Rząd przekierowuje problem na inny odcinek, gdzie nieco łatwiej jest nim zarządzać, a przynajmniej łatwiej go politycznie rozbroić: z obszaru zabezpieczenia socjalnego w obszar rehabilitacji medycznej.

Rząd opracował konkretne propozycje w odpowiedzi na postulaty protestujących osób niepełnosprawnych. Czy można uznać je za zadowalające?

Całkowicie spełniony został pierwszy z postulatów protestujących, czyli podniesienie renty socjalnej (zmiana zacznie obowiązywać od czerwca bieżącego roku). Jeśli zaś chodzi o drugi postulat – 500-złotowego dodatku – zaproponowano rozwiązanie zastępcze, polegające nie na świadczeniu pieniężnym, lecz na szeregu udogodnień w obszarze opieki i rehabilitacji medycznej. Jak utrzymuje władza, miałyby one sprawić, że rodzinom osób ze znaczną niepełnosprawnością uda się oszczędzić około 500 złotych miesięcznie.

Protestujący i wiele osób wspierających je nie uważa tych propozycji za satysfakcjonujące. Gdzie leży racja?

Od zabezpieczenia do rehabilitacji zdrowotnej

W pierwszych dniach protestu wyraziłem na tych łamach niepewność, czy rząd zaproponuje, a następnie zrealizuje konkretne propozycje dla tego środowiska. Konkrety padły. Ba, nawet przygotowano projekt, który właśnie przyjęty został przez Sejm i Senat. Czy jednak rządowe rozwiązania mogą być satysfakcjonujące? Mam co do tego wątpliwości.

Oprócz zastrzeżeń co do konkretnych rozwiązań można mieć poczucie, że rząd jakby przekierowuje problem na inny odcinek, gdzie nieco łatwiej jest nim zarządzać, a przynajmniej łatwiej go politycznie rozbroić: tj. z obszaru zabezpieczenia socjalnego w obszar rehabilitacji medycznej. Tymczasem protestujące rodziny wyeksponowały (nie po raz pierwszy zresztą) niewystarczające zabezpieczenie socjalne – i to tu należy szukać rozwiązań w kontekście obecnego protestu.

Potrzebne są różne formy wsparcia – i pieniężnego, i rzeczowego, i usługowego. Samo podniesienie świadczeń jest potrzebne – ale nie wystarczy

Owszem, gdyby zrealizowano postulat protestujących, pewnie rodziny przeznaczyłyby część środków na potrzeby medyczne czy związane z rehabilitacją właśnie leczniczą – ale zapewne nie działoby się tak we wszystkich przypadkach. Rożne osoby znacznie niepełnosprawne i/lub ich bliscy – w zależności od indywidualnych potrzeb – pewnie gotowe byłyby wydać środki w różny sposób, czasami finansując też inne działania (również potrzebne czy wręcz życiowo niezbędne dla samej osoby z niepełnosprawnością) niż te, które są wyrażone w procedowanej ustawie.

Sam w sobie projekt zawiera szereg rozwiązań, które mogą ułatwić funkcjonowanie części osób ze znaczną niepełnosprawnością. Na przykład zniesione mają być: obowiązek uzyskania skierowań do specjalistów, co może skrócić kolejkę do lekarza dla tej grupy, oraz limity użytkowania niektórych wyrobów medycznych.

Rozwiązania te są jednak połowicznie. Jak zauważa dr Maria Libura, realnym problemem jest nie tyle sama procedura związana z uzyskaniem skierowań, ile fakt, że brakuje specjalistów w systemie, szczególnie w odniesieniu do leczenia i rehabilitacji osób, których niepełnosprawność wiąże się z występowaniem chorób rzadkich. Istnieje także problem z koordynacją. Ponadto jak zauważa dr Agnieszka Dudzińska z Centrum Badań nad Niepełnosprawnością, skróceniu kolejek dla jednej grupy (znacznie niepełnosprawnych) może towarzyszyć wydłużenie ich dla innych osób (np. umiarkowanie niepełnosprawnych), również wymagających leczenia i rehabilitacji. Trzeba pamiętać również o potrzebach związanych z szeroko rozumianą rehabilitacją społeczną, do której projekt się nie odnosi.

Moim zdaniem w ogóle opieranie rosnących potrzeb związanych z niesamodzielnością w społeczeństwie na funduszach i ogólnie zasobach zdrowotnych to nie jest korzystny kierunek. Po pierwsze, te zasoby są niewystarczające, aby pokryć potrzeby tej grupy, a muszą też starczyć na finansowanie świadczeń dla innych grup wymagających leczenia. Po drugie, za bardzo zamykamy wówczas myślenie o życiu osób z niepełnosprawnością, także tą znaczną, w jednej domenie – medycznej – co jest niezgodne z dzisiejszym myśleniem o funkcjonowaniu tych osób.

Nie tylko NFZ

Niepokój po analizie rządowego projektu budzi także wciąż niepewna kwestia finansowania zaproponowanych rozwiązań w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia. NFZ jest przecież obciążony i tak dużymi wydatkami, a jego przychody mogą się prędzej czy później skurczyć wraz ze spowolnieniem gospodarczym. Prezes NFZ zapowiada wprawdzie, że w drugiej połowie roku w NFZ mają być dodatkowe środki na rehabilitację i wyroby medyczne, ale czy to wystarczy? Mowa wszak o dodatkowych środkach poniżej miliarda złotych, tymczasem – gdy liczono, ile wynosiłaby realizacja postulatu w gotówce – rząd mówił o wydatku budżetowym rządu 10 mld złotych. Trudno oprzeć się wrażeniu, ze spełnienie tego postulatu w wersji „rzeczowej” oznacza faktycznie przede wszystkim oszczędzenie publicznego grosza – ze stratą dla samych potrzebujących.

