Czy po antyklerykalnych manifestacjach sprzed kilku dni księża – kierując się myśleniem klanowym i instytucjonalnym – wybiorą zamknięcie się w oblężonej twierdzy?

W ciągu zaledwie kilku marcowych dni doszło do dwóch znaczących przełomów dotyczących Kościoła katolickiego w Polsce. Najpierw nagłośnione zostało kazanie znanego i poważanego księdza, który nie tylko ostro skrytykował w nim papieża Franciszka, ale zasugerował, że Bóg jak najrychlej – dla dobra katolików na całym świecie – powinien odwołać go do wieczności. Kilka dni później pod budynkami kurii w niektórych miastach obserwowaliśmy pierwsze tak zdecydowanie antykościelne i antyklerykalne manifestacje. Jak się okazało, były one przygrywką i podobny wydźwięk – po raz pierwszy tak jawnie i ostentacyjnie – miały protesty kobiet przeciwko usunięciu z obowiązującego prawa eugenicznej przesłanki przerywania ciąży.

Obydwa przełomy dotyczą w szczególny sposób księży. Od ich kolejnych decyzji w ogromnej mierze zależeć będą następstwa przywołanych zdarzeń.

Pierwszy przełom stał się dla niejednego polskiego duchownego katolickiego punktem zwrotnym, usunięciem blokady, która powstrzymywała go przed jawnym i bezpardonowym publicznym krytykowaniem papieża Franciszka lub wręcz odrzucaniem części lub całości jego nauczania. Reakcja wielu księży w różnym wieku jest podobna: „Ktoś to wreszcie w Polsce głośno powiedział”. Wygłoszenie ostrej i emocjonalnej krytyki Franciszka podczas Mszy św., a następnie upowszechnienie jej bez żadnych poważnych konsekwencji w internecie, może zostać w dłuższej perspektywie potraktowane przez niezadowolonych z pontyfikatu aktualnego papieża jako przyzwolenie na tego typu działania.

Ogromne znaczenie ma fakt, że autorem nagłośnionych przez większość liczących się mediów na świecie słów pod adresem Franciszka jest zasłużony i utytułowany kapłan, z którego opinią nie bez powodu od dawna liczą się polscy księża. Bulwersujące dla licznych odbiorców na świecie słowa wypowiedział nie jakiś świeżo wyświęcony wikary w zapadłej dziurze, lecz kapłan doświadczony, mający swoje lata, profesor teologii i znakomity rekolekcjonista z Krakowa, który – jak podaje jeden z serwisów internetowych – „kilkukrotnie odmawiał przyjęcia nominacji biskupiej”. To ktoś, kto bezpośrednio lub przez swoje publikacje wpłynął na formację setek, jeśli nie tysięcy polskich duchownych.

Wielu księży w Polsce (nie mówiąc o świeckich), ma wątpliwości co do nauczania Franciszka. Teraz okazało się, że nie są osamotnieni

Nie bez powodu bardzo szybko, po pierwszym szoku, nie tylko w rozmowach prywatnych, ale również w przestrzeni publicznej, zaczęły się pojawiać głosy, jeśli nie wprost broniące kontrowersyjnego kazania, to przynajmniej apelujące o wysłuchanie jego autora, o zrozumienie dla niego i jego zaprezentowanych w tak szczególny sposób poglądów. Jednym z koronnych argumentów w tych głosach było stwierdzenie, że przecież wielu księży w Polsce (nie mówiąc o świeckich), ma te same wątpliwości co do nauczania Franciszka. Teraz okazało się, że nie tylko nie są osamotnieni, ale podobnie myślą bardzo zasłużeni dla Kościoła duchowni. Idąc tym tropem, można się spodziewać, że bardzo ostre w tonie uwagi pod adresem papieża zaczną się pojawiać w kazaniach kapłanów, którzy dotychczas „myśleli swoje”, ale nie odważali się negatywnych ocen Franciszka i jego nauczania wyrażać publicznie, na ambonie. Stawia to pod znakiem zapytania jedność kapłanów z biskupami i z Następcą św. Piotra.

