Bitwa między studentami a policją zainspirowała Pier Paolo Pasoliniego do napisania wiersza, w którym ostrzega on ideologów przed utratą związku z rzeczywistością.

W półwiecze wydarzeń 1968 roku warto pamiętać nie tylko o naszym, nadwiślańskim Marcu, ale również o masowych protestach młodzieży w licznych miejscach globu, które obecnie nazywamy ruchem kontestacji ’68.

Objęły one dużą część krajów europejskich łącznie z ówczesną titowską Jugosławią, a nawet Meksyk, gdzie ich apogeum stanowiła masakra studentów w stolicy kraju na Placu Trzech Kultur, dokonana przez wojsko w październiku 1968 roku.

Kolejna europejska „Wiosna Ludów” rozpoczęła się 1 marca tamtego roku niezwykle burzliwymi wydarzeniami we Włoszech, określanych obecnie mianem „bitwy Valle Giulia” (wł. „battaglia di Valle Giulia”, od nazwy alei w śródmieściu Wiecznego Miasta). Wydarzenia te stanowiły w Italii początek trwającej aż do lat osiemdziesiątych fali lewicowego i prawicowego radykalizmu, przybierającego często postać ataków terrorystycznych i walk miejskich, tzw. Sessantotto. Niektórzy specjaliści ds. bezpieczeństwa określają nawet ten czas wojną domową o niewielkim stopniu intensywności.

Wszystko zaczęło się od projektu reformy systemu wyższej edukacji, przygotowanego pod koniec 1967 roku przez trzeci już gabinet premiera Aldo Moro, tworzony przez koalicję chadeków i socjalistów. Luigi Gui, chadecki szef resortu edukacji, zakładał zwiększenie dyscypliny na wyższych uczelniach, m.in. obowiązek częstszego uczęszczania przez studentów na zajęcia i wybierania większej liczby przedmiotów, jak również zaostrzył kryteria przyznawania stypendiów socjalnych.

Pierwszego dnia marca 1968 roku kilka tysięcy studentów oraz aktywistów radykalnie lewicowych i prawicowych ugrupowań zgromadziło się na Placu Hiszpańskim w Rzymie i podjęło marsz w kierunku Uniwersytetu Sapienza, by zacząć jego okupację. Drogę zagrodziły im znaczne siły policji. Rozpoczęła się regularna, kilkugodzinna bitwa. W ruch szły kamienie, płyty chodnikowe i koktajle Mołotowa. Demonstrantom udało się zabarykadować w kilku budynkach kampusu uniwersyteckiego.

Blisko 500 studentów oraz 150 funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa odniosło ciężkie obrażenia, spłonęły liczne wozy policyjne, a w rękach demonstrantów znalazło się nawet kilka sztuk broni należącej do sił porządkowych. Chyba tylko cudem obyło się bez ofiar śmiertelnych. Co ciekawe, według licznych relacji i ustaleń wymiaru sprawiedliwości, dziennikarzy i historyków, prym w zamieszkach wiedli nie tyle studenci i młodzież należąca do ruchów radykalnie lewicowych i maoistycznych, co aktywiści neofaszystowskiej Awangardy Młodzieży Narodowej (wł. Avanguardia Nazionale Giovanile).

Bitwa Valle Giulia bezpośrednio zainspirowała znanego reżysera Pier Paolo Pasoliniego do napisania publicystycznego wiersza „W każdym razie: Włoska Partia Komunistyczna w ręce młodzieży!!” (wł. „Il PCI a giovani!!”), opublikowanego w czerwcu 1968 roku na łamach tygodnika „L’Espresso”. W Polsce jest on znany pod tytułem „Nienawidzę Was, drodzy studenci” i często bywa interpretowany jako wyraz sceptycyzmu wybitnego twórcy włoskiej awangardy wobec ruchu kontestacji ’68, a nawet swoistej manifestacji „konserwatywnej” natury reżysera „Ewangelii według świętego Mateusza” i „Dekamerona”. Pasolini pisał m. in:

(…) Dziennikarze z całego świata (nie wyłączając telewizji)
liżą wam (jak to się jeszcze mówi w sztubackim
języku) dupę. Ale nie ja.
Wyglądacie na nieodrodne dzieci waszych tatusiów.
Dobra rasa nie kłamie.
Patrzycie tak samo złym wzrokiem.
Tchórzliwi, niepewni, zagubieni
(świetnie!) równie dobrze umiecie
dyktować, szantażować, pewni siebie, bezczelni:
drobnomieszczańskie prerogatywy, kochani.

