Sprawa wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego w Monachium pokazuje, że promotorzy nowelizacji ustawy o IPN, a także apologeci pedagogiki bezwstydu, mogą zacząć wpadać we własne sidła.

W okupacyjnym dzienniku Adama Czerniakowa, prezesa warszawskiego Judenratu, pod datą 5 maja 1942 r. znalazły się m.in. takie słowa: „Filmiarze dalej robią zdjęcia. Krańcowa nędza i luksus (kawiarnie). Pozytywnych tematów nie zdejmują”.

„Filmiarze” to ekipy niemieckich fotografów dokumentujących sceny z getta (wydaje się, że w tamtym czasie czasownik „filmować” miał znaczenie bliższe dzisiejszemu „robić zdjęcia” niż „kręcić filmy”). W cytowanych słowach prezes warszawskiej gminy żydowskiej krótko i celnie wskazuje, na czym zależy „filmiarzom”.

Obrazuje to również wyraźnie notatka Ringelbluma z 8 maja 1942 r. (w wydanym przez PWN „Dzienniku” Czerniakowa została ona zamieszczona w przypisie do wspomnianych słów z 5 maja), mówiąca o filmowaniu przez Niemców specjalnie zaaranżowanych scen z życia getta: „Teraz filmują getto. Przez dwa dni filmowano areszt żydowski, Gminę. Na Smoczej spędzono żydowską ludność i polecono żydowskim policjantom rozpędzać wszystkich. W innym miejscu sfilmowano scenkę, jak policjant żydowski chce pobić Żyda, ale zjawia się Niemiec, przychodzi ofierze z pomocą i nie pozwala bić Żydów”.

Zachowane diariusze z warszawskiego getta nie pozostawiają więc wątpliwości, do czego potrzebne były Niemcom robione w dzielnicy żydowskiej zdjęcia i filmy. Służyły celom hitlerowskiej propagandy. Ta zaś zohydzić miała ofiary tak, by niwelować poczucie winy u sprawców i świadków zbrodni.

W tych obrazach działań „filmiarzy” moją uwagę przykuła opisana przez Ringelbluma scena, kiedy Niemiec występuje w roli obrońcy Żydów przed brutalnym postępowaniem policjanta żydowskiego. Wyreżyserowana dla potrzeb propagandowych scena z warszawskiego getta jest bowiem bliźniaczo podobna do zdarzenia, które miało miejsce w moim rodzinnym Olkuszu miesiąc później. Opisał je w swojej powojennej relacji olkuski lekarz, dr Marian Głuszecki. Chodzi o jeden z epizodów podczas likwidowania przez Niemców olkuskiego getta w połowie czerwca 1942 r. Rzecz rozgrywała się na placu obok budynku dzisiejszego Starostwa Powiatowego. Jak zauważa Głuszecki, ludzie – przeważnie kobiety, starcy i dzieci – byli tam bardzo ciasno stłoczeni, gdyż mały placyk nie mógł pomieścić wszystkich. Ten tłok możemy sobie oczywiście bez trudu wyobrazić, jeśli obejrzymy gmach Starostwa i przylegający doń teren. Wystarczy, że uświadomimy sobie, iż w budynku (wówczas jeszcze nieukończonym) i na placu przy nim Niemcy przez kilka dni przetrzymywali ogromną większość albo nawet wszystkich Żydów z Olkusza, których w wyniku wcześniejszej selekcji zamierzali wysłać do komór gazowych Birkenau, a zatem około 3 tysiące osób!

Oddajmy głos opowieści Głuszeckiego: „Milicjanci żydowscy, którzy na akcję tę przyjechali specjalnie z Będzina i Sosnowca, znęcali się w niemożliwy sposób nad ludźmi bijąc i kopiąc ich nogami. Jeden z nich szczególnie pod tym względem wyróżniał się swoją brutalnością. Gdy znalazłem się znowu akurat w tym czasie na miejscu, zawołał mnie jeden z gestapowców i zapytał mnie wskazując na to, co robi milicja żydowska, jak mi się to podoba i co ja o tym sądzę. Powiedział on, że ordnerzy żydowscy zachowują się znacznie gorzej niż gestapowcy i że wzywa mnie na świadka, że gestapo w ogóle ludzi nie bije i że robią to tylko żydowscy ordnerzy, jak sam zresztą widzę, a winę potem zwala się na Bogu ducha winnych gestapowców. Wspomniany wyżej gestapowiec w mojej obecności zawołał jednego ordnera do siebie, zbił go i zrzucił ze schodów, pytając się mnie, czy słusznie zrobił”.

