Wizja Wielkiego Wybuchu i spekulacje dotyczące początku wszechświata ciekawią mnie, ale nie mają żadnego wpływu na to, że patrzę z podobnym zdumieniem i zachwytem nie tylko w rozgwieżdżone niebo w sierpniową noc, ale także na mały kamyk znaleziony w piasku nad brzegiem morza.

Stephen Hawking, jak wiadomo, twierdził zarozumiale, że jego teoria początków wszechświata czyni zbędną hipotezę istnienia Boga. Na pytanie, co było przed Wielkim Wybuchem, odpowiadał krótko: nic. Na temat kosmologicznych koncepcji Hawkinga nie zamierzam się wypowiadać, z tej prostej przyczyny, że nie znam się na fizyce, a jego książek nie czytałem. Przeczytałem natomiast ostatnio z uwagą fragment książki Johna C. Lennoxa „Bóg i Stephen Hawking”. Przy okazji tej lektury zrodziła się we mnie pewna ogólna refleksja, którą chciałbym się tutaj nieśmiało podzielić.

Lennox, wybitny matematyk i filozof nauki, omawiając najnowszą publikację Hawkinga „Wielki projekt”, pisze: „Książkę tę otwiera lista ważkich pytań stawianych przez ludzi od niepamiętnych czasów: «Czy możemy zrozumieć wszechświat, w którym się znaleźliśmy? Jaki jest wszechświat? Jaka jest natura rzeczywistości? Skąd się to wszystko wzięło? Czy wszechświat wymaga stwórcy?». Te pytania, przywoływane przez tak wybitną osobę, rozpalają wyobraźnię czytelnika oczekującego, że oto sławny na cały świat naukowiec przedstawi swoje poglądy dotyczące niektórych najgłębszych kwestii metafizycznych. (…) tym razem czeka nas szok, gdyż już w następnym zdaniu Hawking machnięciem ręki zbywa filozofię i tak pisze o tych pytaniach: «Tradycyjnie rzecz ujmując, są to pytania z obszaru filozofii, ale dziś filozofia jest martwa, nie nadąża za rozwojem współczesnej nauki, zwłaszcza fizyki. To uczeni niosą obecnie znicz odkrycia w naszych poszukiwaniach wiedzy»”.

W tych dwóch zwięzłych zdaniach Hawkinga, przytoczonych przez Lennoxa, wyczytać można dwie konstatacje. Po pierwsze, porównuje on współczesny rozwój fizyki ze stanem filozofii, tej pierwszej przyznając palmę pierwszeństwa, a drugą uznając za martwą. Na pierwszy rzut oka, biorąc choćby pod uwagę medialny rozgłos książek samego Hawkinga, trudno mu nie przyznać racji. Niezaprzeczalnie rozwój nauk ścisłych i przyrodniczych, w tym fizyki, jest w naszych czasach wprost niesamowity, z czym wiąże się gwałtowny rozwój technologiczny całej cywilizacji. Po drugie jednak, z cytowanych zdań Hawkinga przebija w moim przekonaniu zasadnicze niezrozumienie tego, czym jest filozofia.

Otóż jest ona w istocie czymś innym niż „poszukiwaniem wiedzy” i dlatego nie może konkurować z fizyką w „dokonywaniu odkryć”. Fizykalna „teoria wszystkiego”, o jakiej marzą niektórzy, nawet gdyby kiedyś powstała, nie odpowie na najgłębsze pytania filozoficzne, czyli pytania metafizyki. Historycznie rzecz biorąc, w tradycji europejskiej, która zrodziła współczesną globalną cywilizację techniczną, nauki szczegółowe – przyrodnicze i humanistyczne – wyodrębniały się stopniowo z „filozofii”, ale filozofia wciąż żyje i pozostaje sobą: stawia sobie pytania, na które żadna nauka szczegółowa nie może dać odpowiedzi.

Fizykalna „teoria wszystkiego”, nawet gdyby kiedyś powstała, nie odpowie na najgłębsze pytania filozoficzne, czyli pytania metafizyki

Filozofia, czyli po grecku „umiłowanie mądrości”, zrodziła się – i rodzi nieustannie, w każdym człowieku, także prostym, niewykształconym, również w dziecku – z czegoś innego niż ze zwykłej ciekawości jak funkcjonuje świat. Nie stawia pytania „jak”, lecz pytanie „dlaczego”. Nie jest wiedzą, lecz – jak pisał profesor Stefan Swieżawski – „przyrodzoną kontemplacją rzeczywistości”. Krótko mówiąc, punktem wyjścia filozoficznej refleksji nie jest pytanie: jak powstał wszechświat? – lecz pytanie: dlaczego istnieje cokolwiek? Czym jest istnienie?

Oczywiście, jak słusznie zauważa John Lennox, odkrycia współczesnej fizyki, astrofizyki czy kosmologii dotyczące początków, natury i ewolucji wszechświata rozpalają naszą wyobraźnię. Są fascynujące. Niewątpliwie mogą też inspirować pytania metafizyczne. Ale moim zdaniem nie przynoszą na nie żadnej odpowiedzi! Mylą się ci naukowcy, którym się wydaje, że taką odpowiedź znaleźli (na przykład Hawking, sugerując, że skoro przed Wielkim Wybuchem było „nic”, to znaczy, że Bóg nie istnieje).

Owszem, wizja Wielkiego Wybuchu i spekulacje dotyczące początku i natury wszechświata ciekawią mnie, ale nie mają żadnego wpływu na to, że patrzę z podobnym zdumieniem i zachwytem nie tylko w rozgwieżdżone niebo w sierpniową noc, ale także na mały szary kamyk znaleziony w piasku nad brzegiem morza. Dziwię się nieustannie, że istnieje świat, że ja istnieję w nim, że mam świadomość tego, że istnieję i tego, że się dziwię. To zdziwienie prowadzi mnie do zachwytu, do wdzięczności i tęsknoty, otwiera mnie na tajemnicę transcendencji.

Kant powiadał: „Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie”. A ksiądz Jan Twardowski, poeta, mówił: „Prawo moralne nade mną, a niebo gwiaździste we mnie”.