Ten, kto głosi Chrystusa, powinien działać racjonalnie. Aby odpowiedzieć na egzystencjalne pytania współczesnych, musi odwołać się do całego człowieka – nie tylko do warstwy przeżyciowej i emocjonalnej, ale też do jego intelektu i woli. To jest wyzwanie, które stoi przed Wami na następne 60 lat!

Publikujemy zapis homilii wygłoszonej przez metropolitę warszawskiego podczas Mszy świętej z okazji 60-lecia „Więzi”, 19 lutego 2018 roku, w kościele św. Marcina w Warszawie.

„Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia”. Czas zbawienia to okres Wielkiego Postu. W tym czasie stajemy przy ołtarzu Eucharystii w kościele św. Marcina w dniu szczególnie uroczystym dla „Więzi”. Dziś bowiem świętujemy 60-lecie powstania pisma i całego środowiska.

Przychodzimy tutaj na Mszę świętą przede wszystkim, aby Panu Bogu dziękować za te 60 lat, modlić się za zmarłych, o których pamiętamy, i za obecnych przedstawicieli pisma.

Był taki czas pod koniec lat pięćdziesiątych, który zwykliśmy nazywać odwilżą popaździernikową. Został on dobrze wykorzystany przez grupę młodej inteligencji katolickiej właśnie dla powstania tego środowiska i pisma, stawiającego sobie za cel wybudowanie mostów między Kościołem a światem, takich, jakich ówczesny świat potrzebował. W Krakowie było to środowisko „Znaku”, w Warszawie – środowisko „Więzi”.

To nie był łatwy czas. Wystarczy przeczytać „Rozdroża i wartości” – deklarację ideową zawartą w pierwszym numerze – aby przekonać się, jakie były zadania, jak czasem trzeba było być przygotowanym na wyzwania czasu, jak trzeba było być i mądrym, i roztropnym, by dochodzić do celu.

Bóg będzie nas sądził z miłości przez swoje miłosierdzie. Pytania, które nam postawi, będą bardzo konkretnymi pytaniami o miłość

Na dzisiejszej konferencji mówiliście o tym, jak ocalić patriotyzm. Znamienne było jej motto zaczerpnięte z książki „Pamięć i tożsamość” Jana Pawła II: „Polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie. Wydaje się jednak, że ten «jagielloński» wymiar polskości, o którym wspomniałem, przestał być, niestety, w naszych czasach czymś oczywistym”. Po 25 latach ta przestroga nie tylko nie straciła nic na wartości, ale w pewnym sensie dziś zyskała na aktualności. Jest także pytanie współczesne – w jaki sposób ogarnąć naszą Ojczyznę miłością prawdziwą, mądrą, dojrzałą? To jest bowiem najprostszy sposób zdefiniowania patriotyzmu.

Dzisiejsza liturgia słowa Bożego każe nam pójść jeszcze dalej. Księga Kapłańska mówi o wezwaniu do świętości: „Będziecie świętymi, bo ja jestem święty”. Przejmująca i piękna Ewangelia opisuje natomiast Sąd Ostateczny, wchodzi w szczegóły, a zarazem dokonuje pewnej syntezy – tego, czym charakteryzuje się droga człowieka świętego. Dobra Nowina sprowadza wszystko, co istotne, do jednego przykazania miłości, które ma przejawiać się nie tylko w słowach, ale przede wszystkim w naszym codziennym życiu. Ta Ewangelia przypomina nam także to, co już wiemy – że Bóg będzie nas sądził z miłości przez swoje miłosierdzie. Pytania zaś, które nam postawi, będą bardzo konkretnymi pytaniami o miłość –przejawiającą się w spotkaniu z Chrystusem wcielonym w konkretnym potrzebującym człowieku.

Wzruszające i przejmujące są słowa wzywające do odpowiedzialności: „Byłem spragniony, a napoiliście Mnie; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wszystko, coście uczynili jednemu z tych braci najmniejszych, Mnieście uczynili”. To jest wezwanie skierowane do każdego z nas! I dlatego droga wiązania wiary z codziennym życiem jest wypełnianiem Ewangelii. Nie trzeba próbować jej osłabiać poprzez uproszczenia albo poczucie, że świat poszedł tak daleko, iż te słowa brzmią teraz wręcz nieprawdopodobnie. One brzmią bardzo prawdopodobnie, również dziś!

