Choć powstają nowe formy pomocy seniorom finansowane przez rząd, wiele osób może z nich nie skorzystać, a nawet o nich nie usłyszy.

Kilka tygodni temu na tych łamach Andrzej Minko opublikował tekst pod tytułem „Czy Polska to kraj dla ludzi starych”, z którego dobitnie wynika odpowiedź przecząca. Autor wskazuje, że sytuacja wielu osób starszych (a także ich rodzin) jest dramatyczna – nie zauważamy ich, wobec czego wcale niesporadyczne przypadki zaginięcia osób starszych często w ogóle nie są dostrzeżone przez otoczenie. Równie mocne przesłanie na temat ciężkiej sytuacji osób w podeszłym wieku zawiera tekst Doroty Koszal z „Krytyki politycznej” pod znamiennym tytułem „Polska starość jest samotna, chora i biedna”.

Choć polska jesień życia jest wielobarwna, co dokładniej w ujęciu statystycznym ukazuje raport GUS „Jakość życia osób starszych w Polsce”, przywołane artykuły są punktem wyjścia do refleksji nad sytuacją seniorów, a zarazem i społeczeństwa jako całości. Lepiej żebyśmy na starcie widzieli ten obraz polskiej starości w choćby nadmiernie ciemnych barwach (gdyż to wzmaga naszą czujność) niż w barwach zbyt jasnych (jak to nieraz kreują reklamy), co usypia umysł i sumienie.

Niewidoczni seniorzy, nieobecne państwo?

Z wymienionych wyżej tekstów wyłania się specyficzny obraz państwa i jego instytucji. Państwo – zarówno jako organizator pewnych usług służących zaspokajaniu potrzeb obywateli (w tym wypadku starszych), jak i podmiot odpowiedzialny za rozwiązywanie problemów społecznych, występuje jako wielki nieobecny albo jako wielki psuj. Podmiot, który nie dość, że nie zapewnia obywatelom pomocy w potrzebie (a nierzadko tych potrzeb w ogóle nie chce lub nie jest w stanie zidentyfikować), to jeszcze podrzuca swoją polityką dodatkowe kłody. Jak w przywołanej przez Minkę sprawie oddziałów opieki geriatrycznej, które zaczęły być zamykane na skutek wadliwie zaprojektowanej ustawy o sieci szpitali. Nie pojawia się zaś wzmianka o prowadzonej od kilku lat polityce senioralnej, a zwłaszcza o jej pozytywnych aspektach.

Być może jest tak, że wiele rezultatów tejże polityki pozostaje wciąż (jeszcze?) nieodczuwanych czy niewidocznych.

Czas dorastania polityki senioralnej

Od dekad obserwujemy praktyczny namysł nad wsparciem dla osób starszych ze strony państwa. W tak długim horyzoncie czasowym – sięgającym wczesnego Gierka – osadziła swoją analizę tej problematyki prof. Szatur-Jaworska w monografii, której syntetyczne omówienie można znaleźć tutaj. Jednak przez długie lata brakowało skoordynowania i kompleksowości, a działania na rzecz osób starszych głównie sprowadzały się do kwestii emerytalnej. Dopiero początek drugiej dekady XXI przyniósł swoisty przełom (ciekawych interpretacji, dlaczego stało się to akurat wtedy, dostarcza przywołana wyżej książka). Zręby polityki senioralnej stworzono konkretnie w latach 2012-2013.