Drugi przełom również dotyczy duchownych, ponieważ chodzi o nasilenie, podsycanie, a zwłaszcza o wprowadzenie do publicznego dyskursu przejawów bardzo mocnego antyklerykalizmu. Chociaż w trakcie poprzednich protestów istniała zdecydowana świadomość, że Kościół potępia aborcję i popiera wprowadzenie rozwiązań prawnych zakazujących jej stosowania, były one skierowane przede wszystkim przeciwko politykom postulującym ich uchwalenie. Głosy skierowane przeciwko Kościołowi, jako instytucji i duchowieństwu, jako jej reprezentantom, jeśli nie były incydentalne, to zdecydowanie nie wysuwano ich na pierwszy plan. Tym razem stało się inaczej. Zarówno w niedzielę, jak i w piątek, część manifestujących stawiła się pod kuriami. Na transparentach pojawiło się dużo haseł antykościelnych i antyklerykalnych. W jednym z miast po zakończeniu oficjalnej części zgromadzenia wzywano, aby demonstranci ruszyli „na katedrę”. Co istotne, choć początkowo wydawało się, że położenie nacisku na ten aspekt protestów spowoduje zmniejszenie ich liczebności, okazało się, że jednak zgromadziły one niebagatelne grupy manifestujących.

Ten zaskakujący dla wielu powrót dużych emocji antykościelnych i antyklerykalnych rodzi pytania nie tylko o ich trwałość, ale również o reakcję ze strony duchowieństwa. Czy będzie nią przyjęcie zbiorowej postawy obronnej? Czy kierując się myśleniem klanowym i instytucjonalnym, księża wybiorą zamknięcie się w oblężonej twierdzy, traktując ewentualne nasilanie się i podsycanie nastrojów antyklerykalnych jako przejaw prześladowania Kościoła?

Św. Jan Paweł II podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 roku spotkał się z polskimi księżmi częstochowskiej katedrze. W przemówieniu do nich skierowanym cytował m.in. swój napisany kilka tygodni wcześniej „List do kapłanów na Wielki Czwartek”. Z obszernego dokumentu wybrał na to spotkanie fragment mówiący o bliskości kapłana i powierzonych mu wiernych. „Nasza praca duszpasterska domaga się tego, abyśmy byli blisko ludzi i wszystkich ludzkich spraw – czy to będą sprawy osobiste, czy rodzinne, czy społeczne – ale byśmy byli blisko tych wszystkich spraw «po kapłańsku». Wtedy tylko – w kręgu tych wszystkich spraw – jesteśmy sobą. Kiedy zaś naprawdę służymy owym ludzkim, nieraz bardzo trudnym sprawom, wtedy jesteśmy sobą: wierni swojemu własnemu powołaniu” – powiedział. Przypomniał też, że księża powinni z całą przenikliwością szukać razem ze wszystkimi ludźmi tej prawdy i tej sprawiedliwości, której właściwy i ostateczny wymiar znajduje się w Ewangelii, „w samym Chrystusie”.

Papież Polak mówił też o tym, że kapłani polscy mają swoją własną historię, którą w ścisłej łączności z dziejami Ojczyzny zapisały całe pokolenia duchownych, że zawsze czuli głęboką więź z Ludem Bożym – „spośród którego wzięci” i dla którego „byliśmy postanowieni”. Diagnozował, że poczucie klanowości wśród nich zanika. Wskazywał na ogromny kredyt zaufania, jakim cieszą się wśród społeczeństwa, wspominał o wypracowanym przez dziesięciolecia stylu ewangelicznego świadectwa i społecznej służby.

Nie zabrakło jednak w tym papieskim przemówieniu do księży przestrogi. „Kościół najłatwiej jest (darujcie to słowo) pokonać również przez kapłanów. Jeżeli zabraknie tego stylu, tej służby, tego świadectwa – najłatwiej jest pokonać Kościół przez kapłanów” – ostrzegał św. Jan Paweł II. Wówczas, niemal czterdzieści lat temu, uznał, że Polsce nie zachodzi to niebezpieczeństwo. Mimo to powiedział: „Ale też trzeba stale czuwać, żeby to przypadkowo w jakiejś mierze, na jakiejś drodze nie nastąpiło. Nie rozwinęło się coś w niewłaściwym kierunku. Musicie bardzo czuwać, musicie wszyscy mieć tego ducha rozeznania. Kościół w Polsce dzięki kapłanom jest niepokonany. Jest niepokonany dzięki tej jedności kapłanów z Episkopatem. I z kolei jedności całego społeczeństwa z kapłanami i Episkopatem. Ale Kościół przez kapłanów można także pokonywać. Przed tym trzeba bardzo się strzec”.

Od chwili wypowiedzenia tych słów dokonała się pokoleniowa wymiana zarówno w społeczeństwie polskim, jak i wśród polskich księży. Warto je więc przypomnieć, ponieważ brzmią aktualnie. Bardzo aktualnie.