Gdyby patriarcha Konstantynopola zdecydował się nadać ukraińskiemu prawosławiu autokefalię, Patriarchat Moskiewski mógłby stracić nawet połowę swoich parafii, co automatycznie pozbawiłoby go statusu największej wspólnoty prawosławnej na świecie.

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko na nadzwyczajnym spotkaniu z przywódcami frakcji obecnych w parlamencie oznajmił, że przekazał we własnym imieniu patriarsze Konstantynopola prośbę o udzielenie autokefalii, czyli pełnej niezależności od Patriarchatu Moskiewskiego, Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego. Rada Najwyższa rozpatrzyła prośbę prezydenta 19 kwietnia i parlamentarzyści poparli zdecydowanie inicjatywę głowy państwa.

Warto dodać, że prośba prezydenta była poparta nie tylko głosami parlamentarzystów, ale również hierarchów Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego oraz Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Prezydent spotkał się również ze zwierzchnikiem grekokatolików abp. Światosławem Szewczukiem, który zapewnił go o swoim wsparciu. Święty Synod Patriarchatu Konstantynopolskiego, który zbierze się na pod koniec maja, rozpatrzy kościelną sytuację na Ukrainie.

Poroszenko działa va banque

Nie jest to pierwsza tego typu prośba. W okresie prezydentury Wiktora Juszczenki zwracano się już do Konstantynopola – ale z tą różnicą, że mowa była o jednym Kościele prawosławnym, który powstałby na bazie wszystkich Kościołów obrządku wschodniego. W czerwcu 2016 roku, podczas trwania obrad Wszechprawosławnego Soboru na Krecie, Rada Najwyższa Ukrainy zwróciła się z po raz kolejny z oficjalną prośbą do patriarchy Bartłomieja. Proszono o zwołanie lokalnego soboru dla Kościołów prawosławnych na Ukrainie w celu rozwiązania trudnej sytuacji kościelnej, jak również o przyznanie autokefalii.

Prośba prezydenta Poroszenki nie jest więc czymś niezwykłym, jednak wydaje się, że zagrał va banque. Jeśli uda się otrzymać autokefalię, wejdzie on do historii jako prezydent, który przyczynił się do utworzenia niezależnego Kościoła lokalnego. Jeśli przegra – może zapewne pożegnać się z drugą kadencją na urzędzie głowy państwa.

Nowopowstała struktura kościelna mogłaby stać się centrum duchowego zjednoczenia prawosławnych Ukraińców, którzy nie czują się związani z Moskwą. Konsekwencje byłyby widoczne nie tylko na poziomie religijnym

Łatwo wyobrazić sobie, co oznacza pełna niezależność od Patriarchatu Moskiewskiego w warunkach trwającej na terytorium Ukrainy wojny z Rosją. Reakcja Patriarchatu Moskiewskiego była szybka i jednoznaczna. Rzecznik Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego biskup Klemens powiedział w Radiu Swoboda, że nie ma podstaw do uznania przez Konstantynopol „innego Kościoła ukraińskiego”. „Nie słyszeliśmy o żadnych nowych oświadczeniach patriarchy Bartłomieja. Patriarchat Ekumeniczny uważa za jedyny legalny [kanoniczny] na Ukrainie Ukraiński Kościół Prawosławny, na którego czele stoi metropolita Onufry” – oświadczył hierarcha.

Autokefalia jako deimperializacja

Do 1991 roku na terenie Ukrainy działał tylko Kościół prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego. Po odzyskaniu niepodległości czymś naturalnym było dążenie wiernych do uzyskania autonomii kościelnej. Skoro politycznie Ukraińcy oddzielili się od Moskwy, chcieli również dokonać tego aktu na poziomie struktur kościelnych.

Prawosławny teolog Cyryl Howorun pisze, że działania te wpisują się w logikę powstawania nowożytnych autokefalii, które były „instrumentem deimperializacji i dekolonizacji”. U podstaw każdej niezależności kościelnej końca XIX i początku XX wieku leżało pragnienie „ucieczki od imperium”, czy to austro-węgierskiego czy też rosyjskiego. Zdaniem Howoruna na Ukrainie proces ten trwa do dzisiaj. Według profesora Jurija Czernomorca, wykładowcy Uniwersytetu im. Drogomanowa w Kijowie, trwająca nadal zależność od Moskwy „to nonsens, to tak samo jakbyśmy mieli jedną armię z Rosją, po wszystkim tym, co się stało, taka sytuacja nie może trwać nadal”.

