Wystawa „Obcy w domu. Wokół Marca ‘68” w Muzeum Polin to opowieść o nas samych: przypomina, że w konkretnych warunkach historycznych, ekonomicznych i politycznych każdego z nas może nagle dotknąć to poczucie „wyobcowania”, które towarzyszyło marcowym emigrantom.

Perła Kacman żegnała na Dworcu Gdańskim wyjeżdżających z Polski przyjaciół. Sama zdecydowała się pozostać: „Ja tu zastałam prawie sama, większość moich najbliższych przyjaciół wyjechała. To nie tak, że oni stracili tę ojczyznę, ta ojczyzna straciła ich”.

Wystawa „Obcy w domu. Wokół Marca ‘68” w Muzeum Żydów Polskich Polin zabiera nas na – symbolicznie zrekonstruowaną – halę Dworca Gdańskiego, gdzie wsłuchamy się w historie wyjeżdżających i pozostających w kraju na fali antysemickiej i antyinteligenckiej nagonki. Twórcy wystawy – na czele z kuratorkami Natalią Romik i Justyną Koszarską-Szulc – stanęli przed trudnym zadaniem: jak przekazać doświadczenie Marca w spójnej, zrozumiałej dla dzisiejszego odbiorcy, formie? Trudność polegała na tym, że opowieści o Marcu jest mnóstwo, każda nieco inna, różne były też powody emigracji lub pozostania. Udało się znaleźć w nich jednak wspólny mianownik. Okazało się też, że historia Marca to opowieść o nas samych, a jej długi cień pada także na dzisiejszą Polskę.

***

„Pragnę oświadczyć, że nie czyniliśmy przeszkód obywatelom polskim narodowości żydowskiej w przeniesieniu się do Izraela, jeżeli tego pragnęli. Stoimy na stanowisku, że każdy obywatel Polski powinien mieć tylko jedną ojczyznę, Polskę Ludową” – Władysław Gomułka podczas przemówienia na Kongresie Związków Zawodowych 19 czerwca 1967 roku.

***

Poznajemy więc na wystawie „Obcy w domu…” konkretną historię jednego z przełomowych miesięcy w powojennych dziejach Polski. Kuratorki oddają głos uczestnikom tamtych wydarzeń – słyszymy ich opowieści na wspomnianych nagraniach, czytamy obszerne fragmenty ich pamiętników i zapisków. Polskie doświadczenie walki z cenzurą, protestów studenckich, emigracji, ale też rywalizacji o władzę w PZPR, zostało wpisane w szeroki kontekst historyczny, dzięki czemu każdy rozumie, że wydarzenia marcowe nie były dziełem przypadku, ale stały za nimi bardzo konkretne fenomeny kulturowe, polityczne i społeczne.

Twórcy wystawy dodają do opowiadanej historii artystyczne komentarze – w pamięci zostaje przede wszystkim słynna scena tytułowego tańca z „Salta” Tadeusza Konwickiego, która odtwarzana jest na dużym ekranie przy zrekonstruowanej hali dworcowej (Konwicki nakręcił ją zresztą w dawnej synagodze przerobionej na magazyn). Bohaterowie tańczą niczym zahipnotyzowani do jazzującej muzyki, przybierają przy tym dziwne, mechaniczne, nieuświadomione pozy. Zupełnie jakby taniec – coś zewnętrznego – kierował nimi, a nie na odwrót. Czy tak właśnie wyglądała gorączka emigracji z gomułkowsko-moczarowskiej Polski? Na ile decyzja o wyjeździe – bądź pozostaniu – była świadoma, a na ile wiatry historii znów splatały figla ludziom, którzy mieli, zdawałoby się, ułożone życie?

