To nie Bóg popchnął ludzi do tego, żeby Go zabili. On jedynie dopuścił, żeby ich nienawiść wyraziła się w zbrodniczym czynie. Nowy Testament wyraźnie sugeruje, że odpowiedzialność za tę zbrodnię ponoszą wszyscy, Żydzi i poganie, cała ludzkość.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 7-8/1986.

1. Słowem Bożym można się posługiwać w celach nie mających nic wspólnego z wiarą albo nawet z nią sprzecznych. Chodzi nie tylko o to, żeby nie dopuścić do nadużyć. Zwykle przecież jest tak, że kiedy jakiś fragment słowa Bożego wykorzystywany jest niewłaściwie, wiąże się to z niedostrzeganiem jego autentycznego, religijnego przesłania. Zatem najprostszym sposobem sprzeciwienia się nadużyciu jest wskazać sens religijny, jaki zawiera się w zdaniu natchnionym, którym ktoś próbuje manipulować.

Z tytułu wynika, że niniejsze uwagi będę dotyczyły wersetu z Ewan­gelii Mateusza, w którym rozmaici antysemici usiłowali znaleźć sankcję religijną dla swojej postawy niewątpliwie niezgodnej z wiarą chrześcijańską. Chodzi o werset Mt 27,25: „A cały lud zawołał: – Krew Jego na nas i na dzieci nasze”. Jak wiadomo, ostatni Sobór powszechny Koś­cioła katolickiego napiętnował nadużywanie słowa Bożego dla uzasad­nienia antysemityzmu, odrzucił też dwa szczegółowe zarzuty, mające źródło w przytoczonym wersecie: jakoby Żydzi jako naród obarczeni byli odpowiedzialnością za śmierć Chrystusa oraz jakoby wskutek tego przestali być ludem wybranym, stali się zaś odrzuceni i przeklęci przez Boga.

Oto istotny dla naszego tematu fragment soborowej „Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich”, nr 4: „A choć władze żydowskie wraz ze swoimi zwolennikami domagały się śmierci Chrys­tusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przy­pisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym. Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie Pisma Świętego. Niechże więc troszczą się wszyscy o to, aby w katechezie i w głoszeniu słowa Bożego nie nauczali niczego, co nie zgadzałoby się z prawdą ewangeliczną i z duchem Chrys­tusowym”. A nieco wyżej Sobór powiada, że mimo nieprzyjęcia Ewan­gelii przez większość tego narodu, mimo nawet aktywnej opozycji wobec jej orędzia, „Żydzi nadal ze względu na swoich przodków są bardzo dro­dzy Bogu, który nigdy nie żałuje darów i powołania”.

Zamiarem moim jest wykazać pełną zgodność tej nauki Soboru z Pismem Świętym, ponadto wydobyć nieco religijnej głębi, jaka się za­wiera w wersecie Mt 27,25.

2. Zauważmy najpierw, że pytanie, czy Żydzi ukrzyżowali Pana Jezusa, stanowi problem ściśle religijny. Gdyby nie był On Synem Bo­żym, gdyby chodziło tu jedynie o człowieka, którego zamordowano nie­winnie, zabójstwo to byłoby oczywiście, tak jak każda zbrodnia, czymś godnym pożałowania i napiętnowania. Ale doprawdy przesadą byłoby poszukiwanie winnych w dwa tysiące lat po dokonaniu zbrodni.

3. Jeśli zaś Chrystus jest Synem Bożym, powstaje następujące pyta­nie: jak to możliwe, że wszechmocny Syn Boży, przez którego wszech­świat został stworzony, stał się ofiarą ludzkiej nienawiści? Otóż Nowy Testament wielokrotnie wskazuje na to, że umarł On jako Ktoś su­werenny zarówno wobec tej nienawiści, która doprowadziła do Jego ukrzyżowania, jak wobec własnej śmierci. Chrystus, w przeciwieństwie do każdego z nas, nie podlegał konieczności śmierci: umarł nie dla­tego, że musiał, ale dlatego, że chciał oddać za nas swoje życie. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).

To prawda, że Chrystus stał się ofiarą ludzkiej nienawiści, ale to w tym samym sensie, że suwerennym aktem swej woli zgodził się na to, aby wymierzona przeciwko Niemu zła wola ludzi osiągnęła zamie­rzony skutek. Chrystus w żaden sposób nie był zdeterminowany logiką wydarzeń (jak to jest z nami, zwykłymi ludźmi), ale w każdym mo­mencie tych wydarzeń w pełni dobrowolnie poddawał się ich logice. W ten sposób z własnej woli stał się Ofiarą za nasze grzechy, a decyzję tę podjął w ścisłej jedności z wolą swojego Ojca: „Ja życie moje oddaję za owce. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca” (J 10, 17n).

Chrystus, w przeciwieństwie do każdego z nas, nie podlegał konieczności śmierci: umarł nie dla­tego, że musiał, ale dlatego, że chciał oddać za nas swoje życie

Ewangeliści wielokrotnie podkreślają całkowitą bezsilność ludzkiej nienawiści wobec Chrystusa oraz Jego pełną suwerenność wobec wro­gów. „Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jed­nak przeszedłszy pośród nich oddalił się” (Łk 4,29n). „Zamierzali Go poj­mać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła” (J 7,30). „I znów starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk” (J 10,39; por. 7,44; 8,59; 10,31).

