Przełomowym momentem stało się pytanie o osobiste doświadczenia uczestników. Z osobistym bólem ciężko polemizować. Prawdziwe łzy ciężko schować w intelektualną ideologiczną szufladkę oficjalnej wersji historii.

Boban jest Serbem. W 1999 roku musiał opuścić Prisztinę, stolicę Kosowa. Pracuje jako nauczyciel w wiejskiej szkole i właśnie planuje ślub. Fitim jest Albańczykiem. W czasie wojny między Albańczykami a Serbami o niezależność Kosowa też musiał uciekać z ojczyzny. Po pokonaniu sił serbskich w 1999 roku wrócił do Prisztiny, założył własną partię i marzy o byciu premierem. Natasza jest Serbką, mieszka w Danii. Sasza, Albańczyk, przez sześć lat pracował w kancelarii premiera Kosowa. Jest też Kleopatra, Serbka, która w 2003 roku popełniła samobójstwo.

To tylko niektórzy z bohaterów norweskiego filmu dokumentalnego autorstwa Jona Haukelanda pod tytułem „Pojednanie”. To zapis projektu prowadzonego w Kosowie przez Nansen Center for Peace and Dialogue w latach 90. W czasie najcięższych walk między Serbami a Albańczykami o Kosowo, w 1999 roku, Steiner Bryn, ekspert z Nansen Center postanowił zorganizować trzydniowe spotkanie z przedstawicielami zwaśnionych stron. Wzięło w nim udział 10 osób, Serbów i Albańczyków. Przez trzy dni przedstawiali swoje racje, odczucia, złość i ból. Albańczycy żądali od Serbów przeprosin za masakry dokonywane przez oddziały popierane politycznie przez Slobodana Miloševića oraz za prześladowania, jakich dopuszczali się w Kosowie przez lata. U Serbów dominował strach przed albańskimi sąsiadami. Bali się o swoją przyszłość w Kosowie.

Dialog w tych wojennych warunkach dokumentowany był przez Jona Heukelanda. Po spotkaniu nie miał on możliwości pokazania zmontowanego materiału uczestnikom dialogu. Kilka tygodni po spotkaniu siły NATO przeprowadziły zmasowany atak i bombardowania. Serbowie zostali ostatecznie pokonani, a Kosowo otrzymało prawo do utworzenia swojego państwa.

Dialog po latach

W 2010 roku Heukeland wpadł na pomysł zorganizowania spotkania w tym samym gronie. Do poprowadzenia trzydniowej sesji namówił ponownie Steinera Bryna z Nansen Center. Odnalazł większość z uczestników dialogu sprzed ponad dziesięciu lat. Siedem osób przyjechało do tego samego hotelu w Prisztinie, żeby rozmawiać o swoich doświadczeniach i przyszłości.

Wiele słów z 1999 roku okazało się proroczymi. Większość Serbów zmuszonych zostało do opuszczenia Kosowa, a szczególnie jego stolicy, Prisztiny. Wielu straciło wszystko w chwilę – jak mówi Sasza. Co czuli, kiedy na Kosowo spadały bomby sił NATO? Jedni – przerażenie i żałobę po zabitych członkach rodziny i bliskich. Drudzy – ulgę i szczęście, że nareszcie nastąpi koniec serbskiej dominacji.

Potrzeba pokoju społecznego nie dotyczy tylko regionów ogarniętych wojnami. Pokój jest stanem wymagającym nieustannego pielęgnowania i troski

Nie było w tym gronie nikogo, kto nie straciłby swoich bliskich lub znajomych. Wielu zginęło tylko dlatego, że byli Albańczykami lub Serbami. Prowadzenie dialogu z takim bagażem dramatycznych doświadczeń nie było proste. Istniały dwie diametralnie różne wersje opisu tego, co się wydarzyło i tego, co wciąż dzieje się w Kosowie. Niektórzy wprost przyznawali, że jakby zamienili się rolami. Teraz górą byli Albańczycy, a Serbowie czuli się upokorzeni, oczekiwali przeprosin i współczucia. Za śmierć bliskich, za konfiskatę majątków, za spalone kościoły i domy. Przełomowym momentem stało się pytanie o osobiste doświadczenia uczestników. Z osobistym bólem ciężko polemizować. Prawdziwe łzy ciężko schować w intelektualną ideologiczną szufladkę oficjalnej wersji historii.