Choć z powojennych emigracji Polaków pochodzenia żydowskiego ta po roku 1968 nie była największa, to była chyba najbardziej dramatyczna, bo objęła osoby najbardziej zasymilowane. Jeden z emigrantów powiedział: „Wyemigrowałem z Polski, bo był to jedyny kraj, w którym nie mogłem być Polakiem”

Wątkiem wspólnym marcowych dramatów było poczucie wyobcowania. Niezależnie od decyzji o pozostaniu lub wyjeździe, bohaterowie ówczesnych wydarzeń wspominają, że Marzec zmusił ich do zredefiniowania swojej tożsamości. Rządząca partia i część społeczeństwa zakwestionowały przynależność do wspólnoty obywatelskiej i narodowej osób, które zupełnie naturalnie czuły się w Polsce jak w domu. Atmosfera w tym domu stawała się coraz duszniejsza, co zmuszało w końcu do postawienia sobie pytania: „czy to naprawdę jest jeszcze mój dom?”. Choć z powojennych emigracji Polaków pochodzenia żydowskiego ta po roku 1968 nie była największa, to była chyba najbardziej dramatyczna, bo objęła osoby najbardziej zasymilowane. Z kraju wyjechali ludzie, którzy definiowali się najczęściej przez swoją „polskość”, ale otoczenie brutalnie przypomniało im o ich „odmienności” (zupełnie jak niedawna kandydatka na urząd prezydenta, a dziś gwiazda telewizji publicznej, zachowała się wobec Marka Borowskiego). Jeden z emigrantów powiedział: „Wyemigrowałem z Polski, bo był to jedyny kraj, w którym nie mogłem być Polakiem”.

Dochodzimy zatem do uniwersalnego przekazu wystawy w Muzeum Polin. Bo czy nie każdy z nas jest – potencjalnie czy realnie – emigrantem? Ekspozycja „Obcy w domu…” pobudza do postawienia sobie licznych pytań. Jakie powody zmusiłyby nas do opuszczenia domu? Czy potrafimy sobie wyobrazić, że porzucamy całe dotychczasowe życie i w cztery tygodnie wyjeżdżamy z kraju? Tym bardziej, że ze wspólnoty obywatelskiej można wyłączyć nie tylko mniejszości, ale także tych, którzy stają w ich obronie. Wicemarszałek Sejmu PRL Zenon Kliszko powiedział o członkach koła Znak, którzy zaprotestowali przeciwko represjom wobec studentów w marcu 1968 roku, że „stawiają się poza narodem”. Czy dzisiejsze oskarżenia rzucane z kręgów władzy (w relacjonowaniu których lubuje się telewizja publiczna) w kierunku części Polaków o zdradę ojczyzny różnią się znacznie od tamtej gomułkowskiej narracji?

„Obcy w domu…” to opowieść o nas samych, bo przypomina, że w konkretnych warunkach historycznych, ekonomicznych i politycznych, każdego z nas może nagle dotknąć to poczucie „wyobcowania”, które towarzyszyło marcowym emigrantom. Nie chodzi o nadmierne granie kliszami i emocjami – 1968 rok nie powtórzy się w skali jeden do jednego. Ale w naszym języku, pamięci i kulturze wiele zostało z tamtego okresu, a sytuacja międzynarodowa zaczyna przypominać ówczesną. Na jednym z satyrycznych rysunków pokazanych na wystawie widzimy emigrujących z Polski jako protegowanych amerykańskiego kapitalizmu, izraelskiego antypolonizmu i niemieckiego neonazizmu. Okładka pewnego prawicowego tygodnika z 5 lutego br. czerpie dokładnie z tego samego zbioru uprzedzeń.

***

„Jeżeli ktokolwiek dziś będzie uważał, że rządy Prawa i Sprawiedliwości w jakimkolwiek stopniu nawiązują do hucpy żydowskiej, prowadzonej przez aparat partyjny 1968 roku, czyli przez moczarowców, to ja na pewno takiej osobie nie podam ręki. Jeżeli to czyni ambasador obcego państwa [Izraela – przyp. BB], to może trzeba poprosić tę panią, by opuściła to państwo” – Jan Żaryn, senator PiS, w rozmowie z wPolsce.pl, 9 marca 2018 r.

***

Wystawę czasową „Obcy w domu” można w Muzeum Polin zwiedzać do 24 września. Nie chcę uprzedzać faktów, ale zakończenie ekspozycji nie jest optymistyczne. Zwiedzający zostaje pozostawiony z wątpliwościami wyrażonymi przez Stanisława Barańczaka w wierszu „Jeżeli porcelana to wyłącznie taka”:

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?