W osobie lewicowego agnostycznego socjologa laicka Europa zadaje papieżowi pytania. A on w odpowiedzi proponuje strategię pierwotnych gestów.


Książkę „Otwieranie drzwi. Rozmowy o Kościele i świecie” (oraz notatnik na 60-lecie Więzi) dodajemy bezpłatnie do każdej prenumeraty zamówionej do końca lutego. Zamów tutaj

Książka „Otwieranie drzwi. Rozmowy o Kościele i świecie” – wywiad rzeka francuskiego intelektualisty Dominique’a Woltona z papieżem Franciszkiem – różni się pod pewnym względem od innych tego typu tytułów. Zarówno Vittorio Messori, który przeprowadził książkowy wywiad z Janem Paweł II, jak i Peter Seewald, który trzykrotnie rozmawiał z Josephem Ratzingerem, byli rozmówcami przychylnymi Kościołowi. Stawiali trudne pytania, jednak czuliśmy, że nie przekroczą pewnej granicy. Podobnie było z książkowymi rozmowami obecnego papieża, w których jego partnerami byli Antonio Spadaro SJ czy Andrea Tornielli.

Gdy zobaczyłem, na jakiego rozmówcę tym razem zgodził się Franciszek, trochę się zaniepokoiłem. Pamiętam, jak Dominique Wolton i Jean-Louis Missika męczyli kardynała Lustigera w książce „Wybór Boga” i wcale nie byłem pewien, czy papież poradzi sobie w wypadku konfrontacji. Franciszek dobrze wywiązał się z niełatwego zadania. Trzeba jednak przyznać, że Wolton nie był już tak zadziorny jak trzydzieści lat temu.

Książka nie jest rozmową „o papieżu”, ale rozmową „z papieżem”. Wolton trzyma się schematu opracowanego w swych wcześniejszych rozmowach: z filozofem Raymondem Aronem (1981), kard. Jean­Marie Lustigerem (1987) i przewodniczącym Komisji Europejskiej Jacques’em Delorsem (1994). Filozofia–religia–polityka. Te trzy wymiary odnajdujemy również w tej książce.

Warto pamiętać o tej perspektywie, przystępując do lektury, by się nie poczuć rozczarowanym. Papież nie rozmawia tu z prałatem Kurii Rzymskiej ani z dziennikarzem katolickiego czasopisma, lecz z człowiekiem dalekim od Kościoła instytucjonalnego. W osobie lewicowego agnostycznego francuskiego intelektualisty-socjologa laicka Europa zadaje papieżowi pytania. Styl rozmowy dopasowany jest do rozmówcy, co nie oznacza, że nie pojawiały się „małe braki w komunikacji”. Rozmowa z Franciszkiem to dialog, „któremu brak «klasycznej racjonalności», kojarzonej zazwyczaj z wymianą zdań pomiędzy intelektualistami i politykami”.

 Mosty, mosty i jeszcze raz mosty

Czytając wywiad, odniosłem wrażenie, że niezależnie od proponowanego tematu rozmówcy krążą wokół dwóch kwestii. Z jednej strony zwracają szczególną uwagę na problem komunikacji i dialogu, co jest zasługą Woltona, który specjalizuje się w tej dziedzinie. Z drugiej strony ciągle powracają do namysłu nad kryzysem moralnym, jaki daje się zauważyć we współczesnym świecie. Z rozmowy wyłania się obraz Kościoła, który – w osobie swojego przywódcy – stara się przezwyciężyć ów kryzys, proponując nowe formy dialogu. Chociaż słowo „przezwyciężanie” jest chyba nie na miejscu, gdy mówimy o Franciszku. Charakteryzując politykę jako jedną z form społecznej komunikacji, papież stwierdza, że jest to „akceptowanie istnienia napięcia, którego nie jesteśmy w stanie usunąć. Usuwanie go poprzez syntezę to niszczenie jakiejś części kosztem innej”.

