Świat jest miejscem spotkania z Bogiem, a ciało – Jego świątynią. Życie duchowe to zatem całe życie chrześcijańskie w jego poddaniu wpływowi Ducha Świętego.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 12/2002.

Kiedy mówię o „życiu duchowym”, nie mam na myśli bliżej nieokreślonej sfery duszy, przeciwstawionej ciału. Nie chodzi mi o duchowość w sensie jakiegoś odcieleśnienia ani też o sferę pobożnych ćwiczeń i nabożeństw, w przeciwstawieniu do życia świeckiego. Życie duchowe rozumiem – zgodnie z listami św. Pawła – jako posłuszeństwo całego człowieka, z duszą i ciałem, Duchowi Świętemu. Posłuszeństwo to zawiera w sobie ciszę i intymność osobistego spotkania z Bogiem, działanie w nas Ducha, którego ustawicznie posyła w nasze wnętrze Chrystus. Ale też to wszystko dzieje się w całym naszym życiu, również w świecie.

Świat jest teologicznym miejscem spotkania z Bogiem, a ciało – świątynią Boga. Życie duchowe to zatem całe życie chrześcijańskie w jego poddaniu wpływowi Ducha Świętego i Jego darów na człowieka,  który realizuje się – modląc się i działając – w świecie, nawet w samym środku intensywnego zaangażowania w konkretną zawodową pracę czy w spotkanie z bliźnimi.

A przecież każdy z nas ma również takie wyjątkowe miejsca, gdzie w szczególny sposób dokonuje się ożywienie naszej więzi z Duchem Świętym i całą Trójcą Świętą, gdzie lepiej słyszymy i rozumiemy wolę Boga, gdzie naprawy i pogłębienia doznaje nasze zjednoczenie z Jezusem, a przez Niego z Bogiem Ojcem w mocy Ducha Świętego. I właśnie o takich moich szczególnym miejscach chcę tu opowiedzieć.

Wśród źródeł mojego życia duchowego pragnę wyróżnić trzy: liturgię, Pismo Święte i pewne środowisko ludzi, które stało się dla mnie prawdziwą wspólnotą.

W pogłębianiu i uzdrawianiu życia duchowego wiele dał i daje mi sakrament pojednania i to, co nazywamy kierownictwem duchowym. Miałam szczęście do kierowników duchowych. Najpierw, jeszcze we Lwowie – w okresie działań wojennych – byli to księża kapelani Sodalicji Mariańskiej: o. Jan Mokrzycki i o. Jan Dorda. Po przyjeździe do Warszawy związałam się z Sodalicją Mariańską przy kościele Ojców Jezuitów. Tu szczególnie dużo zawdzięczam o. Józefowi Majkowskiemu, który nauczył mnie ufności w Boże miłosierdzie.

Niemiecki teolog Karl Rahner w swoich książkach uczył, jak żyć Eucharystią każdego dnia, nawet wtedy, gdy uczestniczy się w niej raz w tygodniu

Jeszcze później związałam się z warszawskim Klubem Inteligencji Katolickiej, gdzie moim stałym spowiednikiem był ks. Bronisław Dembowski, do czasu, gdy został biskupem.

Mocno przeżyłam soborową i posoborową reformę Mszy św. W Sodalicji Mariańskiej działała grupa pogłębienia liturgicznego. Reforma ta – wraz z nową wizją Kościoła – pozwoliła nam znacznie pogłębić rozumienie misterium Eucharystii i jego związku z całym życiem. Ukazała nam też społeczny wymiar Komunii świętej: nie tylko „ja i mój Pan Jezus”, ale także my – wspólnota w Jezusie Chrystusie – „Pan Jezus w i pośrodku nas”. Niemiecki teolog Karl Rahner w swoich książkach uczył, jak żyć Eucharystią każdego dnia, nawet wtedy, gdy uczestniczy się w niej raz w tygodniu. Obecnie, będąc na emeryturze, mogę prawie codziennie szukać siły i odnowy duchowej, uczestnicząc w liturgii eucharystycznej.

Drugim z najważniejszych źródeł mojego życia duchowego jest Pismo Święte. Do Starego Testamentu zaczęłam zbliżać się poprzez lektury wybitnych biblistów. Na moje szczęście w Polsce po wojnie wychodziło sporo dzieł biblijnych, choćby ks. Eugeniusza Dąbrowskiego, Daniela-Ropsa czy Giuseppe Ricciottiego. Wielkie znaczenie miały dla mnie również wykłady z biblistyki organizowane w Klubie Inteligencji Katolickiej, a potem wspólnotowe czytanie i wyjaśnianie Pisma Świętego.

Od wielu lat cotygodniowo prowadzę taką lekturę Starego i Nowego Testamentu. Skład uczestników tych spotkań jest w miarę stabilny. Czytamy metodą lectio continua – kolejno kolejne księgi, co pozwala w ciągu kilku lat przeczytać całą Biblię. Po czytaniu konkretnych fragmentów i moim biblijnym objaśnieniu przychodzi czas na rozmowę o znaczeniu tych tekstów w naszym życiu dzisiaj. Tego rodzaju wspólna lektura bardzo wzbogaca rozumienie Pisma Świętego oraz związku Starego i Nowego Testamentu. Staje się też źródłem swoistego rachunku sumienia z naszego życia Słowem Bożym.

