Papieska adhortacja „Gaudete et exsultate” to gorąca zachęta, by świętości nie uznawać za niedościgły ideał. W świętości chodzi o to, by dokonywać zwykłych czynów w niezwykły sposób.

„Nie bądź taki święty” – pewnie wiele osób słyszało takie powiedzenie, które ma znaczyć coś w rodzaju: jesteś okropnie nieżyciowy; jesteś oderwany od realnego życia; jesteś pięknoduchem. Adhortacja apostolska „Gaudete et exsultate” to odpowiedź na takie właśnie rozumienie czy podejście do świętości.

Papież Franciszek prostym językiem, w bezpośredniej formie, jak znający życie doświadczony przewodnik zachęca, by nie bać się świętości i nie uznawać jej za niedościgły ideał. Przekonuje, że „bycie świętym nie oznacza oczu jaśniejących w domniemanej ekstazie” (pkt. 96).

Przesłanie adhortacji to zachęta do wszystkich czytelników: Nie udawaj świętego, tylko po prostu bądź święty! Bądź święty – czyli żyj w zażyłości z Bogiem, bądź Jego przyjacielem. Święty nie może być nieżyciowy, bo świętość to samo życie, w całym jego trudzie i głębi.

Taki ja i taki ty – może świętym być!

Przed siedemnastu laty pisałem w „Więzi”, że najważniejszym wydarzeniem roku jubileuszowego 2000 w Polsce – zarówno wydarzeniem religijnym, jak i kulturalnym – był dla mnie fenomen „Arki Noego”. Kilkunastoosobowy dziecięcy zespół, kierowany przez nawróconych muzyków punkowych i heavymetalowych, skuteczniej od dwudziestokilkutysięcznej armii kaznodziejów (z całym szacunkiem dla kaznodziejów!) rozgłosił po całej Polsce, że każdy może być świętym: i duży, i mały, i gruby, i chudy, i ja, i ty. Mam wrażenie, że to w dużej mierze dzięki „Arce Noego” świadomość powszechnego powołania do świętości jest dzisiaj coraz bardziej obecna wśród dzieci.

„Gaudete et exsultate” to praktyczny duchowy przewodnik po drogach świętości, napisany przez mądrego pasterza, który wie, że „wszyscy jesteśmy armią rozgrzeszonych”

Papież Bergoglio zapewne nic nie wie o dziecięcym zespole stworzonym przez Roberta „Litzę” Friedricha. Z polskiej perspektywy można by jednak powiedzieć, że ówczesne dzieci podskakujące w rytm piosenki o tym, że każdy może być świętym, otrzymują teraz od Franciszka mądry duchowy przewodnik na swoje dorosłe życie chrześcijańskie: specjalny dokument Kościoła o powołaniu do świętości. Dlatego śródtytułami tej prezentacji papieskiej adhortacji czynię cytaty z piosenki „Arki Noego”.

I papież, i dzieciaki zwołane przez „Litzę” mówią przede wszystkim, że do świętości powołany jest każdy człowiek wierzący. Franciszek używa poruszającego wyobraźnię określenia „święci z sąsiedztwa” (pkt. 7). Opisuje całe życie chrześcijanina jako powołanie: „to nie życie ma misję, ale że jest ono misją” (27). Być świętym to stawać się człowiekiem, jakim być powinienem. „Świętość nie czyni cię mniej ludzkim” – zapewnia papież, ale jeszcze ważniejsza jest druga część tego zdania: ponieważ świętość „jest spotkaniem Twojej słabości z siłą łaski” (34).

Są między nami w szkole i w pracy

„Gdzie można dzisiaj świętych zobaczyć?” – pytała „Arka Noego”. Franciszek odpowiada na to pytanie, przywołując słowa II Soboru Watykańskiego, że wszyscy wierni „we wszystkich sytuacjach życiowych i w każdym stanie powołani są przez Pana, każdy na właściwej sobie drodze, do doskonałej świętości”. „Każdy na właściwej sobie drodze” – akcentuje papież i zachęca do rozeznawania osobistej drogi uświęcenia (11).

