Najważniejsze w tej lekturze jest obcowanie z wielką, ale strasznie irytującą osobowością.

Czy da się czytać Gombrowicza bez wiedzy o jego życiu? Z pewnością się da. Nawet więcej – taka lektura może być głębsza i pełniejsza niż ta poparta wiedzą biograficzną. Równocześnie jednak sam pisarz nieustannie nas, czytelników, w swoje życie wciąga. Owszem, wielokrotnie są to fałszywe tropy, zmyślna gra z nami, ale – jednak.

Bywa tak jak w „Kronosie”, gdzie zawarty z nami przez autora „pakt autobiograficzny” zakłada jego prawdomówność lub przynajmniej na tyle dużą dozę szczerości, że przedstawione tam fakty przyjmujemy za wiarygodne. Ciekawe były dyskusje po publikacji tej książki, bo wielu krytyków deklarowało, iż „Kronos” zweryfikował ich postrzeganie Gombrowicza, zwłaszcza to wynikające z lektury „Dzienników”. Problem polega na tym, że nawet jeśli w „Kronosie” mamy do czynienia z większą liczbą zapisów dotyczących faktów, mniej tam autokreacji (co skądinąd wcale nie jest pewne), to przecież nie te banalne i codzienne zdarzenia stanowią istotę tego, czym pisarz żył. „Dzienniki”, choć mocno literackie, choć przedstawione w nich przeżycia i refleksje zmienione są w opowieść, to przecież ujawniają ważną, właściwie najważniejszą prawdę o pisarzu, bo o tym, co w istocie zaprząta jego myśli.

Gombrowicz wciąga czytelnika w grę między autentyzmem a kreacją. Toczy się ona na kilku poziomach, na każdym można dostrzec weryfikację obrazu osoby autora z pozostałych poziomów. Niekiedy utwory (jak dramaty i opowiadania) w całości oparte są na fikcji, choć przecież i w nich można znaleźć odniesienia do osobistych doświadczeń pisarza, nie jest to jednak od razu widoczne, więc lektura zupełnie może pomijać aspekt autobiograficzny. Wszakże utwory z pozostałych poziomów, gdzie sam pisarz wyraźnie się ujawnia i kreuje, prowokują do czytania właśnie tych jakoby lub naprawdę czysto fikcjonalnych tekstów w kluczu biograficznym.

Gombrowicz wciąga czytelnika w grę między autentyzmem a kreacją

Zwłaszcza „Pamiętnik z okresu dojrzewania” odbierany jest właśnie jako dokument dojrzewającego młodzieńca, co skądinąd irytowało samego autora, który długo przez krytykę postrzegany był jako niesforne chłopię. Kiedy indziej fikcja jest jednak poddawana znacznie poważniejszej próbie. Na przykład w „Pornografii”, powieści wypełnionej najczystszej wody fikcją, narratorem jest nie kto inny, tylko Witold Gombrowicz, nie ma tu jednak nawet poszlak na podobieństwo do prawdy, bo samego pisarza w Polsce w czasie okupacji (gdy toczy się akcja) nie było. W „Trans-Atlantyku” i „Kosmosie” można dostrzec podobieństwo do autentycznych zdarzeń, co – jak wspomniałem wyżej – rodziło poważne nieporozumienia, tam nie tylko Witold jest narratorem, ale ma wiele cech prawdziwego Gombrowicza. Opisane zdarzenia możemy weryfikować z perspektywy „Dzienników” i „Kronosa”, jakkolwiek same powieści przez swoją budowę każą się mieć na baczności, tyle w nich literackości.

Najłatwiej dać się jednak zwieść „Dziennikom”, a w jeszcze większym stopniu „Kronosowi”. Wydaje się, że „Kronos” ze swoją szczerością i brakiem uporządkowania literackiego stoi na szczycie prawdy, do którego należy żmudnie dążyć przez turnie fikcji. A jednak i tam widać pracę pisarza, wybiórczość faktów i w gruncie rzeczy autokreację z pogranicza ekshibicjonizmu i masochizmu. To dopełnienie „Dzienników”, powieści, dramatów, opowiadań, ale nie świadectwo, za pomocą którego można by oceniać ich prawdomówność. Szczery „Kronos” zawiera w sobie fikcjonalną kreację alternatywnego (wobec kreowanego w innych dziełach) Gombrowicza, a fikcjonalne dramaty zawierają ślady własnego doświadczenia pisarza. W istocie zatem nie tyle wspinamy się wzwyż, ile krążymy w koło. Fikcja ma odsłaniać prawdę, prawda wikła się w fikcję. Granice nie są ścisłe i nie mogą takie być.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, wiosna 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, wiosna 2018

Kwartalnik WIĘŹ, nr 1/2018