Papież Franciszek nie zrywa z tradycją ani nie zmienia nauczania Kościoła; to nieraz my nie znamy w pełni tej nauki i tego, co przez wieki głosił Kościół – mówi w rozmowie z magazynem Deon.pl ks. Andrzej Muszala, duszpasterz, dyrektor Międzywydziałowego Instytutu Bioetyki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Z księdzem Andrzejem Muszalą rozmawiali Karol Wilczyński i Bartłomiej Sury. Wywiad ukazał się 30 kwietnia i można go przeczytać w całości tutaj. Cytujemy wybrane fragmenty:

Przypowieści o synu marnotrawnym i o Dobrym Pasterzu mówią jednoznacznie: nie możemy zagubionych owiec pozostawić samym sobie. Musimy wyjść i szukać każdej z nich, robić wszystko, by włączać je z powrotem. Dlatego w przypadku Franciszka tak istotna jest idea włączania.

Towarzyszenie i rozeznawanie wymaga wielkiego wysiłku. Tak jak w ogóle życie zgodne z Ewangelią. Spowiednik nie może kierować się zasadami w sposób sztywny.

Trzymanie się samych norm powoduje, że redukujemy moralność do prawa. Stajemy się kazuistami, którzy nie zajmują się człowiekiem, ale normami, jak wielu uczonych w Piśmie, których Jezus napominał. On zajmował się człowiekiem, dlatego rozeznawał i towarzyszył.

Franciszek po prostu wraca do Ewangelii. Zawraca nas, Kościół, z drogi kazuistyki, na drogę rozeznawania.

Nasz język jest nieraz zbyt sterylny, zbyt teologiczno-prawny. Papież Franciszek mówi jak Jezus – słowami i przypowieściami zrozumiałymi dla większości ludzi.

Problem osób rozwiedzionych podejmował już św. Bazyli Wielki, Ojciec Kościoła, biskup, teolog i duszpasterz, żyjący w IV wieku. Z jego kanonów wynika, że Kościół nigdy nie zgadzał się na „drugie małżeństwo”, ale zawsze rozeznawał sytuacje osób, które żyją w kolejnych związkach, stopień ich winy i różne okoliczności. (…) Papież Franciszek nie zrywa z tradycją ani nie zmienia nauczania Kościoła; to nieraz my nie znamy w pełni tej nauki i tego, co przez wieki głosił Kościół.

My, kapłani, sami też jesteśmy owcami. Sami potrzebujemy miłosierdzia. Jeżeli z jednej strony jakiś ksiądz porzuca kapłaństwo, wiąże się z kobietą, po kilku latach uzyskuje dyspensę do ślubu kościelnego oraz może przystępować do sakramentów, a z drugiej strony inna kobieta, wchodzi w swój pierwszy związek z mężczyzną porzuconym przez żonę, opiekuje się jego (chorym) dzieckiem z pierwszego małżeństwa i dożywotnio nie ma możliwości przyjmowania Eucharystii, to czy jest to w ogóle zgodne z logiką Ewangelii? Co na to powiedziałby Jezus?

Wyb. DJ