone nie tylko w kulturę, społeczeństwo i cywilizację naszych czasów, ale także w nieumiejętność dostosowania się do realiów współczesności, rozpaczliwego trzymania się tego, co pewne i zaanektowane przez przeszłość.

Czytamy zatem przemyślenia bohatera dotyczące definiowania współczesnego odkrywcy: „Wielcy żeglarze wyruszali z portu Belém odkrywać nowe drogi morskie, poszerzać władzę portugalskich królów, przywozić egzotyczne przyprawy, pomnażać dochody, kolonizować obce ludy, krzewić wiarę chrześcijańską, wyzyskiwać tubylców na orientalnych lądach i zapisywać się w pamięci potomnych, a współcześni wędrowcy przyjeżdżają sfotografować, a potem zjeść babeczkę z budyniem”.

Ucieczką od uporczywego myślenia o przytłaczającej rzeczywistości jest dla bohaterów kilka czynności, mających także podłoże narodowe – sport, literatura oraz konsumowanie węgierskich potraw zakrapianych węgierskimi alkoholami.

Zamiłowanie do sportu już od czasów Węgierskiej Republiki Ludowej było eskapistyczną przyjemnością w obliczu braku wolności. „Człowiek zajadle pasjonujący się sportem łatwiej zapomina, że jest zniewolony, zniewolony przez władzę, przez relacje międzyludzkie bądź przez swoją bezbrzeżną samotność, zniewolony przez upływ czasu i przez ostateczną, nieuchronną perspektywę śmierci” – czytamy w powieści.

W jaki sposób seks i kiełbasa zmieniły cywilizację chrześcijańską? Po lekturze „Sonnenberga” znajdziecie odpowiedź także i na to pytanie

Kolejną ucieczką od świata jest – bardzo chętnie uprawiane przez głównego bohatera – lenistwo na wzór Proustowski. Czas spędzany przez niego w domu spożytkowany zostaje na zatracaniu się w lekturach powieści, alkoholu i rozważaniach na temat samotności. Oczywiście, towarzyszy temu refleksja dotycząca straconego czasu: „czasu, który spłynął do pisuarów, czasu przepitego i wysikanego, drżących rąk, przez których palce przeciekły kolejne godziny życia i nagle błysk piorunu i trzask gromu uderzającego w głowę, że oto został o jeszcze jeden dzień mniej, dzień, który można było poświęcić na coś pożytecznego, praktycznego, na zarabianie pieniędzy, a nie jałowe ich wydawanie, na inwestowanie w lokaty kapitałowe, pisanie książek, (…) na szukanie miłości do grobowej deski, wychowywanie potomstwa, gdyby się je miało oczywiście”.

Czas Andrása pożytkowany jest więc na wieczornych spotkaniach z Zsoltem i Atillą, podczas których poruszane zostają ważkie tematy: sport, pornografia, kobiety, a także te, które zagotowują w każdym z rozmówcy krew – tu wyjątkowo ważna i zagorzała dyskusja dotyczy roli chrześcijaństwa i kalwinizmu w kształtowaniu węgierskiej kultury. W jaki sposób seks i kiełbasa zmieniły cywilizację chrześcijańską? Po lekturze „Sonnenberga” znajdziecie odpowiedź także i na to pytanie.

Poza Agnes oraz wspomnianymi kompanami od kieliszka, bohater spędza także czas z niezwykle fascynującą osobowością, Lacim – wydawcą i wielbicielem „fenomenalnie uzdolnionych artystek”, przekonanym o tym, że wyznacznikiem węgierskości są z jednej strony melancholia, z drugiej ironia, awers i rewers węgierskiego forinta. Laci, ze swoim zamiłowaniem dawnej literatury i kobiet młodego pokolenia, reprezentuje w książce przedstawiciela „kanonu zachowań każdego starzejącego się mężczyzny o konserwatywnym poglądzie”.

Kobiety i najdroższe perfumy

Nie sposób nie zwrócić uwagi na sposób przedstawienia kobiet w powieści. Opisywane przez Andrasa w sposób najbardziej szczegółowy niewiasty pochodzą z gazet pornograficznych, ukrywanych w czasach młodości w szufladach komody.

Sonnenberg

Krzysztof Varga, „Sonnenberg”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018.

Miłość życia – Agnes, mężatka, z którą bohatera łączył nie tylko romans, lecz równie płomienne dyskusje o węgierskich pisarzach, Kerteszu i Esterhazym – wyidealizowana została przez kochanka na wzór oglądanych w magazynach ideałów. Sam bohater w pewnym momencie przyznaje, że „wyidealizowałem ją (Agnes), bo w mojej głowie kotłowały się kobiety z rysunków Endrőgiego i Balázsa-Piri i tylko takie kobiety mieć chciałem, rozczarowany tymi oglądanymi w szkole, na basenie na ulicach Zugló, na zakupach w centrum handlowym Sugár”.

Kobiety pachną tu najdroższymi perfumami (Varga karmi nas cudownymi, wielostronicowymi opisami tych zapachów), ubrane są w kwieciste sukienki i retro pantofelki (wnikliwy czytelnik zauważy, że jedna z kochanej bohatera nosi imię Virág, oznaczające po węgiersku „kwiat”). Są kolorowymi obrazami namalowanymi przez wyobraźnię Andrása.

Niektórzy mogliby zapewne zarzucić autorowi mizoginistyczne podejście, jednak – w moim odczuciu – tego typu przestawienie kobiet ma na celu ukazanie niedojrzałości głównego bohatera, który nie widzi potrzeby zmian, poznawania „nowego”, „Innego” (w tym wypadku także i kobiet), kurczowo natomiast trzyma się przeszłości i świata wyobrażeń.

Pełen sprzeczności miks

Varga widzi rozdzierający duszę brak perspektyw: „Światło w Europie Środkowej, wiecznie przybrudzone jak niedomyta szyba, jak niewyprana od lat firanka, (…) skażone, zmęczone, (…) stara się mieszkańca tego przeklętego kawałka kontynentu wcisnąć w ziemię, przygnieść, a potem ładuje się na plecy i żąda, by je dźwigać na barana”. Nie proponuje przy tym prostego rozwiązania.

„Sonnenberg” to miks madziarskich ciekawostek i osobliwości pełen historii, kultury, osiągnięć sportowych, pełen zapachów, hałasu budapesztańskich tramwajów i smaków węgierskiego paprykarza, w którym w sposób niewiarygodnie wręcz naturalny przeplata się ze sobą wiele sprzeczności. Chyba tylko Krzysztof Varga potrafi, wymieniając gatunki węgierskich ciasteczek, opowiedzieć o krwawych protestach 2006 roku.