Co się na nie złożyło? Wymieńmy pokrótce. W 2012 roku premier Donald Tusk powołał Departament Polityki Senioralnej wraz z działającą przy nim Radą ds. Polityki Senioralnej, niebawem też powstała parlamentarna komisja ds. osób starszych, a na poziomie lokalnym prawne umocowanie dla powoływania rad seniora przy jednostkach samorządu terytorialnego. Rada złożona z ekspertów i praktyków przyjęła u schyłku 2013 roku dokument zawierający założenia wieloletniej polityki senioralnej do 2020 roku (obecne założenia sięgają roku 2030). Stały się one częścią tzw. pakietu senioralnego, obejmującego też programy „Solidarność Pokoleń” (adresowany do pracodawców w celu stworzenia warunków do zarządzenia wiekiem i wykorzystania potencjału starszych pracowników) oraz „ASOS” – działający do dziś ministerialny program corocznego dofinansowania w trybie konkursów lokalnych i społecznych inicjatyw na rzecz seniorów w kilku modułach tematycznych.

Część inicjatyw państwa sprowadza się do wydania dokumentów pokazujących jak wygląda sytuacja seniorów, ale to nie przekłada się na praktyczną pomoc

Następnie doszły do tego kolejne programy. Rząd Ewy Kopacz uruchomił program „Senior-Wigor” (obecnie „Senior+”) w trybie konkursowym dofinansowujący tworzenie domów wsparcia dla osób starszych wraz z dofinansowaniem ich funkcjonowania.

Kolejne rządy, już za kadencji Zjednoczonej Prawicy, dorzuciły swoje trzy grosze. Obok pewnych modyfikacji w programie „Senior-Wigor” zapoczątkowana została kampania „Aktywny i bezpieczny senior”, a na przełomie 2017/2018 nowy program – „Opieka 75+” polegający na konkursowym dofinansowaniu domowych usług opiekuńczych dla osób najstarszych (powyżej 75 roku życia w najmniejszych gminach – pierwotnie poniżej 20 tys. mieszkańców, a we wznowionej edycji – do 40 tys.). Na odcinku zdrowotnym już wcześniej rząd uruchomił zaś „leki 75+”.

Obecnie trwają prace nad programem „Dostępność +” mającym znosić bariery, jakie w różnych sferach życia napotykają osoby starsze i niepełnosprawne. Przewidziane jest dofinansowanie pochodzące ze środków europejskich i rządowych.

Oprócz tego sprawy senioralne nie od dziś są przedmiotem zainteresowania innych instytucji publicznych. Świadczą o tym liczne – na przestrzeni ostatniej dekady – wystąpienia, interwencje, raporty i konferencje Rzecznika Praw Obywatelskich, raporty kontrolne Najwyżej Izby Kontroli oraz Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Ponadto od 2016 obowiązuje ustawa o osobach starszych, która zobowiązuje rząd do corocznego przedstawienia parlamentowi kompleksowej informacji o seniorach. Dzięki temu nasza wiedza o potrzebach tej grupy wiekowej jak i prowadzonych na jej rzecz działaniach jest znacznie rozleglejsza, lepiej uporządkowana i dostępna.

Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle?

Z tego jakże gęstego – choć i tak pobieżnego – zestawienia działań podejmowanych w kwestii seniorów wynika, że obserwujemy silną ich intensyfikację oraz – co warto podkreślić – zdolność ponadpartyjnego zachowania twórczej kontynuacji, której nieraz tak brakuje w innych obszarach dzisiejszej polityki. Kluczowe pytanie, przed jakim dziś stoimy, brzmi: jak liczne działania ze strony państwowych instytucji przekładają się na życie osób starszych i ich otoczenia? Pewnie czytając poprzednie akapity, niejeden czytelnik myślał sobie w duchu – skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle?

Nie da się odpowiedzieć na to pytanie w jednym czy nawet w kilku zdaniach. Trzeba by wziąć pod lupę poszczególne działania, zestawić je ze skalą i głębią problemów, jakie dotykają osoby starsze. Część inicjatyw państwa sprowadza się do wydania dokumentów pokazujących, jak wygląda sytuacja seniorów w newralgicznych aspektach ich życia, ale bezpośrednio nie przekłada się na praktyczną pomoc. Tak możemy powiedzieć o raportach NIK, RPO czy UOiKK (co bynajmniej nie umniejsza ich ważności i przydatności dla polityki publicznej oraz poszczególnych instytucji odpowiedzialnych za ich wdrażanie). Inne, jak opracowania strategiczne rządów Donalda Tuska i Mateusza Morawieckiego, tworzą ogólne ramy i wytyczne, które czekają na przekucie ich na określone instrumenty prawne.