Jedne z najbardziej poruszających słów padają z ust Kleopatry, Serbki i uczestniczki dialogu w 1999 roku. Mówiła: „Strach jest wyczuwalny wszędzie. Boimy się tego, co jest w środku, w nas. Tego, co zrobiliśmy innym. Że to samo spotka też nas”. Cztery lata później Kleopatra popełniła samobójstwo. Wspomnienie o niej i jej słowa obecne były podczas rozmowy w 2010 roku.

Po trzech dniach uczestnicy rozjechali się do swoich domów. Serdecznie się żegnali. Pozostała im nadzieja, że ich spotkania nie są bezsensowne i będą zaczynem czegoś nowego, choćby na małą skalę.

Dialog rozłożony na drobne

Nansen Center for Peace and Dialogue w latach 90. prowadziło na Bałkanach wiele podobnych projektów. Niektóre z nich trwały lata. Centrum i sam Steiner Bryn nominowani byli kilkukrotnie do pokojowej Nagrody Nobla.

Na podstawie doświadczeń pokojowych na Bałkanach, ale także w wielu innych miejscach świata, stworzyli własną metodę prowadzenia dialogu między skonfliktowanymi społecznościami. W dialogu tym nie chodzi o mediację, ani o negocjowanie czyichś racji. Wcale nie chodzi też o dochodzenie do wspólnych ustaleń, choć mogą one być konsekwencją dialogu. Przede wszystkich chodzi jednak o spotkanie i próbę zrozumienia. Dialog opiera się na kilkunastu składowych, takich jak: własna tożsamość, integralność, pokora, umiejętność słuchania, budowania relacji i troska o innych. Jednak bez chęci do spotkania i choćby minimalnego zainteresowania tym, co myśli i czuje drugi człowiek, żadna ze składowych nie ma szansy zaistnieć.

Poważne podejście do dialogu jest warunkiem koniecznym budowania wspólnoty opartej na poszanowaniu godności każdego człowieka

Doświadczenia przedstawione przez Nansen Center i dotyczące podejmowania działań pokojowych pokrywają się z wieloma innymi podobnymi przedsięwzięciami. W latach 70. Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (APA) powołało komitet ds. psychiatrii i spraw zagranicznych, a ich pierwszym polem doświadczalnym był konflikt na Bliskim Wschodzie.

Był to początek uprawiania poważnej psychologii politycznej w praktyce. Jego inicjatorzy głęboko wierzyli, że istnieje możliwość przełożenia psychologii jednostki na działania grupowe, zmniejszanie skali konfliktów i osiąganie celów pokojowych. Przez całe lata organizowali spotkania przedstawicieli skonfliktowanych społeczności Palestyny, Izraela i Egiptu w trybie zbliżonym do działań Nansen Center. Istotą sesji był czysty dialog.

Dzięki takim unikalnym doświadczeniom i płynącym z nich lekcjom wiemy dzisiaj dużo więcej na temat natury konfliktów, przemocy i zachowań grupowych.

Dehumanizacja wroga

Jednym z członków zespołu APA był prof. Vamik Volkan, zajmujący się psychologią polityki. Kilka wniosków z jego badań ma charakter uniwersalny:

– Potrzebujemy obrazu wroga, który chroni nas przed dyskomfortem wyjścia poza granicę własnej tożsamości.

– Mniejszości przyciągają nienawiść i podejrzliwość, bo nierzadko bywają rezerwuarem negatywnego obrazu własnego dominującej grupy.

