To jest wstyd na całą Europę, że te kilkanaście osób musi leżeć w Sejmie. Czy naprawdę nie słyszymy ich krzyku? – mówiła wczoraj w „Faktach po Faktach” siostra Małgorzata Chmielewska ze Wspólnoty „Chleb Życia”

Od 20 dni w Sejmie trwa protest osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Domagają się realizacji dwóch głównych postulatów: zrównania kwoty renty socjalnej z minimalną rentą z tytułu niezdolności do pracy oraz wprowadzenia 500 złotych dodatku miesięcznie dla osób niepełnosprawnych po ukończeniu 18. roku życia.

Wczoraj gościem „Faktów po faktach” w TVN24 była s. Małgorzata Chmielewska. – To jest krzyk rozpaczy i wołanie o pomoc, ale jednocześnie to powinien być dla nasz wszystkich potworny wyrzut sumienia – mówiła, odnosząc się do sejmowego protestu. – Jako społeczeństwo zepchnęliśmy ludzi najsłabszych na margines, dając im michę, i to bardzo skromną. Nie dajemy im natomiast możliwości życia – zauważyła.

– Powinniśmy na kolanach przepraszać tych, którym po prostu nie pozwalamy godnie żyć – powiedziała s. Chmielewska.

Jej zdaniem protest w Sejmie powinien zostać natychmiast zakończony. – Jednak nie poprzez ustąpienie rodziców, tylko przez szybkie załatwienie sprawy ze strony tych, którzy mają władzę – zaznaczyła. Zdaniem s. Chmielewskiej postulaty protestujących powinny zostać spełnione „bez żadnych rachunków politycznych”.

– Nie można skazywać ludzi na wegetację w społeczeństwie, które jednocześnie wydaje ogromne pieniądze na gadżety – na to, co nie jest nam niezbędne do życia, a sprawia przyjemność – mówiła. – Myślę, że wszyscy powinniśmy uderzyć się w piersi, najnormalniej w świecie ustąpić i te pieniądze przerzucić z kasy do kasy. Byłby to najlepszy program socjalny, jaki od upadku komunizmu byłby w Polsce – dodała.

Jak przekonywała s. Chmielewska, protestujący „potrzebują realnej pomocy”, zaś „jakiekolwiek polityczne rachuby nie powinny mieć miejsca”. – To jest po prostu wstyd na całą Europę, że te kilkanaście osób musi leżeć w Sejmie – powiedziała.

Przełożona Wspólnoty „Chleb Życia” wyraziła pełne poparcie dla osób protestujących w Sejmie. – To są matki, które mają serce i od lat są przyzwyczajone do tego, że każda rzecz, która służy ich dziecku, musi być wyrywana – mówiła. Dodała, że podziwia również osoby niepełnosprawne, które biorą udział w sejmowym proteście. – Czy naprawdę nie słyszymy krzyku tych ludzi? Myślę, że to świadczy o naszym społeczeństwie, już nie mówiąc o chrześcijaństwie – zauważyła. – To jest skandal, że musicie prosić o rzeczy, o które nie powinniśmy prosić – zwróciła się do protestujących s. Chmielewska.

Warto przypomnieć konkretne wyliczenia dotyczące potrzeb osób niepełnosprawnych zrobione niedawno przez Małgorzatę Chmielewską na przykładzie potrzeb jej adoptowanego syna. „Mój głęboko niepełnosprawny intelektualnie syn czasem chodzi do kina, lub uwielbia kupować sobie książeczki z obrazkami, takie dla dzieci. Ma 32 lata. To mu daje szczęście. Niestety, nie stać nas na takie wybryki, tylko jak mu to ktoś zasponsoruje. Jego obecny dochód to 740 zł renty i 153 zł pielęgnacyjnego. Potrzebuje leków, ma ukochanego psa, z którym śpi (pies musi być odrobaczany i odkleszczany, to kosztuje), środki czystości, jedzenie, ubranie, pranie, naprawy zdemolowanego prze niego sprzętu, kiedy ma rzut demolki. Tak miewają autystycy. Jak potrzeba dentysty, to idziemy prywatnie, bo na dentystę z NFZ nie ma co liczyć. Jest, owszem, ale z lęku przed jego niepełnosprawnością usypiali go za każdym razem przed zabiegiem. Ile razy można to przeżyć bez skutków ubocznych, a i tak jest chory? I nie byłoby mnie stać na leczenie zębów, gdyby nie fakt, że miła pani doktor od niego nie bierze za wizytę. […] Do tego dochodzi opłacenie opieki, jeśli chcę coś zrobić poza domem. Bo na chwilę nie może zostać sam. Ma padaczkę lekooporną. Wystarczy? ” – pisała przełożona Wspólnoty „Chleb Życia” na swoim Facebooku.

TVN24, DJ