Rząd dostrzegł wreszcie potrzebę stabilizacji zatrudnienia imigrantów zarobkowych. Potrzeba jeszcze pomysłów na ich szeroką integrację. I otwarcia na uchodźców.

Po dwóch latach straszenia uchodźcami i budowania niechęci do cudzoziemców rząd wreszcie potwierdził to, co dla każdego przedsiębiorcy jest oczywiste już od dawna: Polska potrzebuje imigrantów. Bez nich polski rynek pracy sobie nie poradzi.

Zatrudnienie cudzoziemców to jedyny sposób, żeby odpowiedzieć na konsekwencje niekorzystnych trendów demograficznych – niskiego przyrostu naturalnego, starzenia się społeczeństwa i wyjazdów znacznej liczby Polaków, którzy na stałe osiedlają się i pracują za granicą. Wyraźnie podkreślił to minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński, prezentując na konferencji prasowej nowe priorytety rządowej polityki migracyjnej: „W obliczu tych wyzwań aktywizacja osób bezrobotnych i biernych zawodowo nie wystarczy. Nasza gospodarka już teraz potrzebuje pracowników spoza Polski, a w przyszłości będzie ich potrzebować coraz więcej”.

Tworzenie nowej polityki migracyjnej to dobry moment na odważną decyzję i otwarcie korytarzy humanitarnych do Polski

Przyjęte pod koniec marca przez Radę Ministrów priorytety są podstawą do wypracowania kompleksowego planu działań rządu w polityce migracyjnej, który ma być gotowy w połowie roku. Dokument jest dosyć ogólny i kładzie nacisk na rozpoznanie potrzeb polskiego rynku pracy oraz wspieranie pracodawców poszukujących pracowników zza granicy. Oprócz deklaracji o potrzebie stworzenia systemu zachęt do osiedlania się w Polsce dla cudzoziemców o pożądanych kwalifikacjach oraz do powrotów Polaków zamieszkałych za granicą, nie można się z niego dowiedzieć konkretów, np. jakie to miałyby być zachęty. Tymczasem stabilizacja zatrudnienia imigrantów zarobkowych – tak, aby wybrali nasz kraj na miejsce stałego pobytu – to nowe wyzwanie polityki migracyjnej. Bez tego łatwo mogą oni przenieść się do innych krajów europejskich, zwłaszcza że konkurencja o pracownika z każdym rokiem wzrasta.

Stały pobyt coraz większych grup cudzoziemców w Polsce tworzy kolejne nowe wyzwanie, czyli problem ich integracji. Do tej pory była to pięta achillesowa naszej polityki migracyjnej. Więcej doświadczeń w tym obszarze mieli partnerzy pozarządowi niż instytucje państwowe. Jednym z rządowych priorytetów ma być rozbudowa polityki integracji, ale z ogólnych zapisów wynika, że będą to tylko różnego rodzaju ułatwienia w załatwianiu spraw przez cudzoziemców. Tymczasem – jeżeli chcemy uniknąć negatywnych zjawisk związanych z migracjami, jakie obserwujemy na Zachodzie: tworzenie się gett czy problem frustracji drugiego pokolenia migrantów – integracja powinna być potraktowana dużo szerzej. Niezbędne będzie stworzenie systemu kompleksowej pomocy prawnej dla cudzoziemców, przygotowanie szkół na przyjęcie ich dzieci, stworzenie sposobów na budowanie relacji ze społecznością lokalną i rozwiązywanie nieuniknionych napięć.

Nie trzeba w tej dziedzinie wszystkiego wymyślać od zera. Doświadczenia w tych obszarach są już zgromadzone w niektórych polskich samorządach, organizacjach pozarządowych, a także w Kościele, np. w lokalnych oddziałach Caritasu. Warto, by rząd z nich skorzystał. Żeby to było możliwe, musiałby jednak zakończyć represyjną politykę wobec organizacji pozarządowych, której skutecznym instrumentem jest blokowanie pieniędzy europejskich na działania związane z pracą z migrantami. Na razie głodzone w ten sposób organizacje upadają, a żadna nowa narodowa fundacja nie kwapi się, żeby przejmować te trudne i niezbyt efektowne zadania.

Sprowadzenie polityki migracyjnej tylko do potrzeb rynku pracy i zupełne pominięcie jej wymiaru humanitarnego wydaje się niegodne kraju spadkobierców „Solidarności” i myśli Jana Pawła II

Zarówno autorzy rządowego dokumentu, jak i minister Kwieciński na konferencji prasowej, starannie unikali jakiejkolwiek wzmianki o problemie uchodźców. Jednak sprowadzenie polityki migracyjnej tylko do pragmatycznych potrzeb rynku pracy i zupełne pominięcie jej wymiaru humanitarnego wydaje się niegodne kraju spadkobierców mitu „Solidarności” i myśli Jana Pawła II. Zwłaszcza że od ponad roku zarówno polski episkopat, jak i wiele organizacji, wzywają rząd do wykonania symbolicznego gestu wobec najbardziej poszkodowanych w konfliktach zbrojnych na Bliskim Wschodzie poprzez zgodę na uruchomienie tzw. korytarzy humanitarnych. Jest to forma pomocy, która łączy solidarność z bezpieczeństwem i w żadnym kraju europejskim nie stworzyła zagrożenia dla obywateli. Jej skala nie jest duża, ale niesie realną pomoc tym, którzy nie mają możliwości powrotu do swoich domów.

Tworzenie nowej polityki migracyjnej to dobry moment na odważną decyzję i otwarcie korytarzy humanitarnych do Polski. Mógłby być to kolejny punkt do „piątki Morawieckiego”, a szóstka to przecież lepsza ocena niż piątka, nawet po reformie edukacji.