W 1991 roku część wiernych z inicjatywy metropolity Filareta (Denysenko) utworzyła Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego. Oczywiście Moskwa nie przyznała Kijowowi autokefalii. Do dziś Patriarchat Kijowski jest Kościołem niekanonicznym, choć po „rewolucji godności” stał się prawdopodobnie największą wspólnotą wyznaniową na Ukrainie. Zgodnie z badaniami Centrum im. Razumkowa w 2016 roku 64,7 proc. Ukraińców uznawało się za prawosławnych, w tym 39,5 proc. identyfikowało się z Patriarchatem Kijowskim, 23,3 proc. z Patriarchatem Moskiewskim (25,4 proc. przyznawało, że są „po prostu prawosławnymi”).

Specjaliści szacują, że po uzyskaniu przez Kijów autokefalii Patriarchat Moskiewski mógłby stracić nawet połowę swoich parafii, co automatycznie pozbawiłoby go statusu największej wspólnoty prawosławnej na świecie. Opinię tę podziela również dyrektor departamentu ds. religii Ministerstwa Kultury Ukrainy Andnij Jurasz, który w wywiadzie dla publicznej telewizji stwierdził, że „rosyjski Kościół prawosławny jest największy tylko dzięki Ukrainie”.

Jak ominąć Moskwę

Decyzja prezydenta Poroszenki i Najwyższej Rady Ukrainy, by zwrócić się o pomoc do Patriarchatu Konstantynopolitańskiego, jest jak najbardziej uzasadnioną próbą ominięcia Moskwy. Od czasu chrztu Rusi do 1686 roku terytorium współczesnej Ukrainy było pod jurysdykcją Konstantynopola. Gdyby patriarcha Bartłomiej zdecydował się nadać Patriarchatowi Kijowskiemu autokefalię, oznaczałoby to, że na terytorium Ukrainy pojawi się druga kanoniczna wspólnota prawosławna, co skutkowałoby zapewne tym, że część wiernych Patriarchatu Moskiewskiego przeszłaby do Patriarchatu Kijowskiego. Moskwa utraciłaby kontrolę nad Kijowem, a co za tym idzie – nad Ukrainą. Prośba o udzielenie autokefalii jest wpisana w szerszy kontekst dążenia do uniezależnienia Ukrainy od Rosji. Zawiera ono w sobie czynniki kulturalne, ekonomiczne, polityczne, ale i religijne. Nie można w tej kwestii nie doceniać roli, jaką odgrywa Kościół.

U podstaw każdej prawosławnej niezależności kościelnej końca XIX i początku XX wieku leżało pragnienie „ucieczki od imperium”, czy to austro-węgierskiego czy też rosyjskiego

Dlaczego akurat w tym momencie Ukraińcy jeszcze raz podjęli próbę uzyskania autokefalii? Przyczyny mogą być dwie. Pierwsza jest geopolityczna. „Polityczne prawosławie” jest jedną z podstaw ideologii Kremla. Jeśli Patriarchat Moskiewski straciłby Ukrainę, byłby to silny cios zadany Rosji, która od lat propaguje ideę „świata rosyjskiego”. Jak zauważają komentatorzy, Ukraina nie jest głównym podmiotem owej rozgrywki, ale idealnie wpisuje się w szerszą światową koniunkturę.

Drugą przyczyną mogą być trudne relacje pomiędzy Moskwą a Konstantynopolem. Sytuacja zaostrzyła się po obradach Soboru Wszechprawosławnego na Krecie, na który nie przyjechała delegacja moskiewska. Patriarcha Bartłomiej wiązał z soborem, który był przygotowywany prawie sto lat, duże nadzieje na „zrewolucjonizowanie” współczesnego prawosławia. Tak się nie stało przede wszystkim z winy Patriarchatu Moskiewskiego, który zignorował obrady soborowe.

Być może jedną z przyczyn wystąpienia z prośbą o przyznanie autokefalii właśnie teraz jest również zbliżająca się kampania prezydencka w Ukrainie. Prezydent Poroszenko często powtarza, że uzyskanie autokefalii jest jednym z podstawowych punktów jego programu, podobnie jak zniesienie wiz do Europy.

Pierwsza reakcja z Konstantynopola

Kilka dni temu, Podczas obrad Świętego Synodu Patriarchatu Ekumenicznego 19-20 kwietnia, zapoznano się z „kościelną sytuacją na Ukrainie” oraz otrzymanymi od tamtejszych władz kościelnych i państwowych prośbami o przyznanie autokefalii. Autorzy komunikatu zwracają uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, że „Patriarchat Ekumeniczny troszczy się o zachowanie wszechprawosławnej jedności i o Kościoły prawosławne na całym świecie, szczególnie o prawosławny naród ukraiński, który otrzymał zbawczą wiarę chrześcijańską i chrzest święty z Konstantynopola”. Dlatego występuje on jako prawdziwy Kościół-Matka wobec prawosławnych chrześcijan na Ukrainie.