Oddziaływanie programów takich jak „ASOS”, „Senior-Wigor/Senior+”, „Opieka 75+” i „leki 75” ma mniej lub bardziej ograniczony charakter. Formuła konkursowa pierwszych trzech spośród wymienionych nie czyni ich rozwiązaniami powszechnymi, choć niewątpliwie stymulują one rozwój instytucji pozarządowych i samorządowych na rzecz seniorów.

Zakres poszczególnych form wsparcia również nie obejmuje wszystkich. Przykładowo program „leki 75+” obejmuje tylko – jak sama nazwa wskazuje – najstarszych seniorów (nie dotyczy zaś nieco młodszych emerytów, których kondycja zdrowotna również wymusza korzystanie z medykamentów o kosztach mocno bijących po kieszeniach), a ponadto obejmuje tylko ściśle wyodrębniony katalog leków (specjalna lista refundacyjna „S”). Najmłodszy z dotychczasowych senioralnych programów, „Opieka 75+” również zawęża się do najstarszych seniorów (a przecież potrzeba skorzystania z usług opiekuńczych i specjalistycznych usług opiekuńczych może zaistnieć we wcześniejszych stadiach starości, i w ogóle życia). Ponadto wsparcie w ramach programu jest dedykowane tylko mniejszym gminom. Wiele osób – mimo istnienia w przestrzeni społecznej nowych form pomocy, finansowanych przez rząd – może nie uświadczyć istniejących dobrodziejstw, a nieraz nawet o nich nie usłyszy.

Oprócz tego istnieją problemy, które dotąd nie doczekały się wystarczająco poważnego potraktowania przez kolejne rządy – jak choćby uporczywie powracająca kwestia świadczeń zabezpieczających bytowo wykluczonych opiekunów niepełnosprawnych osób dorosłych (z reguły starszych). Właśnie mijają cztery lata od trwającego prawie miesiąc protestu tego środowiska w namiotowym miasteczku pod Sejmem (wiosna 2014). Mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego potwierdzającego zasadność roszczeń oraz zmiany władzy, która przedstawiana była jako „dobra zmiana”, status materialny opiekunów – na który składa się niska wysokość pomocy i rygorystyczny niski próg dochodowy uprawniający do jej uzyskania – pozostaje niemal niezmieniony. A to zaś, w zestawieniu z trendem inflacyjnym, oznacza jeszcze głębsze osuwanie się tego środowiska w stan wykluczenia społecznego.

Innym problemem, z którym zarówno państwo, jak i społeczeństwo słabo sobie radzą, jest osamotnienie osób starszych. Wiele wspomnianych instytucji, choćby organizowanych za pośrednictwem programów „ASOS” i „Senior-Wigor”, pośrednio przyczynia się do łagodzenia tego problemu w odniesieniu do niektórych osób (podobnie jak od dawna działająca infrastruktura Uniwersytetów Trzeciego Wieku). Rozmieszczenie przestrzenne, zasady dostępu i profil tego typu instytucji, nie zawsze jednak pozwala skutecznie wyjść naprzeciw potrzebom części seniorów, którym doskwiera samotność.

Ów cywilizacyjny problem widać zresztą także w innych krajach. Wielka Brytania powołała nawet urząd pełnomocnika rządu ds. samotności. Może brzmieć to na pozór nieco ekstrawagancko, ale czy nie warto, byśmy pomyśleli o czymś podobnym? Nie chodzi nawet o konieczność powoływania nowych organów, bardziej o potraktowanie problemu poważnie i systemowo.