Każdy z nas ma swój własny portret ks. Jana. Trzeba było dużej odwagi, by napisać jego biografię. Ja bym się nie odważyła – mówiła wczoraj Katarzyna Jabłońska podczas spotkania w Warszawie. – Nigdy bym się nie poważył na biografię, gdyby nie wcześniejsze książki Jana – odpowiadał Przemysław Wilczyński.

Wczoraj w siedzibie warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej odbyło się spotkanie dotyczące księdza Jana Kaczkowskiego. Okazją do rozmowy była niedawna premiera biografii „Jan Kaczkowski. Życie pod prąd” pióra Przemysława Wilczyńskiego (nasza recenzja tutaj). Rozmawiała z nim Katarzyna Jabłońska, autorka wywiadów rzek z puckim duchownym.

– Każdy z nas ma swój własny portret ks. Jana. Trzeba było dużej odwagi, by napisać jego biografię. Ja bym się nie odważyła – mówiła Jabłońska na początku spotkania. – Nigdy bym się nie poważył na biografię, gdyby nie wcześniejsze książki Jana – odpowiadał na komplement Wilczyński. – Towarzyszyła mi też gigantyczna wątpliwość, czy można napisać biografię człowieka, który sam sobie tę biografię niejako wygadał – powiedział.

Jak zastrzegał autor książki, nie chciał on pisać zwykłej kroniki życia Kaczkowskiego. – Z pomocą rynku wydawniczego i dziennikarzy wytworzył się mit Jana i to była trudność przy pracy nad jego biografią. Ludzie, z którymi rozmawiałem o Janie czasem mówili o nim to, co wypada powiedzieć, i wówczas wychodziły banały. Dopiero z czasem, po dwóch, trzech spotkaniach, zaczynali opowiadać historię człowieka, a nie konstruktu – relacjonował Wilczyński. – Jan był po prostu człowiekiem: uroczym, ale też czasami nieznośnym – mówiła autorka książki „Szału nie ma, jest rak”. Jak zauważyła, w biografii „Życie pod prąd” udało się zawrzeć „portret wielokrotny” jej przyjaciela.

Mówiąc o tym, czego nie udało się wykonać przy pracy nad książką, Przemysław Wilczyński wyznał, że porażką była niemożność dotarcia do abp. Sławoja Leszka Głódzia, który jako metropolita gdański był bezpośrednim przełożonym księdza Kaczkowskiego w ostatnim etapie jego życia. – Nie byłem zaskoczony, że arcybiskup odmówił, ale jednak miałem nadzieję, że się zgodzi. Właściwie on nie odmówił, po prostu nie zareagował na moje próby kontaktu z nim – precyzował dziennikarz „Tygodnika Powszechnego”.

Katarzyna Jabłońska mówiła o tym, jak ks. Kaczkowski przeżywał kapłaństwo. – To był naprawdę ksiądz, który kochał swoje powołanie. Potrafił przyjechać z Sopotu do Pucka tylko po to, by odprawić mszę. Moment konsekracji był dla mnie czymś mistycznym. Jan, ekscentryczny poza ołtarzem, tutaj stawał się niezwykle pokorny – wspominała redaktorka „Więzi”.

– Jana brakuje bardzo wielu osobom. Brakuje go również Kościołowi w Polsce. Powtarzał, że jest za życiem „od poczęcia do naturalnej śmierci”, ale natychmiast dodawał, iż musi być to życie godne, trzeba zatroszczyć się o jego jak najwyższą jakość. Wydaje mi się, że byłby dziś z rodzicami osób niepełnosprawnych w Sejmie – powiedziała Jabłońska. – Ks. Kaczkowski przydałby się także w sprawie Alfiego Evansa, wokół której narosło wiele nieporozumień i emocji – dodawał Wilczyński.

Jak mówił autor „Życia pod prąd”, pucki duchowny założył hospicjum, bo zauważył szansę zrobienia czegoś wielkiego. – Ten moment to przejście od Jana zagubionego do Jana sprawczego. Zobaczył ludzką krzywdę i spróbował jej zaradzić – mówił redaktor „Tygodnika Powszechnego”.

Rozmówcy poruszyli też temat podejścia Kaczkowskiego do dwóch ostatnich papieży. – Benedykt XVI fascynował go jako teolog i naukowiec. Podejście do Franciszka natomiast wyraźnie u Jana ewoluowało: na początku uważał styl papieża z Argentyny za efekciarstwo, z czasem się do niego przekonał – tłumaczył Wilczyński.

Z sali padło pytanie o rolę domu rodzinnego w życiu założyciela puckiego hospicjum. – Bez takich rodziców i takiej rodziny nie byłoby takiego syna. Mama wierzyła w niego bezwzględnie. Dom dał mu silne poczucie własnej wartości – powiedziała Katarzyna Jabłońska.

Goście spotkania już wcześniej publikowali wywiady z ks. Kaczkowskim. Katarzyna Jabłońska wydała w Więzi książki: „Szału nie ma, jest rak”, która szybko stała się bestsellerem oraz „Żyć aż do końca. Instrukcja obsługi choroby”, zaś Przemysław Wilczyński jest laureatem nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za wywiad „Sklepany przez Kościół, kocham Kościół”.

Organizatorem spotkania był Klub „Tygodnika Powszechnego” w Warszawie.

DJ