Franciszek umieszcza świętość przede wszystkim „w codziennych zajęciach, tam, gdzie każdy się znajduje. Jesteś osobą konsekrowaną? Bądź świętym, żyjąc radośnie swoim darem. Jesteś żonaty albo jesteś mężatką? Bądź świętym, kochając i troszcząc się o męża lub żonę, jak Chrystus o Kościół. Jesteś pracownikiem? Bądź świętym, wypełniając uczciwie i kompetentnie twoją pracę w służbie braciom. Jesteś rodzicem, babcią lub dziadkiem? Bądź świętym, cierpliwie ucząc dzieci naśladowania Jezusa. Sprawujesz władzę? Bądź świętym, walcząc o dobro wspólne i wyrzekając się swoich interesów osobistych” (14).

Tym, co uświęca są i modlitwa, i aktywność. Franciszek podkreśla, że nie ma świętości bez osobistej relacji z Bogiem i bez zaangażowania społecznego

W codzienności świętość „będzie wzrastała przez małe gesty” – przekonuje Franciszek i podaje przykład: „pewna kobieta idzie na targ, by zrobić zakupy, spotyka sąsiadkę,  zaczyna z nią rozmawiać i dochodzi do krytyki. Wówczas ta kobieta mówi w swoim wnętrzu: «Nie, nie będę o nikim mówić źle». To jest krok ku świętości. Następnie w domu, jej syn chce z nią porozmawiać o jego fantazjach i chociaż jest zmęczona, siada obok niego i słucha z cierpliwością i miłością. To kolejna ofiara, która uświęca. Kiedy przeżywa chwilę udręki, pamięta o miłości Najświętszej Maryi Panny, bierze różaniec i modli się z wiarą. To jest kolejna ścieżka świętości. Potem, gdy wychodzi na ulicę, spotyka ubogiego i zatrzymuje się, by porozmawiać z nim z miłością. To jest następny krok” (16).

Bo w sumie w świętości chodzi o to, „żeby dokonywać zwykłych  czynów w niezwykły sposób” (17). „Chodzi o to, aby nie stawiać granic temu, co wielkie, co lepsze i najpiękniejsze, ale jednocześnie skupiać się na tym, co małe, na codziennym zaangażowaniu” (169).

Święty kocha Boga, życia mu nie szkoda

„Chrześcijaństwo jest przede wszystkim po to, aby nim żyć” (109) – stwierdza papież. To samo dotyczy świętości. Ma ona wyrażać się w życiu – inaczej byłaby pusta. Miłość Boga i miłość bliźniego są związane nierozerwalnie.

Tym, co uświęca, są i modlitwa, i aktywność. Z jednej strony Franciszek podkreśla, że nie ma świętości bez osobistej relacji z Bogiem – wtedy bowiem „przekształca się chrześcijaństwo jedynie w jakąś organizację pozarządową” (100). Z drugiej natomiast strony papież przestrzega przed podejrzliwością wobec zaangażowania społecznego, które niektórzy wierzący uważają „za coś powierzchownego, doczesnego, zsekularyzowanego, immanentystycznego, komunistycznego, populistycznego” (101).

A zaczyna się wszystko od sposobu, w jaki spojrzymy na drugiego człowieka. „Kiedy spotykam osobę śpiącą na zewnątrz w zimną noc – taki przekonujący przykład podaje Franciszek – mogę poczuć, że ten «dziwak» jest kimś przypadkowym, kto wchodzi mi w drogę, gnuśnym oprychem, przeszkodą na mojej drodze, dokuczliwym cierniem na sumieniu, problemem, który muszą rozwiązać politycy, a może nawet nieczystością, zaśmiecającą przestrzeń publiczną. Ale mogę także zareagować, wychodząc od wiary i miłości, uznając w tym człowieku istotę ludzką, posiadającą taką samą godność jak ja, stworzenie nieskończenie umiłowane przez Ojca, obraz Boga, brata odkupionego przez Chrystusa. To znaczy być chrześcijaninem!” (98).

