Nie możemy starać się racjonalizować i wyjaśniać sensu cierpienia za wszelką cenę. Ważne, byśmy starali się mu zapobiegać – mówi Jean Vanier, filozof i założyciel wspólnot l’ Arche w rozmowie z KAI.

KAI: Mówi Pan, że jeśli chodzi o kontakty z osobami niepełnosprawnymi, to dlatego społeczeństwo często je odrzuca i marginalizuje, gdyż sami odczuwamy lęk przed naszą własną słabością, której się boimy i nie potrafimy jej zaakceptować. To właśnie lęk tworzy bariery. Jak przełamywać taką postawę?

Jean Vanier: Nikt z nas nie jest wolny od różnych lęków, wśród których dominuje lęk przed przyznaniem się do własnej słabości. Każda osoba przeżywa to nieco inaczej. Często wysilamy całą naszą inteligencję, aby nie przyznać się do poczucia własnej słabości, które nosimy głęboko w sercu. Aby nie przyjąć tej trudnej prawdy o sobie samym, budujemy wokół siebie bardzo wiele barier. Niekiedy nawet z agresją reagujemy na kogoś, kto nam tę słabość uświadamia. Tu widziałbym główną przyczynę odrzucenia człowieka cierpiącego, niepełnosprawnego, umierającego czy człowieka przed narodzeniem. Ten lęk jest głęboko wpisany we współczesną cywilizację. Cywilizację, która na piedestale stawia sukces i skuteczność działania.

Jak z tego lęku się wyzwolić? Z pewnością tym, co pomaga jest budowane we wspólnocie poczucie bezpieczeństwa. Dlatego ludziom trzeba towarzyszyć. Każdy potrzebuje kogoś, kto będzie z nim szedł, kto pomoże odkryć, że w relacjach jest bezpiecznie. To trochę tak jak miedzy matką i dzieckiem. Matka jest pośrednikiem między dzieckiem a światem. Bez niej dziecko byłoby przestraszone i zagubione. I w tym długim procesie uzdrawiania naszych relacji z innymi my też potrzebujemy pośrednika, kogoś, kto nas przekona, że jesteśmy zdolni budować relacje, i że inni też mogą tworzyć relacje z nami. Samodzielne wychodzenie do ludzi jest często zbyt trudne.

Ważna rolę w wyzwalaniu nas z tego lęku może odegrać też kontakt z kimś cierpiącym czy niepełnosprawnym, o ile zbudujemy z nim głębszą relację. Ludzie ci zdolni są do bardzo głębokich relacji przyjaźni i miłości, co dla innych ma charakter wyzwalający.

Jednak nie każdemu da się pomóc. Kluczową kwestią jest wola. Jezus pyta w 5 rozdziale Ewangelii wg. Św. Jana: „Czy chcesz zostać uzdrowiony?”. Są osoby, które wolą pozostać w depresji, w przygnębieniu. Myślą: Czy chcę być uzdrowiony? Nie wiem. Jeśli zostanę uzdrowiony, będę musiał wstać, znaleźć pracę, zbudować relacje z rodziną. Może lepiej być chorym? Trzeba podjąć decyzję. Ta decyzja wymaga czasu.

Na czym polega dla nas wartość człowieka ubogiego, niepełnosprawnego, cierpiącego?

– Na tym, że człowiek ubogi pragnie relacji. Większość ludzi szuka tego, jak doprowadzić do sukcesu swoje projekty i zamierzenia. Druga osoba ma im w tym w jakiś sposób pomóc. Chcemy coś od drugiego uzyskać. Tymczasem ludzie upośledzeni tego nie oczekują. Oni szukają relacji, chcą po prostu być w relacji. To jest ich siła. Pomagają nam odkryć, że być może tak naprawdę głębszych relacji nigdy nie pragnęliśmy, dlatego, że każda taka relacja wymaga odsłonięcia się do końca, także w sferze naszych słabości, które normalnie staramy się głęboko ukryć. Zawsze się tego baliśmy i dlatego trzymaliśmy innych na dystans. Osoby upośledzone pomagają nam skutecznie obalać tworzone przez nas samych bariery. Jest coś niesamowitego w ich zdolności zapraszania nas do pogłębionej i autentycznej relacji.