Chodzi więc nie o przezwyciężenie, lecz o drogę, o wspólne wędrowanie. Jakie konkretne problemy Franciszek zauważa na tej drodze? Głównym problemem współczesnego świata jest „bałwochwalstwo pieniądza”. Na pytanie o największe zagrożenie dla pokoju na świecie papież odpowiada jednym słowem: pieniądze. Oskarżenie skierowane jest zarówno pod adresem tych, którzy czerpią zyski z wojny: „To my dostarczamy broń. To my wywołujemy chaos”, jak i tych, którzy są odpowiedzialni za system gospodarczy świata zachodniego: „W Europie jest jeden problem. Europa nie jest wolna. Jej gospodarka nie jest gospodarką produktywną, opartą na ziemi, konkretną. Utraciła swoją konkretność”.

Lekarstwem na bałwochwalstwo pieniądza jest konkretny wysiłek i praca. Zdaniem Franciszka liberalna ekonomia rynkowa to „szaleństwo”. Potrzebujemy przynajmniej częściowej regulacji ze strony państwa. W przestrzeni etyki społecznej całkowita wolność wymaga więc ograniczenia przez instytucje państwowe. Papież kilkakrotnie powraca do idei Piusa XI i Pawła VI, którzy uważali politykę za narzędzie miłości miłosiernej.

Papież docenia wagę polityki i negocjacji, ale jego podstawowa strategia polega na indywidualnym spotkaniu z człowiekiem

Kryzys moralny przejawia się również w płaszczyźnie etyki indywidualnej. Papież dostrzega w Kościele objawy zbytniego przywiązania do zewnętrznych regulacji i opowiada się za pozostawieniem człowiekowi większej przestrzeni wolności. Jego zdaniem moralności „nie można uczyć przy pomocy zasad w rodzaju: «Nie możesz robić tego, powinieneś robić to, powinieneś, nie powinieneś, możesz, nie możesz». Moralność jest konsekwencją spotkania z Jezusem Chrystusem”. W innym miejscu stwierdza jeszcze dobitniej: „jeśli nie ma spotkania z Jezusem Chrystusem, ta «chrześcijańska» moralność jest nic nie warta”. Etyka zakazów jest pokusą Kościoła. „Nie, nie i nie! To jest ten rodzaj zakazów, który odnajdujemy w dramacie z udziałem Jezusa i faryzeuszy. Ten sam!”. Ówcześni „doktorzy Kościoła” byli zablokowani. Byli fundamentalistami. „To jest walka, którą prowadzę dziś w związku z adhortacją «Amoris laetitia». – mówi papież – Niektórzy bowiem jeszcze mówią: «To można, tego nie można». Ale istnieje inna logika”.

Odnoszę wrażenie, że w myśleniu Franciszka górę bierze element krytyczny. Jego wielką zasługą jest otwarte mówienie o błędach, jednak czasami wszelkie odwołanie do reguł i zasad traktowane jest przez niego jako „kazuistyka”. Trudno mi zrozumieć taką wizję moralności. Kazuistyka jest pewnym wypaczeniem moralności chrześcijańskiej, jednak nie oznacza to, że stwierdzenie „nie możesz tego robić” od razu jest faryzeizmem.

Zgadzam się, że potrzebna jest nam bardziej integralna wizja chrześcijańskiej moralności. Jedną z niech może być tomistyczna odnowa teologii moralnej zaproponowana przez dominikanina Servais Théodore’a Pinckaersa. Jako alternatywę dla moralności budowanej przede wszystkim na powinności Pinckaers proponuje rozwój cnót, przede wszystkim tych, które budują naszą relację z Bogiem (wiara, nadzieja, miłość), jak również tych, dzięki którym budujemy nasze życie społeczne (roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie, męstwo). I jeśli w kwestii pierwszej grupy istnieje pewna zgodność, to cnoty społeczne zostają u Franciszka często zastąpione przez „radość, czułość i bliskość”. Odnoszę wrażenie, że to jest właśnie owa „inna logika”, o której wspomina papież.

„Mosty, mosty i jeszcze raz mosty”. Zdaniem Franciszka wkład Kościoła w rozwój pokojowego współistnienia narodów powinien polegać na budowaniu mostów. Dialog to „wielki most” pomiędzy kulturami, jednak jego budowa rozpoczyna się od bardzo prostych gestów. Gdy podaję komuś rękę, przerzucam most. Jest to najbardziej pierwotny most, a zarazem najbardziej ludzki most, jaki mogę zbudować. W ten sposób możemy nawiązać więź z drugim człowiekiem. „Kiedy ściskam komuś rękę, buduję most”.