Kocha bliźniego jak siebie samego

To wezwanie dotyczy również tych bliźnich, którzy są nieznośni, denerwują nas czy wyprowadzają z równowagi. Z nimi wspólnie mamy budować „ewangeliczny pokój, który nikogo nie wyklucza, ale włącza także tych, którzy są nieco dziwni, trudni i skomplikowani, tych, którzy wymagają uwagi, tych, którzy są inni, tych, którzy są bardzo obciążeni życiem, mają inne zainteresowania” (89).

Piękny i bardzo dziś potrzebny jest apel papieża o spójne, integralne i konsekwentne rozumienie ochrony życia: „Jasna, stanowcza i żarliwa musi być na przykład obrona istoty niewinnej, jeszcze nie narodzonej, ponieważ stawką jest w tym wypadku godność życia ludzkiego, zawsze świętego, czego wymaga miłość do każdej osoby, niezależnie od etapu jej rozwoju. Ale równie święte jest życie ubogich, którzy już się urodzili i zmagają się z biedą, opuszczeniem, wykluczeniem, handlem ludźmi, ukrytą eutanazją chorych oraz osób starszych, pozbawionych opieki, w nowych formach niewolnictwa oraz wszelkich postaciach odrzucania. Nie możemy wyznaczać sobie ideału świętości, który pomijałby niesprawiedliwość tego świata” (101).

Reagować z pokorną łagodnością – na tym polega świętość

W analogiczny sposób – jako kwestię należącą do spraw życia i śmierci, wymagającą więc szczególnej uwagi chrześcijan – adhortacja ukazuje stosunek do migrantów: „Często słyszymy, że, wobec relatywizmu i ograniczeń współczesnego świata, tematem marginalnym powinna być na przykład sytuacja migrantów. Niektórzy katolicy twierdzą, że jest to temat drugorzędny w porównaniu z «poważnymi» zagadnieniami bioetyki. Można rozumieć, że osoba mówiąca takie rzeczy to polityk troszczący się o swoje sukcesy, ale nie chrześcijanin, któremu wyłącznie przystoi postawić się w roli tego brata, który ryzykuje swe życie, aby zapewnić przyszłość swoim dzieciom” (102). Franciszek przywołuje w tym kontekście przykład św. Benedykta, który w „Regule” nakazał przyjmować wszystkich gości, „nawet, jeśli miałoby to «skomplikować» życie mnichów”. Przyjęcie przybysza to nakaz pochodzący od Boga, „nie jest to wymysł papieża czy przelotne urojenie” (103).

Każdy święty chodzi uśmiechnięty?

Świętości nie trzeba się bać. „Nie odbierze ci ona sił, życia ani radości. Wręcz przeciwnie” (32) – przekonuje Franciszek. W wielu miejscach adhortacji mowa jest o pokoju i radości płynących z bliskiego spotkania z Bogiem i odnajdywania Jego twarzy w bliźnich. Papież pisze wręcz o „zaraźliwej radości” (55), jaką powinno rozsiewać życie prawdziwie chrześcijańskie. „Święty jest zdolny do życia pełnego radości i poczucia humoru. Nie tracąc realizmu, oświeca innych pozytywnym i pełnym nadziei duchem” (122).

Są jednak w tej adhortacji także liczne wątki, których nie da się streścić za pomocą słów prostej dziecięcej piosenki. Bo radość chrześcijańska jest radością pomimo krzyża, a raczej: z powodu krzyża. „Kiedy odczuwasz pokusę, by zaplątać się w swoją słabość, podnieś oczy ku Ukrzyżowanemu i powiedz: «Panie, jestem biedakiem, ale Ty możesz dokonać cudu uczynienia mnie trochę lepszym». W świętym i składającym się z grzeszników Kościele znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz, aby wzrastać ku świętości” (15).