Przez pewien czas organizowałam również – raz w roku – dni skupienia biblijnego, które trwały od jednego do trzech dni. Nie chodziło w nich o wygłaszanie konferencji rekolekcyjnych, ale o lekturę Pisma Świętego i próbę odpowiedzi na pytanie, jak jego konkretne wskazania realizujemy w życiu. Kapłan, który razem z nami, świeckimi, udawał się na takie dni, służył jako spowiednik i celebrans liturgii, w tym nabożeństwa pokutnego, przygotowywanego przez samych uczestników. Dni skupienia odbywały się w Laskach, których niepowtarzalna atmosfera wydatnie pomagała nam w głębszym przeżywaniu „biblijnego” czasu.

Trzecim najważniejszym źródłem mojego życia duchowego jest środowisko ludzi. Nikt nie jest samotną wyspą. Moją duchowość kształtował dom, szkoła u Sióstr Urszulanek czy Sodalicja Mariańska. Środowiskiem, które miało i ma największe znaczenie dla mojej duchowości, jest środowisko ZNAKU, a więc: Klub Inteligencji Katolickiej w Warszawie (ale też w innych miastach naszego kraju), redakcja „Więzi”, „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego”. KIK warszawski stał się dla mnie drugim domem – wspólnotą, w której współdziałałam i współmyślałam z innymi. Tu znalazłam wielu przyjaciół i poznałam wielu wspaniałych ludzi, tych bardzo sławnych (np. Tadeusz Mazowiecki) i tych mniej znanych (Juliusz Eska czy Aniela Urbanowicz). Wiele zawdzięczam Hannie Malewskiej i Halinie Bortnowskiej, znakomitym publicystkom religijnym, które wciągnęły mnie do pisania artykułów teologicznych dla miesięcznika „Znak”. Przeważnie chodziło o prezentację myśli teologów francuskich. W ten sposób poznawałam teologię wybitnych Francuzów. Szczególne znaczenie miała dla mnie książka Henri de Lubaca o Eucharystii jako Ciele Mistycznym Chrystusa – Eucharystii, która tworzy jedność Kościoła.

Środowiskiem, które miało i ma największe znaczenie dla mojej duchowości, jest środowisko ZNAKU, a więc: Klub Inteligencji Katolickiej w Warszawie, redakcja „Więzi”, „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego”

Klub zawsze współpracował z księżmi, którzy chętnie w nim się udzielali, często wygłaszając wykłady. Tak zaprzyjaźniłam się z ks. prof. Leszkiem Kucem, który namówił mnie do rozpoczęcia studiów teologicznych na KUL-u i dodawał odwagi w ich kontynuowaniu. Przyjaźń łączyła mnie z ks. prof. Andrzejem Zuberbierem i o. Andrzejem Kasznicą, którzy odeszli już do Pana, oraz z ks. prof. Michałem Czajkowskim i innymi. W bibliotece Klubu pracowała Laura Matuszewska, człowiek wielkiej dobroci i mądrości. Radziłam się jej w wielu trudnych momentach mojego życia i bardzo mi jej zabrakło, gdy odeszła do Pana Boga.

Duże znaczenie dla mojej duchowości miał i ma ruch ekumeniczny. Nie zapomnę spotkań ekumenicznych w domu Anieli Urbanowicz, a potem w redakcji ewangelickiego miesięcznika „Jednota”. Obecnie co miesiąc uczestniczę w ekumenicznych spotkaniach w kościele św. Marcina przy ulicy Piwnej w Warszawie.

Można wreszcie zapytać, jakie znaczenie dla mojego duchowego rozwoju miały wydarzenia i zaangażowanie polityczne. Oparcie, jakie Kościół dawał ruchowi opozycyjnemu w komunistycznej Polsce, pomagało w syntetyzowaniu ruchu obywatelskiego z ruchem odnowy duchowej. Takie wydarzenia, jak strajk głodowy w kościele św. Marcina, w obronie robotników z Radomia, niósł swoiste przesłanie, by sprawy publiczne przeżywać w duchu wiary i w zaufaniu Bogu.

W tym kontekście wielką wagę dla mnie mają encykliki papieskie, począwszy od Jana XXIII, a skończywszy na nauczaniu Jana Pawła II. Wydaje mi się, że dzisiaj brakuje w Polsce takiego ruchu, który byłby w stanie integrować znajomość etyki społecznej Kościoła ze znajomością Pisma Świętego i przeżywaniem Liturgii, szczególnie Eucharystii. Istnieje obecnie wiele ruchów odnowy duchowej – np. Odnowa w Duchu Świętym, Neokatechumenat czy ruchy rodzinne oraz dzieła pomocy społecznej, na czele z „Caritas”, ale nie zapełniają one owej pustki społeczno-duchowej. Akcja Katolicka dopiero próbuje stworzyć jakąś syntezę działania i życia duchowego. Znaczenie „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku” i „Więzi” i innych podobnych poważnych czasopism katolickich, również nie wystarcza. Brakuje miejsc służących formacji polskiego chrześcijaństwa. Takim swoistym miejscem są pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, ale mało u nas pracy, by ich przesłanie stało się zaczynem w życiu codziennym.

Co by powiedzieć, istnieje w Polsce dużo różnych środowisk, ruchów i wspólnot, które żywią duchowo i formują swoich członków. Dla mnie taką wspólnotą wciąż jest Klub Inteligencji Katolickiej w Warszawie i grono przyjaciół, które wywodzi się z życia i działalności tego Klubu.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 12/2002 jako odpowiedź na ankietowe pytanie redakcji: Dokąd się Pani udaje w celu duchowego odrodzenia, uzdrowienia czy pogłębienia. Dlaczego właśnie tam?