Na lep goebbelsowskiej propagandy do dzisiaj wielu daje się złapać. Mam nadzieję, że nie dołączył do tego grona premier Morawiecki, choć wówczas odbiór jego słów o żydowskim (współ)sprawstwie w Holokauście byłby zrozumiały. A dla wizerunku Polski w świecie – katastrofalny

Przywołane tu sceny pokazują cyniczną zabawę oprawców ofiarami. Przykładów podobnych zachowań nazistowskich funkcjonariuszy można znaleźć więcej, być może był nawet do nich specjalny instruktaż. Oczywistością wszak jest, że dla celów hitlerowskiej propagandy policjanci żydowscy byli łatwym łupem. Każdy z nich był przecież świadomy losu gotowanego całemu żydowskiemu narodowi i bez trudu mógł być sprowokowany do większej brutalności i naiwnego liczenia, że w ten sposób kupuje sobie i swojej rodzinie jeszcze trochę życia. A oprawcy bawili się ofiarami, czasami nawet grając rolę obrońców uciśnionych.

Niestety, na ten lep goebbelsowskiej propagandy do dzisiaj wielu daje się złapać, co widać chociażby po licznych wypowiedziach o żydowskiej współpracy w Holokauście, które pojawiły się w Polsce w ramach medialnej wrzawy wokół nowelizacji ustawy o IPN. Po tych wypowiedziach można nawet być pełnym uznania dla kwalifikacji speców od propagandy III Rzeszy – fakt, że do dzisiaj ich chwyty wydają owoce pokazuje, iż swój fach znali oni doskonale.

Mam tylko nadzieję, że nie dołączył do tego grona ofiar goebbelsowskiej propagandy premier Morawiecki, choć taki odbiór wypowiedzianych w Monachium jego słów o żydowskim (współ)sprawstwie w Holokauście byłby w pełni zrozumiały i usprawiedliwiony. A dla wizerunku Polski w świecie – katastrofalny, bo stawiający polskiego premiera w jednym szeregu z gestapowcami ze wspomnianych okupacyjnych relacji.

Sprawa tej wypowiedzi polskiego premiera pokazuje zresztą, że promotorzy nowelizacji ustawy, a także apologeci pedagogiki bezwstydu mogą zacząć wpadać we własne sidła. Chciałem bowiem zauważyć, iż w znowelizowanej ustawie znalazł się zapis, że karze grzywny lub więzienia do 3 lat podlega również wypowiedź – dotycząca kwestii w kontekście zbrodni nazistowskiej III Rzeszy – która „w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni”.

Otóż zdecydowana większość wspomnianych wypowiedzi o żydowskim współudziale w Holokauście ewidentnie wyczerpuje znamiona czynu zgodnie z tym przepisem podlegającego karze. Należy zatem oczekiwać, że wobec każdego z autorów takich wypowiedzi zostanie wszczęte postępowanie prokuratorskie. Bo chyba wymiar sprawiedliwości III RP nie będzie stosować rasistowskiej wykładni tego przepisu uznając, że akurat w wypowiedziach odnoszących się do Żydów (dodajmy: w większości obywateli państwa polskiego, a nierzadko również mających polską świadomość narodową) dopuszczalne jest owo „rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni”.

Podobnie niespodziewanych implikacji tej ustawy może być więcej. Przykładowo: jeśli chcemy karać za mówienie o odpowiedzialności narodu polskiego za zbrodnie Holokaustu argumentując, że chodzi tu o odpowiedzialność i zbrodnie jednostek, to konsekwentnie powinniśmy również karać za mówienie o narodzie polskim jako ofierze nazizmu. Przy takich kryteriach ofiarą nazizmu jako naród byli bowiem Żydzi, a z narodu polskiego jedynie jednostki (choćby było ich mnóstwo). Wszak znalezienie się pod panowaniem III Rzeszy dla Polaka nie było równoznaczne z wyrokiem śmierci, dla Żyda – tak. Czy zatem mówienie o narodzie polskim jako ofierze nie jest rażącym pomniejszaniem ofiary narodu żydowskiego? Przy zerojedynkowym podejściu, jakie proponuje znowelizowana ustawa, odpowiedź niestety powinna być twierdząca.

Kto mieczem wojuje…