Kiedy wczoraj, na Valle Giulia, tłukliście się
z policjantami,
ja byłem za policjantami.
Bo policjanci są dziećmi biedaków.
Pochodzą z subtopii, nieważne czy wiejskich, czy miejskich.
Co do mnie, dobrze wiem
jak wyglądało ich dzieciństwo, ich dorastanie,
tysiąc lirów jak skarb, ich ojcowie, co pozostali chłopcami
przez nędzę, która nie wyposaża w autorytet.
Ich matki żylaste jak tragarz, lub kruche,
wskutek jakiejś choroby, jak wróbel;
liczne rodzeństwo; barak
w ogródku wśród czerwieni szałwii (na cudzych,
przydziałowych terenach); sutereny
na szambach, lub mieszkania w ogromnych
blokach, itd. itd.

Spójrzcie ponadto jak ich ubrano: jak pajace,
w tych szorstkich mundurach, które śmierdzą stołówką,
koszarami i nędzą. Najgorszy, rzecz jasna,
jest stan psychiczny, do którego ich sprowadzono
(za czterdzieści tysięcy lirów miesięcznie):
bez uśmiechu,
bez przyjaźni ze światem,
wyizolowani,
samotni (tą samotnością, której nic nie dorówna):
upodleni utratą tożsamości ludzkiej
na rzecz policyjnej (znienawidzony nienawidzi).
Mają po dwadzieścia lat, tyle co wy, kochani, kochane.
W sprzeciwie wobec instytucji policji pozostajemy,
ma się rozumieć,
zgodni.

Ale zadrzyjcie z prokuraturą, a zobaczycie!
Młodzi policjanci,
których kazało wam tłuc wasze święte
chuligaństwo (wzniosłej romantycznej proweniencji)
typowe dla wiernych synalków,
należą do innej klasy społecznej.
Na Valle Giulia, wczoraj, miał miejsce epizod
walki klas: wy, moi drodzy (choć po słusznej
stronie) odegraliście rolę bogatych,
a policjanci (którzy racji
nie mieli) biedaków. Piękne, zatem,
odnieśliście zwycięstwo! W takich przypadkach,
przyjaciele, policjantom daje się kwiaty.
„Popolo” i „Corriere”, „Newsweek” i „Monde”
liżą wam dupę.

(…) Okupujecie uniwersytety,
lecz powiedzcie, żeby ten sam pomysł przyszedł do głowy
młodym robotnikom.
A wówczas: czy „Corriere della Sera” i „Popolo”, „Newsweek” i
„Monde”
z równą gorliwością
będą próbowały zrozumieć ich problemy?
Czy policja wystawi się na lanie
w okupowanej fabryce? (…)

Pisany wierszem esej Pasoliniego wydaje się jednak zwracać uwagę na dużo szerszy problem, nie ograniczający się do prostych podziałów na linii postępowy radykalizm – zachowawczy konserwatyzm lub ideologicznej „składni pozbawionej urody koniunktiwu” opartej na przewidywalnej narracji o starej, dobrej Europie i lewackiej kontestacji, która zniszczyła tradycyjny świat.

Pasolini wychodząc z jednej strony z doświadczenia „zwykłego, szarego człowieka”, członka klasy ludowej, ostrzega ideologów wszelkiej maści radykalizmów i ruchów, które dzisiaj nazwalibyśmy mianem antysystemowych, przed utratą związku z rzeczywistością. „Halo, tu Ziemia!” – wydaje się mówić do epigonów romantycznej, quasi-mesjanistycznej i modernistycznej koncepcji buntu dla samego buntu, pokazowej, choć niczemu nie służącej transgresji i krzykliwej, ideologicznej i pozorowanej élan vital. Uznaje te postawy za taki sam przejaw bezsensownych paroksyzmów drobnomieszczaństwa, jak przenikniętą zapachem drogiej kawiarni i bogatego salonu oficjalną lewicę, czerpiącą profity z powtarzania tych samych, wyświechtanych sloganów o prowadzeniu walki klas.

Postawie Pasoliniego łatwo zarzucić można wygodny eskapizm i typowo artystowską przekorę wyrażającą się w ciągłym byciu ponad bieżące spory. Wydaje się jednak, że tkwi w niej głęboki, niepozorowany humanizm i otwarcie się na drugiego człowieka, tego najbardziej zapomnianego i wykluczonego, potrzebującego nie haseł, narracji i „rekonstrukcji dyskursu”, ale konkretnej, prawdziwie ludzkiej solidarności i zrozumienia.

Słowa Pasoliniego to wciąż aktualne ostrzeżenie dla polityków, myślicieli i publicystów, przypominające, jak łatwo – nawet pod najbardziej szczytnymi hasłami i stałą, gniewną narracją w interesie ludu – można oderwać się od problemów zwykłego człowieka, który nigdy nie trafi na okładki gazet i główne wydania wiadomości telewizyjnych.