Te związki są bardzo bezpieczne. Nie kryje się za nimi – jak często u tzw. ludzi normalnych – jakiś podtekst seksualny, nie ma też pragnienia władzy nad kimś. Ludzie upośledzeni nie chcą nic posiadać poprzez związek. Pragną go dla niego samego.

Zazwyczaj chcemy coś od drugiego uzyskać. Tymczasem ludzie upośledzeni tego nie oczekują. Oni szukają po prostu relacji

W tym właśnie kryje się tajemnica tego, że Bóg wybiera słabych. To nie dlatego, że Bóg ich kocha bardziej. Oni po prostu bardziej odpowiadają na Jego miłość.

My natomiast zawsze zadajemy sobie pytanie, co takiego będę musiał stracić, jeśli odpowiem na wezwanie, jakim jest miłość Jezusa? Upośledzeni nie zadają takich pytań. Nie zastanawiają się, co stracą. Natychmiast rozumieją, że to relacja będzie największym zyskiem.

A na czym polega specyficzny dar ubogich, który mogą wnieść do wspólnoty Kościoła?

– Ubodzy i upośledzeni sprowadzają Kościół na powrót do jego fundamentów, tzn. przypominają o tym, że Kościół jest przede wszystkim – tak jak mówi papież Franciszek – Kościołem ubogich, Kościołem relacji, współodczuwania i komunii. Ludzie mają z tym trudności. Nie potrafią budować relacji, również w Kościele. Boją się, że jeśli je nawiążą, będą manipulowani.

Często w obawie przed tym biskupi trzymają ludzi z dala od siebie. Obawiają się, że relacja stanie się pretekstem do wykorzystania ich później w jakimś celu. Że ktoś będzie czegoś od nich chciał i że będą się czuli zobowiązani to spełnić. Relacja komunii polega na czymś zupełnie innym. Każdy jest sobą. Nawet fakt odmowy jakiejś prośby nie jest w stanie takiej relacji zniszczyć.

Czy w nauczaniu Kościoła wątek ubogich jest wystarczająco i w sposób właściwy obecny?

– Św. Paweł powiedział, że najsłabsze i najmniej reprezentatywne członki Kościoła są dla niego niezbędne i powinny być otaczane szczególnym szacunkiem. Niestety, nigdy nie zauważyłem w żadnym podręczniku na temat eklezjologii pełnego wyjaśnienia, dlaczego ludzie niepełnosprawni są tak ważni i niezbędni. Wciąż brakuje dostrzeżenia tego, co jest w nich najpiękniejsze – ich własnej siły. Ich zdolności do budowania relacji. Ich zdolności do tworzenia wspólnoty kościelnej.

Czy możliwe jest chrześcijaństwo bez odkrycia tej roli najbiedniejszych?

– Mówi się, że nawet pustelnicy odkrywają ubóstwo. Doświadczają tego wymiaru – w sobie samych.

Ubodzy i upośledzeni przypominają o tym, że Kościół jest przede wszystkim Kościołem ubogich, Kościołem relacji, współodczuwania i komunii

Każdy chrześcijanin powinien mieć kontakt z kimś słabym. Jezus opowiadając o miłosiernym Samarytaninie mówi: „Idź i czyń podobnie”. To bowiem będzie uzdrawiające dla nas samych. Musimy dostrzec, że w relacji z człowiek upośledzonym czy cierpiącym nie chodzi bynajmniej o jednostronną pomoc temu potrzebującemu. Nie chodzi tylko o to, aby bogaty pomagał biednemu. Sam bogaty może na tej relacji skorzystać równie wiele, może doświadczyć miłości jaką obdaruje go ubogi, ona ma charakter uzdrawiający. Można powiedzieć, że Jezus przynosi nam uzdrowienie, właśnie przez ubogich. W tej sposób są oni darem dla całej wspólnoty Kościoła. Nie możemy o tym zapominać, bo w tym kryje się bardzo ważna prawda dotycząca samej istoty chrześcijaństwa.

