Żydzi, którzy żyją w Polsce, muszą mieć poczucie, że to jest ich miejsce, że to jest ich ojczyzna – mówił wczoraj bp Rafał Markowski w TVN24.

Przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem KEP był gościem Moniki Olejnik w „Kropce nad i”. Komentował kryzys w relacjach polsko-izraelskich wywołany nowelizacją ustawy o IPN.

– Wierzę w dobre intencje ustawodawców, wierzę, że chodzi o dobre imię Polski, ale trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że ustawa ta odbije się szerokim echem społecznym. Mam poczucie, że nie przewidziano tego do końca. Zabrakło mi konsultacji społecznych, które uprzedziłyby tę sytuację – powiedział bp Markowski. – Obawiam się, że cała zawierucha, która powstała w wyniku nowelizacji ustawy, dotknie środowiska, które zaczęły funkcjonować lokalne, np. spotkania młodzieży – dodał.

Przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem odniósł się także do słów ambasador Izraela w Polsce Anny Azari, która podczas obchodów 50. rocznicy Marca’68 na Dworcu Gdańskim w Warszawie mówiła: „Przez ostatnie półtora miesiąca już wiem, jak łatwo w Polsce obudzić i przywołać wszystkie demony antysemickie”. – Rzeczywiście nietrudno wywołać pewnego rodzaju fanatyzmy, a szczególnie niebezpieczne są fanatyzmy religijne – zauważył biskup.

– Mam poczucie, że wiele niedobrych emocji, również na gruncie religijnym, pojawia się w różnych częściach świata – ocenił. – Bardzo niewiele trzeba, żeby wywołać niepokoje, dlatego wielka odpowiedzialność spoczywa na wszystkich, którzy odpowiadają za wspólnoty i społeczeństwa, żeby tego rodzaju sytuacji unikać – podkreślił.

Zapytany o kolejne działania episkopatu w związku z kryzysem polsko-izraelskim bp Markowski powiedział: – W pierwszej kolejności zależy nam na tych Żydach, którzy nadal żyją i są obecnie w Polsce. To jest priorytet. Oni muszą mieć poczucie, że to jest ich miejsce, że to jest ich ojczyzna – odpowiedział. – Mam też nadzieję, że na poziomie politycznym problem w relacjach z Izraelem zostanie rozwiązany – powiedział.

Duchowny wspomniał, że spotkał się z różnymi komentarzami pod swoim adresem po tym, jak w lipcu ubiegłego roku przeprosił za mord w Jedwabnem. – Dzisiaj istniejąc w przestrzeni publicznej trzeba mieć świadomość tego, że każde słowo może wywołać przeróżne reakcje. Zdawałem sobie z tego sprawę, że będą różne reakcje, ale to, co uczyniłem, uczyniłem z największym przekonaniem. Jechałem do Jedwabnego zdobywając wcześniej wiedzę, studiując to, co się dokonało. Zabolała mnie przede wszystkim krzywda ludzi i za tę krzywdę przepraszałem – tłumaczył.

Źródło: TVN24