Dla tych, których dziś z naszej wspólnoty wyklucza ignorancja, ksenofobia i polityczny nacjonalizm, zapalmy w naszych oknach świece. List z okazji 75. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim.

Jutro będziemy obchodzić 75 rocznicę wybuchu pierwszego zbrojnego powstania w okupowanej przez Niemców Warszawie. 19 kwietnia 1943 roku do dramatycznej i nierównej walki stanęli ostatni mieszkańcy getta. Ocaleni od śmieci głodowej, tyfusu i kolejnych, trwających od lipca 1942 roku „akcji likwidacyjnych”: niespełna 60 tysięcy z ponad 450 w 1940.

„Prosimy Cię Boże o walkę krwawą.
Błagamy Cię o gwałtowną śmierć.
Niech nasze oczy przed skonaniem
Nie widzą jak się wloką szyny,
Ale daj dłoniom celność , Panie,
Aby się skrwawił mundur siny,
Daj nam zobaczyć, zanim gardła
Zawrze ostatni głuchy jęk, w tych butnych dłoniach, w łapach z pejczem
Zwyczajny nasz człowieczy lęk”.

Tak pisał w styczniu 1943 roku Władysław Szlengel. Do września 1939 roku był niezwykle popularnym satyrykiem , autorem szlagierów: „Panna Andzia ma wychodne”, „Jadziem panie Zielonka” czy „Chodźmy na piwko  naprzeciwko”. Jednym z grona ówczesnych warszawskich celebrytów , kolegą Andrzeja Własta, Jerzego Jurandota, Artura Golda czy Jerzego Petersburskiego. Ich przeboje: „Tango  Milonga”, „Jesienne róże”, „Umówiłem się z nią na dziewiątą” śpiewała cała Warszawa. Na Pradze i na Woli bardziej popularne były inne ich piosenki: „Nie masz cwaniaka nad warszawiaka”, „Bal na Gnojnej”, „U cioci na imieninach”, „Czarna Mańka”.  Kiedy 16 listopada 1940 roku ostatecznie zamknięto bramy getta znaleźli się w nim niemal wszyscy. Niewielu doczekało powstania: zamordowano ich na ulicach, jak Własta lub w Treblince, jak Golda. Szenglowi się udało – zginął w maju.

W październiku 1940 roku wszyscy warszawiacy żydowskiego pochodzenia i warszawscy Żydzi zostali zmuszeni do zamieszkania w dzielnicy północnej, potocznie nazywanej Nalewkami lub dzielnicą żydowską. Jedna trzecia mieszkańców naszego Miasta musiała zmieścić się na jednej piątej jego powierzchni. Wszyscy: lekarze, naukowcy, poeci, żołnierze, tragarze, inżynierowie, nauczyciele, krawcy, studenci, syjoniści, bundowcy, anarchiści, chasydzi i komuniści, rabini i adwokaci. Bogaci i biedni. I dzieci.

Zamknięci w getcie, walczący bez żadnej nadziei na zwycięstwo ludzie, nade wszystko byli warszawiakami

Niektórzy mówią dziś, że tego chcieli a nawet, że z radością patrzyli na rosnące wokół nich mury. Świadectwa ofiar Zagłady i tych nielicznych, którym udało się przetrwać, temu przeczą. Niektórzy mówią dziś także, że biernie przyjęli swój los lub chętnie pomagali swoim oprawcom. Świadectwa mówią, że starali się – tak długo, jak było to możliwe – zachować struktury i instytucje życia społecznego: sierocińce i kuchnie dla ubogich, szpitale i teatry, orkiestry i nawet kabarety. Że tworzyli sieci tajnego nauczania, prowadzili pionierskie badania naukowe nad … głodem i systematycznie dokumentowali codzienne życie skazanej na zagładę dzielnicy. Tak, mieli także policję i konfidentów. Jak warszawiacy po drugiej stronie muru. I jak oni – swoją, niejednorodną ideowo, konspirację. Mieli także, ci „legalni”, kartki na żywność: 184 kalorie dziennie. Umierali na ulicach i pisali wiersze. Modlili się, tracili wiarę i ćwiczyli muzyczne pasaże. Kochali i uczyli się strzelać z broni, której nie mieli. Chcieli przeżyć piekło getta.  Chcieli walczyć. Zwłaszcza młodzi: Mordechaj Anielewicz, Debora Baran, Michał Klepfisz…

Ale przede wszystkim byli przeraźliwie samotni. Dla tych, którzy uwierzyli hitlerowskiej propagandzie, nie byli już ludźmi – wyłącznie nosicielami pasożytów.

19 kwietnia wybuchło pierwsze warszawskie powstanie. 15 maja warszawska dzielnica północna przestała istnieć. Jej ostatni Mohikanie: Cywia Lubetkin, Antek Cukierman, Marek Edelman, Kazik Ratajzer , ocalały z buntu w Treblince, Samuel Willenberg i wielu innych, zostali żołnierzami Sierpnia 44. Pamiętamy o nich i znamy ich nazwiska. Wiemy, co znaczą rozdawane na ulicach przez wolontariuszy muzeum Polin żonkile.

Jutro honorowymi obywatelami naszego Miasta zostaną Halina Birenbaum, Krystyna Budnicka i Marian Turski. W tamtym kwietniu mieli po kilkanaście lat. Bunkier Haliny Niemcy odkryli w maju. Trafiła na Majdanek a stamtąd do Auschwitz-Birkenau. Jest pisarką. Krystyna przetrwała w ruinach getta do września. Uratowali ją Polacy. Skończyła pedagogikę specjalną i całe życie poświęciła warszawskim dzieciom. Marian przeżył łódzkie getto i Auschwitz-Birkenau. Jest historykiem i współtwórcą muzeum Polin.

Dzisiaj, w przeddzień 75 rocznicy tego pierwszego powstania chciałabym przypomnieć, że zamknięci w getcie, walczący bez żadnej nadziei na zwycięstwo ludzie, nade wszystko byli warszawiakami. O wielu z nich nie wiemy, kim byli i kim mogli się stać. To dla nich, bezimiennych, przypnijmy jutro żonkile. Dla tych, których dziś z naszej wspólnoty wyklucza ignorancja, ksenofobia i polityczny nacjonalizm, zapalmy w naszych oknach świece.