Papież jak mądry starzec przestrzega swoich czytelników przed niebezpieczeństwami stojącymi na drodze świętości. Nie ukrywa mogących pojawiać się zagrożeń, które pochodzą i z ludzkiego wnętrza, i od Złego. „Akceptowanie codziennie drogi Ewangelii, pomimo że przynosi nam ona problemy, to jest świętość” (94).

Dla mnie bardzo ważne były w tej adhortacji papieskie wskazówki dotyczące odpowiedniego traktowania ludzi nieznośnych, radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych, nieuniknionego charakteru codziennych upokorzeń i sytuacji, w których upokorzenie może okazać się łaską. „Reagować z pokorną łagodnością – na tym polega świętość” (74).

Subtelne formy przemocy

Bardzo ważnym, a nowym w kościelnych dokumentach wątkiem jest analiza od strony duchowej różnych form przemocy obecnych w ludzkim życiu. Swoim zwyczajem Franciszek zaczyna od „przemocy słownej”, do której zalicza plotki i obmowy. „Święty nie marnuje swoich sił, by narzekać na błędy innych, potrafi zachować milczenie w obliczu wad braci i unika przemocy słownej, która niszczy i poniewiera” (116). Papież przekonuje, że „nie służy nam patrzenie na innych z góry, stawianie się w roli bezlitosnych sędziów, uważanie innych za niegodnych i nieustanne próby pouczania ich. Jest to subtelna forma przemocy” (117).

Pan chce, abyśmy byli świętymi i oczekuje, że nie zadowolimy się życiem przeciętnym, rozwodnionym, pustym

Adhortacja realistycznie wskazuje też na internet jako możliwe miejsce wyrażania i rozpowszechniania przemocy. „Również chrześcijanie mogą  stać się częścią sieci przemocy słownej, tworzonej za pośrednictwem internetu i na różnych forach lub przestrzeniach wirtualnej wymiany opinii. Nawet w mediach katolickich może dojść do przekroczenia granic, tolerowania obmowy i oszczerstwa, i wydaje się, że szacunek dla reputacji innych osób nie jest ujęty w jakiekolwiek normy etyczne. W ten sposób powstaje niebezpieczny dualizm, ponieważ w tych przestrzeniach padają słowa, które nigdy nie byłyby tolerowane w życiu publicznym, i usiłuje się w nich zrekompensować własne niezadowolenie, z wściekłością realizując chęć zemsty. Znamienne, że czasami, chcąc bronić innych przykazań, całkowicie pomijane jest ósme: «Nie mów fałszywego świadectwa» i bezlitośnie niszczony jest wizerunek bliźnich. To pokazuje, że język pozbawiony wszelkiej  kontroli staje się «przestrzenią zła»” (115).

Piękną część adhortacji stanowi rozdział trzeci, będący komentarzem do Ośmiu Błogosławieństw. Podobnie jak papieski komentarz do Pawłowego Hymnu o miłości w „Amoris laetitia” część ta może samodzielnie służyć jako pomoc duchowa dla małych grup i wspólnot chrześcijańskich.

„Gaudete et exsultate” to dokument, który może odegrać ważną rolę w życiu Kościoła jako praktyczny duchowy przewodnik po drogach świętości. Jest to tekst napisany przez mądrego pasterza, który wie, że „wszyscy jesteśmy armią rozgrzeszonych” (82). Franciszek chce uniknąć ryzyka „czynienia naszego życia chrześcijańskim muzeum wspomnień” (139), ukazuje więc powszechne powołanie do świętości jako życiowe zadanie każdego, kto chce iść za Jezusem. „Pan chce od nas wszystkiego, a to, co oferuje, to życie prawdziwe, szczęście, dla którego zostaliśmy stworzeni. Chce, abyśmy byli świętymi i nie oczekuje, że zadowolimy się życiem przeciętnym, rozwodnionym, pustym” (1).

Gorąco zachęcam do lektury całego tekstu adhortacji.