Co jest najważniejsze w tworzeniu wspólnoty z innymi ludźmi, takiej wspólnoty, która mogłaby się rozwijać i być źródłem wolności dla wszystkich jej członków?

– Wiele zależy także od tego, w jaki sposób podchodzi się do autorytetu. Czy odpowiedzialność – jeśli przypadnie nam w udziale – podejmuje się z pragnieniem, aby wyzwalać innych i im służyć. Bo takie jest nasze zadanie jako szefów – dawać innym wolność. Ale nie chodzi o to, żeby pozwolić każdemu na robienie tego, na co ma ochotę. Chodzi o to, żeby rozmawiać, dzielić się, pozwalać w ten sposób ludziom dojrzewać i wzrastać. Pomagać im odkrywać własne dary, które noszą w sobie, nawet nie będąc tego świadomymi. Nie wystarczy po prostu decydować: „tak, nie”. Władza niesie za sobą odpowiedzialność za innych, za ich rozwój i możliwość samorealizacji.

Przykład: dwie niepełnosprawne osoby w mojej wspólnocie – chłopak i dziewczyna – chcą się pobrać. Nie można im tego wprost zakazać, mówiąc, że nie są zdolni do założenia rodziny. Powinniśmy o tym z nimi porozmawiać i pytać: „Dlaczego chcecie wziąć ślub? Czy znacie konsekwencje małżeństwa?”. Trzeba rozmawiać, słuchać, próbować zrozumieć, co druga osoba chce nam powiedzieć. Jeśli odpowiedzialny naprawdę to rozumie, zaczyna dawać innym wolność, a nie łamie ich osobowości i poczucie wolności.

Ludzie często pytają o sens cierpienia, choroby, zwłaszcza cierpienia niezawinionego? Pytają, czy wszechmocny Bóg nie może odjąć tego cierpienia. Czy cierpienie niezawinione jest częścią Bożego planu?

– Nie wiem. To jest część Bożego planu, ale jakie jest tego znaczenie – to tajemnica. Zwłaszcza jeśli chodzi o niewinne dzieci. Musimy być ostrożni. Nie możemy starać się racjonalizować czy wyjaśniać sensu cierpienia za wszelką cenę. Ważne jest, byśmy starali się zapobiegać cierpieniu, zwłaszcza niezawinionemu! Jeśli za szybko przejdziemy do pięknych uzasadnień tego, dlaczego ludzie cierpią, może się zdarzyć, że przestaniemy temu przeciwdziałać!

Kościół wiąże cierpienie z krzyżem Chrystusa. Musimy więc towarzyszyć ludziom w ich cierpieniu. Do tego właśnie powołuje nas Jezus. Do wspólnego niesienia krzyża, bez zbytniego moralizowania.

Rozmawiali: Maria Czerska i Marcin Przeciszewski / KAI

Jean Vanier – ur. 1928. Syn gubernatora Kanady, doktor filozofii. Inicjator dwóch chrześcijańskich ruchów skupionych wokół osób z niepełnosprawnością umysłową. Na świecie jest obecnie 139 domów „Arki” w 35 krajach oraz ponad 1600 wspólnot ruchu „Wiara i Światło”. Oba ruchy z biegiem czasu nabrały charakteru ekumenicznego, zachowując katolicką inspirację. Vanier jest wybitnym rekolekcjonistą, uznawany jest za jednego z największych duchowych proroków i nauczycieli naszych czasów. Autor wielu książek z dziedziny duchowości, wydawanych także po polsku.