Przesłanie prezydenta na Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” jest typowym przykładem politycznych harców – ciułania punktów za pomocą cudzego bohaterstwa, cudzej tragedii, cudzej śmierci.

W 2011 roku z inicjatywy Lecha Kaczyńskiego – podjętej po jego śmierci przez Bronisława Komorowskiego – Sejm ustanowił  1 marca Narodowym Dniem Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.

Mój Dziadek, Aleksander Krzyżanowski, generał „Wilk”, dowódca Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej, został aresztowany w Wilnie przez NKWD w roku 1944, w czasie Akcji „Burza”. Z sowieckich więzień i obozów internowania zwolniono go w 1947 roku, tylko po to, żeby w następnym roku aresztowało go UB. Poddany okrutnemu śledztwu umarł w więzieniu mokotowskim w roku 1951.

Idea Dnia „Żołnierzy Wyklętych” jest mi zatem bliska. Tragiczne losy dzielnego pokolenia żołnierzy Armii Krajowej, mężczyzn i kobiet ściganych po wojnie przez UB, więzionych i mordowanych w majestacie stalinowskiego prawa przez polskich prokuratorów i sędziów, zasługują na trwałą pamięć. A my jako społeczeństwo zasługujemy na rzetelną wiedzę o tych osobach.

Z niemałym zdumieniem przeczytałam zatem na stronie Kancelarii Prezydenta przesłanie Andrzeja Dudy do organizatorów i uczestników obchodów Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, a w nim między innymi, że „epopeja powstania antykomunistycznego weszła na trwałe do kanonu naszych dziejów ojczystych”, a „prawda o drugiej konspiracji, o powszechnym oporze Polaków przeciwko powojennej sowietyzacji, o heroicznych walkach oddziałów »leśnych« jest dziś fundamentem niepodległej Rzeczypospolitej”.

To świetnie, że jednak prawda jest fundamentem Rzeczypospolitej, i cieszyć się wypada, że pan prezydent zechciał – niechby tylko przy okazji Dnia „Żołnierzy Wyklętych” – tym się przejąć. Nie jest jednak prawdą ani to, że opór przeciwko wprowadzaniu reżimu komunistycznego miał charakter „powstania”, ani że był to opór „powszechny”. Nie jest także prawdą, że rzetelna wiedza o „drugiej konspiracji” upowszechniła się w społeczeństwie. Aby tak się stało, potrzeba by czegoś znacznie więcej niż nieustannych politycznych harców wokół tych, których skrótowo nazywamy „żołnierzami wyklętymi”. Pompatyczny tekst podpisany przez pana Dudę jest typowym przykładem takich harców – ciułania punktów za pomocą cudzego bohaterstwa, cudzej tragedii, cudzej śmierci.

Nie jest prawdą ani to, że opór przeciwko wprowadzaniu reżimu komunistycznego miał charakter „powstania”, ani że był to opór „powszechny”. Nie jest także prawdą, że rzetelna wiedza o „drugiej konspiracji” upowszechniła się w społeczeństwie

W rezultacie mamy do czynienia z sytuacją, w której w przestrzeni publicznej słyszymy gorszące i hałaśliwe przepychanki towarzyszące obchodzeniu tego dnia.

Ze strony partii rządzącej i mediów rządowych (nazywanych nie wiadomo dlaczego publicznymi) dobiega nas całkowicie bezkrytyczna gloryfikacja wszelkich form oporu zbrojnego przeciwko władzy komunistycznej po 1944 roku, także tych osób i jednostek, co do których nie ma wątpliwości, że zabijali osoby cywilne. Przy tym władza wykonawcza najgorliwiej promuje te formacje, których historycy nie wahają się nazwać faszyzującymi – że wspomnimy tylko nieszczęsną wizytę premiera Morawieckiego na grobach żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej. Znacznie mniej uwagi poświęca zaś formacjom poakowskim. I nieprzypadkowo: demokratyczna tradycja Państwa Podziemnego, którego Armia Krajowa stanowiła zbrojne ramię, słabo nadaje się do legitymizowania praktyki państwowej Prawa i Sprawiedliwości.

Ta namolna propaganda rządowa musi wywołać reakcję. I wywołuje: ze strony przeciwników partii kierowniczej nierzadko słyszymy o „wyklętych żołnierzach” głosy i teksty, które wydają się wyjęte wprost z komunistycznego repertuaru narracji o konspiracji antykomunistycznej jako o mordercach i zbrodniarzach. Rządzący manipulują historią dla doraźnych celów polityki partyjnej; a obywateli rozzłoszczonych i przerażonych permanentnym naruszaniem rządów prawa jako metodą rządzenia ponosi złość na nazbyt już cyniczne próby dyskontowania cudzego bohaterstwa, a także często niedostateczna znajomość historii.

Ofiarą bieżącej walki politycznej padają – jak w czasach stalinowskiego terroru, toutes proportions gardées – „żołnierze wyklęci” i rzetelna pamięć o nich.

Smutno.

Panu Dudzie zaś ktoś powinien wreszcie powiedzieć, że nie ten zostaje mężem stanu, kto lubuje się w nadętej retoryce i kto za wszelką cenę – kosztem prawdy historycznej, umiaru i dobrego smaku – stara się schlebiać obywatelom, co to niby powszechnie opierali się komunizmowi…

„Żołnierze wyklęci” czy „powstanie antykomunistyczne” – jakie słowa najlepiej określają powojenne podziemie antykomunistyczne w Polsce? Rozmawiają historycy Rafał Wnuk i Tomasz Łabuszewski.