 Najważniejszy jest dotyk

To tylko jeden z pierwotnych gestów, o których mówi Franciszek. Spośród pięciu zmysłów za najważniejszy uważa dotyk. Jest to niebanalne stwierdzenie. Aby wyrazić metafizyczne dążenia człowieka, wielkie intelektualne tradycje odwoływały się do zmysłu wzroku lub słuchu. Chrześcijaństwo natomiast – opierając się na akustycznej metaforyce Starego Testamentu i optycznej tradycji greckiej metafizyki – odwołuje się przede wszystkim do dotyku. Nie chodzi tutaj jedynie o chwyt duszpasterski papieża, lecz o jego sposób postrzegania świata. W podobny sposób pisze o tym prawosławny teolog John P. Manoussakis w książce „God after Metaphysics: A Theological Aesthetic”. Jego estetyka teologiczna jest próbą „przywrócenia Boga ludzkiemu ciału”. Można powiedzieć, że Franciszek stara się pokazać nam „chrześcijaństwo na wyciągnięcie ręki”: Królestwo Boże, które jest blisko nas.

W nowej wizji komunikacji same słowa nie wystarczą. Papież nie wyobraża sobie dialogu bez ciszy. Równocześnie mówi o jedzeniu i piciu jako wyrazie prawdziwej komunikacji. Bardzo wdzięczną i bezinteresowną formą dialogu są: taniec, gra oraz zabawa, ale i płacz. Wszystkie te formy niewerbalnej komunikacji są możliwe jedynie przy założeniu, że człowiek jest pokorny. „Nie można się komunikować – mówi Franciszek – gdy się jest pysznym. Jedynym kluczem, który otwiera drzwi komunikacji, jest pokora. Albo przynajmniej postawa częściowej pokory”.

Otwieranie drzwi

Papież Franciszek, Dominique Wolton, „Otwieranie drzwi. Rozmowy o Kościele i świecie”, tł. Marek Chojnacki, Wydawnictwo WAM, Kraków 2018

Strategia pierwotnych gestów ma pomóc w rozwiązaniu globalnych konfliktów. Jest to jeden z ciekawszych aspektów rozmowy. Papież docenia wagę polityki, negocjacji i perswazji, natomiast jego podstawowa strategia rozwiązywania konfliktów polega na indywidualnym spotkaniu z człowiekiem. Tu tkwi jednak również główny problem wdrożenia owej strategii w życie. Nie zawsze to, co jest możliwe w spotkaniu twarzą w twarz, możliwe jest w życiu społecznym. Twarz innego mówi mi: „nie zabijesz mnie”, ale co zrobić w przypadku, gdy ta sama twarz zabija innego, trzeciego? Po raz kolejny natrafiamy na „inną logikę” Franciszka.

Odnoszę wrażenie, że papież prowadzi „symboliczne batalie”. To symbole odgrywają najważniejsza rolę w jego nauczaniu. Dwa obrazy pozwolą lepiej zrozumieć tę postawę. W przemówieniu wygłoszonym podczas uroczystości wręczenia Nagrody Karola Wielkiego w Akwizgranie Franciszek wielokrotnie powtarzał, że „marzy o Europie”. Podczas rozmowy z Woltonem jeszcze raz odwołuje się do obrazu marzenia sennego. Komentując fragment z księgi proroka Joela (Jl 3,1), mówi: „Nadszedł czas, gdy starcy powinni śnić i opowiadać nam swoje sny. By młodzi spełnili te proroctwa i zmienili świat. To nie jest czas dorosłych, jeśli wolno tak powiedzieć, czas ludzi dojrzałych. Nie, ocalenia świata dokonają te dwie grupy. Pod warunkiem, że starzy będą marzyć i opowiadać swoje sny, a młodzi wezmą je sobie do serca i poniosą dalej”.

Stary papież ma swoje marzenia. Nie daje jednak konkretnych wskazówek, jak je wcielić w życie. Papież śni o lataniu, nawet jeśli my stawiamy tylko pierwsze kroki. W jaki sposób młodzi odczytają marzenia następcy świętego Piotra – zależy już nie od niego. Tutaj tkwi siła, ale zarazem i słabość jego postawy.