W demokracji skuteczne mogą być tylko te prawa, wobec których istnieje szeroki konsensus. Nie wystarczy uważać, że my mamy słuszne poglądy, a reszta błądzi – mówi dominikanin o. Maciej Zięba w rozmowie z miesięcznikiem „W drodze”.

Z ojcem Maciejem Ziębą rozmawia Włodzimierz Bogaczek. Wywiad ukazał się w majowym numerze miesięcznika „W drodze”. Całość można przeczytać tutaj. Cytujemy wybrane fragmenty:

Z triumfem prezentowano badania, z których wynikało, że w niedzielę bez handlu wcale więcej Polaków nie poszło do kościoła. A przecież nie taki cel przyświecał tej ustawie. (…) Do kościoła idą ludzie, którzy tego chcą. Sakramenty muszą być przyjmowane dobrowolnie. Ale jeśli wielu innych poszło na spacer, wyjechało z rodziną na piknik, czy wybrało się z dziećmi do kina, to też ma pozytywną wartość społeczną. I należy się z tego cieszyć.

Wszystkie przedchrześcijańskie ustroje, czy to był Rzym, czy Chiny, czy Japonia, łączyły władzę polityczną z władzą religijną. (…) A Pan Jezus mówi – i to jest fundament demokracji liberalnej – „Co cesarskie cesarzowi, co boskie Bogu”. Bo cesarz nie jest bogiem, jest władcą w porządku ludzkim.

Prawo do życia jest uniwersalnym, podstawowym, fundamentalnym prawem człowieka. Z drugiej strony za bardzo uwierzyliśmy w to, że nasze poglądy są dobre i oczywiste. Czasem zapominamy, że ludzi trzeba przekonywać. I trzeba patrzeć szerzej. (…) Na przykład troskliwie zająć się problemem kobiet będących w ciąży, której nie chciały, a nie tylko sprawą legalizacji czy delegalizacji aborcji. Przygotować pakiet rozwiązań wspierających ciężarne kobiety i dzieci, które przyjdą na świat, także te chore. I do tego przekonywać na katechezie czy z ambon. A nie tylko, szast prast, zmieniać regulacje prawne, zapominając o tym, że jest to wielowątkowy problem społeczny, który powinniśmy rozwiązywać wspólnymi siłami jako Kościół, jako państwo, a także jako społeczeństwo, lokalny samorząd, organizacje samorządowe. Za bardzo skupiliśmy się na legislacji. I to jest błąd. Bo w demokracji skuteczne mogą być tylko te prawa, wobec których istnieje szeroki konsensus. Nie wystarczy uważać, że my mamy słuszne poglądy, a reszta błądzi.

Kościół nie powinien angażować się w wąsko pojętą politykę, ale nie może być pozbawiony głosu w sprawach publicznych. Zwłaszcza że tak, jak jedni boją się inwazji religijnej, tak drudzy czują się zagrożeni przez ateizację.

Mamy dwugarbne społeczeństwo, żyjące w dwóch odrębnych i wrogich światach. To szalenie niebezpieczny proces, w którym w obu garbach wzbierają emocje. Jest także sporo agresji i dużo lęku, że ta druga strona nas zniszczy.

Ludzie dialogu, a staram się takim człowiekiem być, są ostrzeliwani z obu stron. Żąda się od nich, by opowiedzieli się za mieszkańcami jednego z garbów, bo inaczej będą „rozcieńczali” prawdę i dobro, a tu trwa walka na przetrwanie i nie bierze się jeńców.

Wyb. DJ