„Więź” postawiła sobie u swego początku także ten cel – budować mosty między wiarą a rozumem, między Kościołem a życiem społecznym. Jej powstanie służyło temu, żeby budować wspólnotę i więzi między ludźmi. Założyciele i obecni przedstawiciele tego środowiska stawiali i wciąż stawiają sobie za zadanie pogłębianie intelektualne wiary – tak, aby propozycja, którą głosi Kościół, była racjonalna, żeby była odpowiedzią na pytania egzystencjalne, które stawia sobie człowiek.

To budowanie więzi między wiarą a życiem odbywa się poprzez pogłębianie polskiego katolicyzmu refleksją intelektualną, otwartą, odważną – w imię zasad, które „Więź” wciąż wyznaje: być z jednaj strony środowiskiem mądrze otwartym, a z drugiej strony ortodoksyjnym, skąd też bierze się termin ortodoksja otwarta.

Przypomina mi się pewien tekst młodego wówczas księdza Josepha Ratzingera, który 10 lat po powstaniu „Więzi” napisał swoje bardzo ważne dzieło „Wprowadzenie w chrześcijaństwo”. Przywołuje on opowiadanie Kierkegaarda, które mówi o tym, że do pewnego miasta przyjechał cyrk. Stanął na jego obrzeżach, ale wybuchł w nim pożar. Dyrektor posłał więc do mieszkańców ubranego już do swojej roli błazna, aby przestrzegł, że pożar niebezpiecznie się rozprzestrzenia. Ludzie jednak przyjęli go jako błazna właśnie, dobrze grającego swoją rolę, nie przejmowali się zaś tym, co mówi. W konsekwencji miasto spaliło się.

„Więź” postawiła sobie u swego początku za cel budowanie mostów między wiarą a rozumem, między Kościołem a życiem społecznym

Ten obraz kardynał Ratzinger wprowadza jako pewne motto refleksji we „Wprowadzeniu w chrześcijaństwo”. Często też później do niego wracał, także podczas swojej papieskiej posługi. Opowiadanie Kierkegaarda stawało się punktem odniesienia, gdy mówił o roli teologa w teraźniejszości.

Można oczywiście ten obraz rozszerzyć nie tylko na teologa, ale też na każdego, kto chce być apostołem i świadkiem Chrystusa w dzisiejszym świecie. Można także ten obraz odnieść do Waszego środowiska. Otóż kardynał Ratzinger pokazuje bardzo mocno, co się może wydarzyć z teologiem, z Kościołem, gdy głosi Ewangelię, nie uwzględniając pewnych realiów otoczenia. Może wówczas mówić najszczerszą prawdę, ale zostanie wyśmianym, przyjętym jako błazen. Późniejszy papież mówi o tym, co musi zaistnieć po stronie głoszącego, żeby tak się nie stało. Ten, kto głosi Chrystusa, musi działać racjonalnie. Aby odpowiedzieć na egzystencjalne pytania współczesnych, musi odwołać się do całego człowieka – nie tylko do jego warstwy przeżyciowej i emocjonalnej, ale też do jego intelektu i woli. To jest wyzwanie, które stoi przed Wami na następne 60 lat! Późniejszy Benedykt XVI podkreśla, że trzeba poszerzać racjonalność w dzisiejszym świecie. Nie wykluczamy z niej oczywiście wiary i nie uznajemy za racjonalne jedynie tego, co jest sprawdzalne, empirycznie weryfikowalne. Dopiero wówczas może nastąpić spotkanie, które zaowocuje przyjęciem Chrystusa.

Myślę, że do Waszej otwartości i do Waszej ortodoksyjności można tę powiastkę Kierkegaarda odnieść. Owszem, otwartość i ortodoksja – tak, co do tego nikt nie ma wątpliwości! Pytanie brzmi nie „czy”, ale „jak” tę otwartość osiągnąć. Żeby ona nie była próbą ugody z tym światem za wszelką cenę; z drugiej strony jednak – żeby ortodoksja była przekazywana w sposób zrozumiały dla współczesnego człowieka i świata.

Niech te myśli pomogą nam dziś modlić się i dziękować Panu Bogu za te 60 lat. Jednocześnie w modlitwie nie zapominajmy o tym wszystkim, co jeszcze przed nami. O Boże błogosławieństwo i łaskę dla wszystkich członków środowiska, dla tych, którzy sięgają po kwartalnik „Więź”, prośmy podczas Mszy, którą właśnie sprawujemy tu, w tym – chciałoby się powiedzieć – Waszym kościele św. Marcina.