„Księga wyjścia” Mikołaja Grynberga jest dziełem bolesnym, ale nie skoncentrowanym na rozdrapywaniu ran. Wyrasta z potrzeby oddania głosu tym, którzy przez wiele lat nie mogli się wypowiedzieć.

27 wywiadów. Krajem pochodzenia rozmówców nie zawsze jest Izrael. To także Szwecja, Stany Zjednoczone, Dania, Polska. I miasta: Kopenhaga, Göteborg, Nowy Jork, Waszyngton, Tel Awiw, Jerozolima, Warszawa… Mikołaj Grynberg przeprowadza w nich wywiady z Polakami, którzy zostali zmuszeni do emigracji w wyniku nagonki antysemickiej w Marcu 1968 roku. To rozmowy trudne, boleśnie szczere i niezwykle potrzebne.

Pierwsza z nich jest najważniejsza i najdłuższa. Syn, Mikołaj, rozmawia ze swoim ojcem, Marianem Grynbergiem. Ich dialog przerywany jest głosami innych świadków historii. Przez całą książkę przewija się wzajemna rozmowa ojca i syna, w której ten drugi próbuje zrozumieć siebie, rodziców oraz konsekwencje podjętych przez nich decyzji.

Dialog ojca i syna jest ważny jeszcze z jednego powodu: Marian Grynberg nie doczekał wydania tomu wywiadów, zmarł w listopadzie 2017. W ten sposób „Księga wyjścia” staje się jednocześnie księgą odejścia, zaś motyw pożegnania nabiera zupełnie innego, głębszego wymiaru.

Wielowątkowość opowieści wygnanych z Polski po Marcu ’68 jest jedną z największych zalet książki

Na potrzeby książki Mikołaj Grynberg odbył blisko osiemdziesiąt spotkań. I choć pytania są niemal identyczne, odpowiedzi bywają różne. Autorowi udało się stworzyć pulsujący ludzkimi dramatami obraz, który nie jest – i pewnie nie może być – ostateczny. Ta wielowątkowość opowieści wygnanych z Polski po Marcu ’68 jest jedną z największych zalet książki.

Już pierwsze pytanie przygotowuje czytelnika na poznanie historii niełatwych, dalekich od bezpiecznego szablonu. Tato, dlaczego nie wyjechaliśmy? – rozpoczyna Mikołaj. Przez kolejne ludzkie przypadki będzie odmieniał stany bliskości i oddalenia od Polski, czasu minionego i obecnego. Tu nie ma łatwych odpowiedzi.

Spośród wielu ważnych słów zatrzymuję się przy wypowiedzi Piotra Wiślickiego: „Marzec właśnie zrobił ze mnie Żyda. Nie spowodował, że wróciłem do żydostwa, tylko pchnął mnie do tego, bym zaczął być Żydem”. Co zrobić z nagle odkrytą tożsamością, tak różną od wszechobecnej? Niektórzy stają się obojętni religijnie, inni przeciwnie – wrastają w judaizm. Co ciekawe, świadomy wybór judaizmu najczęściej następuje w momencie pojawienia się własnych dzieci. Gdy trzeba przekazać im system wartości, zaprosić do własnego światopoglądu. W „Księdze wyjścia” zwierzenia dotyczące tego zagadnienia są bardzo wzruszające, intymne wręcz, ale wyważone, bez przesadnej ekscytacji. Czuć w nich powagę wyboru, własne ciche szczęście, które nikomu się nie narzuca.

Co ci zabrał Marzec ’68 – to jedno z najczęstszych pytań. Odpowiedzi są jednakowe: Ojczyznę, dom, poczucie bezpieczeństwa, godność. Co dał w zamian? Gniew, niezapełnioną pustkę w miejscu, gdzie powinien być dom. Polska dla wielu z nich jest wciąż bolesnym wspomnieniem. Uczuciem nieodwzajemnionej miłości i odrzucania, za które nikt nie przeprosił.

Mikołaj Grynberg, „Księga wyjścia”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018.

Mikołaj Grynberg, „Księga wyjścia”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018

Dla emigrantów pomarcowych stosunek do Polski nie jest sprawą łatwą. Wciąż przyjeżdżają do dawnej ojczyzny, ale nie czują się już u siebie. Są turystami. Mimo to Polska wciąż pozostaje w nich żywa. Poruszające jest zdanie Anny Frajlich‑Zając: „Zawsze byłam Polką. W sensie kulturowym nie mam innej tożsamości. Ale Polska nie jest moją ojczyzną, moją ojczyzną jest język polski”.

Na pytanie Grynberga, czy odnaleźli nową ojczyznę, odpowiadają różne. Niektórzy odnajdują się szybko. Kobiety najczęściej wtedy, gdy zostają matkami. Mężczyźni zazwyczaj wówczas, gdy wstępują do służby wojskowej, lub podejmują pracę w sektorze państwowym. Niemała jest też grupa, która nigdy nie odnajdzie straty.

„Księga wyjścia” jest dziełem bolesnym, ale nie skoncentrowanym na ekshibicjonistycznym rozdrapywaniu ran. Wyrasta z potrzeby oddania głosu tym, którzy przez wiele lat nie mogli się wypowiedzieć. Ich zdania – pełne emocji lub chłodu – są zapisem głosu pokolenia, który w Polsce powinien być wysłuchany.

Mam nadzieję, że tak się stanie, książka Mikołaja Grynberga jest bowiem zapisem autentycznego spotkania. Autor wraz ze swoimi bohaterami rzeczywiście rozbija namiot spotkania rozciągający się pomiędzy kontynentami. W jego wywiadach odczuwalna jest zarówno ciepła empatia, jak i dziennikarska ciekawość, wycofanie analitycznego obserwatora, ale też pełen pasji dialog.

Ostatnie pytanie, jakie stawia autor, jest o to, kiedy skończył się Marzec ’68. I czy dla emigrantów pomarcowych może się on kiedykolwiek skończyć? Bez tych pytań i prób odpowiedzi nie zrozumiemy współczesnej Polski, Izraela ani nawet nas samych.