Zastanawiam się też – skoro niemal wszystko ma być finansowane ze środków NFZ – jaką rolę ma odegrać zapowiadany wcześniej przez premiera Mateusza Morawieckiego podatek solidarnościowy. Na pewno warto rozmawiać o tym rozwiązaniu, choć nie przekonuje mnie sama formuła, aby płacili tylko najbogatsi.

Wolałbym, abyśmy raczej wszyscy solidarnie składali się – choć zamożniejsi w większym stopniu, adekwatnie do możliwości – na fundusze publiczne, z których finansowana byłaby polityka wobec osób zależnych od opieki (przecież może dotknąć to każdego z nas lub naszych bliskich w pewnym momencie życia, więc koszty ryzyka powinny być rozłożone na całą wspólnotę). Takie solidarnościowe rozwiązanie funkcjonuje od prawie ćwierć wieku w Niemczech jako tzw. społeczne ubezpieczenie pielęgnacyjne.

Okazując solidarność protestującym, trzeba pamiętać także o innych grupach osób niepełnosprawnych i o istniejącym zróżnicowaniu

Można też zastanawiać się nad bardziej ogólnymi mechanizmami pozyskiwania środków publicznych na te i inne cele. Może warto powrócić do dyskusji o zwiększeniu podatkowej progresji, która w polskich realiach jest relatywnie niska, przez co nasz system podatkowy można uznać za mało solidarny społecznie.

Inna ważna dyskusja, jaką prowokuje protest rodzin i rządowa odpowiedź, dotyczy kwestii, w jakim zakresie wsparcie ma dokonywać się poprzez instrumenty finansowe, a w jakim przez formy rzeczowe, usługowe, instytucjonalne.
Wbrew niektórym głosom, jakie pojawiły się w debacie na ten temat, nie uważam, że tylko wsparcie w gotówce ma sens, jako dające największą autonomię w wydatkowaniu środków. Potrzebne są różne formy wsparcia – i pieniężnego, i rzeczowego, i usługowego. Tak jak w przypadku programu 500+ nie miałem poczucia, że program załatwi niemal wszystkie najdotkliwsze problemy polskich rodzin, tak i tutaj nie wierzę, by samo podniesienie świadczeń wystarczyło – choć niewątpliwie jest potrzebne.

W kontekście osób ze znaczną niepełnosprawnością za zwiększeniem wsparcia w formie pieniężnej przemawia także to, że system publiczny nie pokrywa aktualnie części bardzo specyficznych potrzeb – również tych zdrowotnych i rehabilitacyjnych – więc osoby te, szukając specjalistycznego leczenia i rehabilitacji, są często zdane na to, co oferuje rynek. Świadczenie gotówkowe wydaje się w tym kontekście szczególnie pożądaną formą pomocy ze strony państwa, choć na tym nie można poprzestawać.

Biorąc to wszystko pod uwagę, uważam, że rząd powinien próbować realizować – przynajmniej w jakimś stopniu – postulaty protestujących w formie finansowej. Natomiast rozwijanie i naprawianie systemu rehabilitacji i opieki zdrowotnej powinno następować oprócz tego, a nie zamiast tego. Ponadto reformowanie tego segmentu zdrowotno-rehabilitacyjnego powinno iść głębiej i bardziej kompleksowo niż to zostało na razie zaproponowane.

Dla jak dużej grupy wsparcie?

Na koniec jeszcze jedna kwestia – według mnie kluczowa, a niekoniecznie za taką uważana. O jak dużej grupie mówimy? Czy walka toczy się tylko o osoby znacznie niepełnosprawne, które pobierają rentę socjalną (nieco ponad 270 tys. osób), czy też o wszystkie osoby znacznie niepełnosprawne, które można uznać za niezdolne do samodzielnej egzystencji? W tym drugim przypadku trudno wskazać dokładną liczbę, ale może ona sięgać nawet miliona osób dorosłych.

Akurat plusem rządowych propozycji jest to, że nie byłyby to działania adresowane wyłącznie do osób, które są niepełnosprawne od dziecka, lecz do wszystkich osób niepełnosprawnych w stopniu znacznym. Pomija się z kolei w tych regulacjach osoby o niższym stopniu niepełnosprawności, również wymagające rehabilitacji i leczenia. Ważne jest, by okazując solidarność protestującym, pamiętać także o szerszej grupie, jak również o istniejącym w jej ramach zróżnicowaniu, które również pilnie należałoby ograniczyć. Próby zestawienia tychże zróżnicowań w obrębie środowiska osób znacznie niepełnosprawnych i ich rodzin podjąłem się na łamach „Krytyki Politycznej”.

Warto wsłuchać się w doświadczenie każdej z tych grup i szukać takich rozwiązań, które uwzględniałyby dramat i potrzeby niepełnosprawnych osób ogółem – niezależnie od tego, do której kategorii prawnej zostały przypisane.