Dlaczego populiści odnoszą dziś sukcesy? Czy współczesny populizm jest wyłącznie prawicowy? Jak skutecznie odpowiedzieć na populistyczne tendencje w polityce? Czy liberalna demokracja zdoła się obronić? Czy populizm to zjawisko wyłącznie negatywne?

WIĘŹ: Narastanie tendencji populistycznych we współczesnym świecie jest czytelnym faktem. Chcielibyśmy, żeby pomogli Państwo naszym Czytelnikom – patrząc ze swych odmiennych perspektyw ideowych – zrozumieć, skąd biorą się dziś te trendy i jak na nie odpowiadać. Zacznijmy od próby wyjaśnienia, dlaczego w ostatnich latach coraz więcej ruchów populistycznych znalazło swoją drogę do politycznego mainstreamu w różnych krajach Zachodu.

Katarzyna Kasia: Przede wszystkim mówiłabym o prostocie narracji. Przekaz partii populistycznych tym się cechuje, że jest prosty. To opowieść bardzo łatwa do zaakceptowania. Tam się bardzo wiele obiecuje – i to nie tylko w przestrzeni socjalnej, ale również ideologicznej czy aksjologicznej.

A dlaczego takie uproszczone narracje wydają się obecnie bardziej atrakcyjne? Może dlatego, że żyjemy w trudnych czasach, mamy duże napięcia geopolityczne, potrzebujemy więc jakichś prostych wyjaśnień. Jednak ta odpowiedź nie w pełni mnie samą przekonuje.

Druga odpowiedź, jaka mi się nasuwa, to walor nowości, jaki niesie ze sobą ta prostota. Jest w niej coś dla wielu zachęcającego, bo oferuje ona spójny pakiet bez żadnych wyrw, dziur, bez konieczności zadawania żadnych dodatkowych pytań, jest całkowicie koherentna. W sytuacji pewnego rozchwiania ideologicznego, rozchwiania w sferze wartości, taki pakiet populistyczny może być atrakcyjny po prostu z racji swojej jednoznaczności.

Jakub Majmurek: Dla zrozumienia fenomenu narastania ruchów populistycznych w dojrzałych (lub mniej dojrzałych) demokracjach liberalnych bardzo ważny jest kontekst kryzysu tradycyjnego systemu partyjnego, zwłaszcza kryzys socjaldemokracji i chadecji jako masowych partii ludowych.

Ten system partyjny ukształtował się w krajach Zachodu po II wojnie światowej. Główną rolę odgrywała w nim oś centroprawica–centrolewica. W Europie kontynentalnej centroprawicą na ogół była chrześcijańska demokracja, za wyjątkiem Francji, gdzie tworzyli ją, zwłaszcza po 1958 roku, gauliści. Centrolewicą była natomiast socjaldemokracja. Wyjątek stanowiły Włochy, gdzie główna oś podziału przebiegała między: z jednej strony, chadecją i jej satelickimi partiami, łącznie z socjaldemokracją, a z drugiej strony, partią komunistyczną.

Ten podział partyjny wytworzył dwa duże bloki: masowe, ludowe, silnie zakorzenione społecznie. Wokół nich istniał szereg organizacji, którymi były obudowane: od związków zawodowych, przez różne stowarzyszenia profesjonalne, po stowarzyszenia społeczne. Podział ten jednak zaczął się w pewnym momencie sypać. Tradycyjne partie nie są już w stanie tak skutecznie reprezentować mas społecznych i opisywać autentycznych podziałów społecznych, jak to miało miejsce w okresie powojennym. Nowe partie, mniej lub bardziej populistyczne, pojawiają się właśnie w takim momencie, kiedy stary podział zaczyna się wyczerpywać.

[…] Dobrym przykładem są Włochy. Najpierw rozsypały się tam chadecja i partia komunistyczna. W tę pustkę w systemie partyjnym wkroczył Berlusconi. Później były różne próby zagospodarowania sceny politycznej, a teraz mamy nowe wyzwania populistyczne w postaci Ruchu Pięciu Gwiazd Beppego Grillo.

Kasia: A obok tego – bardzo silne populistyczne tendencje separatystyczne. Niedawno odbyły się referenda w Trieście i w Wenecji. Zostały one wygrane przez zwolenników oddzielenia Północy od Południa. To inna, separatystyczna twarz populizmu.

Bartłomiej Radziejewski: Moim zdaniem, odpowiedź na pytanie o przyczyny narastania populizmu jest prosta. Słusznie redaktor Majmurek wskazał na kryzys dotychczasowych partii politycznych, ale to nie wystarcza. Gdyby chodziło tylko o kryzys dotychczasowego modelu partyjnego, wystarczyłoby ten model przekształcić. Tymczasem problem jest poważniejszy.

Chodzi o głęboki kryzys kultury liberalnej, dominującej kultury politycznej świata zachodniego. Od drugiej połowy XX wieku liberalizm ewoluował w kierunku, który nazywam turboliberalizmem, przez analogię do turbokapitalizmu Edwarda Luttwaka. To zwulgaryzowana wersja dawnego liberalizmu polegająca przede wszystkim na pysze związanej z tym, że liberałowie wygrali na wszystkich frontach. W tej perspektywie spory przełomu XX/XXI wieku jawiły się jako spory między liberalną lewicą, liberalną prawicą i jeszcze bardziej liberalnym centrum. Wszyscy przesiąkli kulturą liberalną, wszyscy zgodzili się na pewien model globalizacji i ograniczonej redystrybucji.

W tym układzie pojawiały się oczywiście wcale liczne głosy niezgody, ale dominowało przekonanie – poparte Fukuyamowską pychą końca historii – że oto już alternatywne modele nie mają szans, więc idziemy w stronę praktycznej uniwersalizacji liberalnej demokracji w skali planetarnej. Konstatacja było prosta: po co zatem dopuszczać innych?

Rozmawiali Zbigniew Nosowski i Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Katarzyna Kasia – ur. 1978, doktor filozofii, kierowniczka Katedry Teorii Kultury, prodziekan Wydziału Zarządzania Kulturą Wizualną Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, stała współpracowniczka „Kultury Liberalnej”.

Jakub Majmurek – ur. 1982, publicysta, krytyk filmowy, związany ze środowiskiem „Krytyki Politycznej”. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa oraz Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ.

Bartłomiej Radziejewski – ur. 1984, politolog, publicysta, dyrektor thinkzine’u „Nowa Konfederacja” (nowakonfederacja.pl). W przeszłości związany z redakcjami kwartalników „Fronda” i „Rzeczy Wspólne”.

To jest fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, wiosna 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!