Następnie czytamy w komunikacie, że Synod „zbadał sprawy odnoszące się do sytuacji kościelnej na Ukrainie (…) i otrzymawszy od władz kościelnych i cywilnych, reprezentujących miliony prawosławnych ukraińskich chrześcijan, petycję z prośbą o przyznanie autokefalii, postanowił ściśle porozumiewać się i uzgadniać tę sprawę ze swymi siostrzanymi Kościołami prawosławnymi”.

„Polityczne prawosławie” jest jedną z podstaw ideologii Kremla. Jeśli Patriarchat Moskiewski straciłby Ukrainę, byłby to silny cios zadany Rosji

Zapowiedź ścisłej współpracy nie oznacza jednak zobowiązania Synodu do otrzymania zgody innych Kościołów siostrzanych, jak interpretują treść komunikatu oficjalni przedstawiciele Patriarchatu Moskiewskiego. Patriarchat Ekumeniczny występuje w tej sprawie jako Kościół-Matka i ma prawo podejmować decyzję samodzielnie. Równocześnie z tytułu honorowego przywództwa w świecie prawosławnym może on nadawać autokefalię gdziekolwiek, nawet jeśli teren nie obejmuje historycznych granic Patriarchatu Konstantynopolitańskiego. Tak było w przypadku nadania autokefalii Polskiemu Kościołowi Prawosławnemu w 1924 roku oraz Kościołowi Prawosławnemu w Kanadzie i USA w 1990 roku. Treść komunikatu podkreśla jednak, że jako odpowiedzialny za jedność prawosławia na całym świecie Konstantynopol będzie podejmował decyzje we współpracy z innymi Kościołami.

Jak stwierdza profesor Ludmiła Filipowicz – kierownik katedry filozofii i historii religii w Instytucie Filozofii im. G. Skoworody – w komunikacie „nie ma mowy o przyznaniu autokefalii, ale sam fakt takiego oświadczenia zbliża nas do tej decyzji”. Poprzednie prośby nie spotkały się z żadną oficjalną reakcją ze strony Konstantynopola. Religijny publicysta Illja Bej, zwraca natomiast uwagę na fakt, że nie tylko Ukraina w ostatnim czasie poprosiła o przyznanie autokefalii. Z podobną prośbą zwrócił się Macedoński Kościół Prawosławny, który ma podobne problemy z Serbią, jak Ukraina z Moskwą. „Ponieważ prezydent Macedonii przybył do Stambułu z tym samym pytaniem, co nasz, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w Konstantynopolu równocześnie zostanie podjęta pozytywna decyzja zarówno w odniesienie do Kościoła macedońskiego, jak i ukraińskiego” – pisze ukraiński komentator.

Jedność Ukraińców a jedność chrześcijan

Gdyby doszło do uzyskania niezależności od Patriarchatu Moskiewskiego, nowopowstała struktura kościelna mogłaby stać się centrum duchowego zjednoczenia prawosławnych Ukraińców, którzy nie czują się związani z Moskwą. Konsekwencje byłyby widoczne nie tylko na poziomie religijnym. Powstanie takiego centrum mogłoby pozytywnie wpłynąć na zjednoczenie narodu.

Równocześnie pojawiłby się jeszcze jeden silny ośrodek chrześcijaństwa tradycji wschodniej obok Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Arcybiskup Światosław Szewczuk pozytywnie wypowiadał się na temat dążeń prawosławnych do uzyskania autokefalii, natomiast wpisywał je w strategię grekokatolików, którzy dążą do stworzenia jednego Kościoła tradycji wschodniej. W rozmowie a ambasadorem USA w Ukrainie zwierzchnik grekokatolików stwierdził, że stworzenie jednego Kościoła prawosławnego jest tylko pierwszym krokiem na drodze osiągnięcia jedności Kościołów Tradycji Chrztu Włodzimierza w jednym Kościele Kijowskim. „Następnym krokiem jest ekumeniczny dialog miedzy Ukraińskim Kościołem Greckokatolickim a zjednoczonym ukraińskim prawosławiem w kierunku odnowienia pierwotnej jedności tego Kościoła” – stwierdził ukraiński hierarcha.

Konsekwencje uzyskania autokefalii przez Ukraiński Kościół Prawosławny będą widoczne przynajmniej na trzech płaszczyznach. Po pierwsze, na płaszczenie samego prawosławia. Duża grupa Ukraińców, żyjąca w tym momencie w niekanonicznej strukturze, zostanie włączona do rodziny światowego prawosławia. Po drugie, zostanie wzmocniona samoidentyfikacja Ukraińców pragnących oddzielić się od Rosji na wszystkich płaszczyznach życia narodowego. I wreszcie po trzecie, decyzja ta może mieć kolosalne znaczenie dla dialogu ekumenicznego i dążenia do zjednoczenia chrześcijan.