– Tożsamość grupowa budowana bywa na silnych ideologiach i na negatywnej wizji „kim nie jestem”, zawierającej w sobie złe cechy innych grup. Strażnikami tych wizji i ideologii są liderzy. W czasach chaosu i zagrożenia tożsamość grupowa budowana jest kosztem tożsamości własnej jednostki. Jednostka udziela poparcia liderowi i grupie, uzyskując w zamian ochronę, poczucie przynależności i uznania.

– Jedną z kluczowych cech każdej grupy jest to, że wybiera ona z własnej historii pewne traumy oraz zdarzenia chwalebne i na nich buduje wspólnotę, także „wspólnotę ofiary i bólu”. Wybór jednych zdarzeń – traumatycznych i heroicznych – powoduje wypieranie z pamięci grupowej drugich, mniej pasujących do narracji. Towarzyszy też temu idealizacja własnej grupy i historii.

– Jednym z najbardziej widocznych mechanizmów obronnych w skonfliktowanych grupach społecznych jest tak zwana intelektualizacja, czyli uciekanie w narracje teoretyczne, wiedzę o historii i polityce, prezentowanie koncepcji naukowych, etc. Wszystko po to, żeby unikać przykrej konfrontacji z bólem własnym i innych.

– Wspólną cechą jest również opisywanie w mediach oraz w publicznym dyskursie przedstawicieli przeciwnej grupy w sposób zdehumanizowany, pozbawiający ich ludzkich cech i przypisujący im najgorsze z możliwych zachowań. Na przykład w czasie ludobójstwa w Rwandzie Tutsi nazywani byli przez oficjalną propagandę Hutu „karaluchami”. Podobną rolę spełniała kategoria „podludzi” w nazizmie. W wielu innych miejscach świata nie zawsze funkcjonuje jeden termin, ale zawsze narracja ma na celu zohydzenie obrazu „przeciwnika”.

W czasach konfliktów następuje automatyczna reaktywacja powyższych zjawisk. Można powiedzieć, że im silniejszy jest konflikt, tym silniejsza reaktywacja.

Kokon chroniący godność człowieka

Kiedy przed kilkoma dniami miałem możliwość odwiedzić norweską siedzibę Nansen Center i rozmawiać tam z trenerką Christiane Seehausen i szefem ośrodka Alfredo Zamudio, usłyszałem od nich, że jednym z największych wyzwań jest tworzenie instytucji stanowiących kokon chroniący godność każdego człowieka. Poważne podejście do dialogu jest warunkiem koniecznym budowania wspólnoty opartej na poszanowaniu godności każdego człowieka.

Dość często potrzebujemy obrazu wroga, który chroni nas przed dyskomfortem wyjścia poza granicę własnej tożsamości

W najbliższym czasie wraz z Nansen Center for Peace and Dialogue i zaprzyjaźnionymi środowiskami uruchomimy w Polsce projekt promujący kulturę dialogu, ale także traktujący go jako kompetencję, której można się uczyć i którą można doskonalić. Ktoś może powiedzieć, że nie ma żadnego związku między wspomnianymi tu dramatycznymi doświadczeniami na świecie, a naszą krajową rzeczywistością. Na szczęście to prawda. Jednak natura zachowań społecznych jest wszędzie taka sama. Możliwość czerpania z wiedzy, umiejętności i wartości podzielanych przez ludzi zajmujących się pokojem w wielu miejscach świata jest ogromną szansą na poważne podejście do dialogu i budowanie kultury spotkania.

Potrzeba pokoju społecznego nie dotyczy tylko regionów ogarniętych wojnami. Pokój jest stanem wymagającym nieustannego pielęgnowania i troski. Silne społeczne polaryzacje i wzajemne wykluczanie się, jakie obserwujemy w świecie zachodnim, w tym w Polsce, wymagają budowania mostów między ludźmi. W Norwegii sesje dialogów prowadzone są, między innymi, w publicznych szkołach i bibliotekach. Centrum zapraszane jest z odczytami przez polityków zarówno lewej, jak i prawej strony.

Zapraszamy do udziału w naszym projekcie. Więcej szczegółów – wkrótce. Zachęcam do śledzenia portalu Wiez.pl.