Krótko mówiąc, śmierć Chrystusa na krzyżu była przede wszyst­kim dziełem niepojętej, wprost szalonej miłości Boga do ludzi: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Natomiast Chrystus przez swoją śmierć oddał się całkowicie nie tylko nam, ale również swemu Ojcu. Szczególnie wyraźnie sformułowano to w Liście do Filipian:” Ten, który jest na równi z Bogiem (…) uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,6 i 8).

Warto tu przypomnieć, że dokładnie odwrotnie postępuje szatan, który, chcąc skłócić nas z Bogiem, przed nami oskarża Boga (Rdz 3,5), przed Bogiem zaś oskarża nas (Hi 1,9—11).

4. Chrystusa jednak zamordowali ludzie. I oczywiście to nie Bóg popchnął ludzi do tego, żeby oni tak uczynili. Bóg jedynie dopuścił do tego, żeby ich nienawiść wyraziła się w zbrodniczym czynie. Otóż Nowy Testament wyraźnie sugeruje, że odpowiedzialność za tę zbrodnię ponoszą wszyscy, Żydzi i poganie, cała ludzkość: „Zeszli się bowiem rze­czywiście w tym mieście przeciw świętemu Słudze Twemu, Jezusowi, którego namaściłeś, Herod i Poncjusz Piłat, z poganami i pokoleniami Izraela, aby uczynić to, co ręka ‚Twoja i myśl zamierzyły” (Dz 4,27n).

Również werset Mt 27,25 w zamiarze Ewangelisty ma służyć wyra­żaniu prawdy, że winę za śmierć Chrystusa ponosi cała ludzkość. Mia­nowicie stanowi on połowę fragmentu, którego całość podkreś­la tę właśnie powszechność winy. Przy czym zarówno pogański uczest­nik zbrodni – Piłat – jak zgromadzeni przed jego pałacem Żydzi, czują się całkowicie niewinni i wyrażają to na zewnątrz. Najpierw Piłat umy­wa obłudnie ręce, żeby – wbrew faktom – zamanifestować, że nie chce uczestniczyć w tej zbrodni. Następnie „cały lud zawołał: Krew Jego na nas i na dzieci nasze” (Mt 27, 24n).

Okrzyk ten wyraża ugruntowane przekonanie tych ludzi, że Jezusowi śmierć się należy. Ludzie, którzy tak wołali, chcieli zamanifestować w ten sposób, iż nie mają żadnych wątpliwości co do tego, że mają rację, żądając ukrzyżowania.

I poganin Piłat, i przedstawiciele ludu żydowskiego stanęli w ten sposób – to mało ważne, świadomie czy bezwiednie – przeciwko słowu Bożemu. Piłat jakby przedrzeźnia gest nakazany przez Prawo Mojże­szowe na okoliczność morderstwa, którego sprawca nie został wykryty: „Wszyscy starsi miasta, które leży najbliżej zamordowanego, umyją ręce nad jałowicą, której kark złamano w rzece, i powiedzą te słowa: Na­sze ręce tej krwi nie wylały, a oczy nasze jej nie widziały. Panie, oczyść z winy lud swój, Izraela, któregoś wybawił, i nie obarczaj krwią nie­winną ludu swego Izraela. I odpuszczona będzie im ta krew” (Pwt 21, 6—8).

Między Piłatem i owymi starszymi miasta zachodzi jednak drobna różnica, że morderca jest znany, a jest nim on sam, przy czym jest on aż tak bezczelny, że umywa ręce, zanim jeszcze zbrodnia została do­pełniona. Piłat nawet nie usiłuje ukrywać swojego przeświadczenia o niewinności Skazańca, chciałby tylko odzyskać własną niewinność za pomocą magicznego gestu.

Również lud zachowuje się bezbożnie. Na godzinę ciemności opuścił go lęk, którego pełna jest dusza żydowska i którego świadectwa ciągle spotykamy na kartach Starego Testamentu: lęk przed splamieniem się krwią niewinną. Przecież już Kainowi powiedział Bóg, że „krew brata twego głośno woła ku Mnie z ziemi” (Rdz 4,10). Nie ma narodu, w którym mocniej uświadomiono by sobie, że sam Bóg stoi na straży ludz­kiego życia i Jemu samemu naraża się każdy, kto przelewa krew nie­winną. Czytamy o tym zarówno w tekście przymierza, jakie Bóg zawarł z Noem, ojcem wszystkich narodów (Rdz 9,5n), jak w Prawie Mojżeszo­wym i to nie tylko w Dekalogu (np. Lb 35,33). Kiedy na przykład braci Józefa spotykają w Egipcie kłopoty, Ruben – nawiasem mówiąc, właśnie ten spośród braci, który starał się go ocalić – widzi w tym rachunek za zbrodnię: „Oto teraz żąda się odpowiedzialności za jego krew” (Rdz 42,22). Nie wiedział bowiem jeszcze o tym, że szczęśliwa zbrodnia nie została dopełniona. Świadectw lęku przed wylaniem niewinnej krwi znajdziemy w Starym Testamencie kilkadziesiąt. Tymczasem na dzie­dzińcu Piłata lud zachowuje się tak, jakby ten lęk był mu zupełnie nieznany.

Antysemicki zarzut, iż Żydzi zabili Chry­stusa, formułowany jest jako teza końcowa służąca do budowania mu­rów wrogości, które Chrystus przyszedł właśnie burzyć

Poczucie słuszności w żądaniu kary śmierci wzmocnione zostało za­klęciem się na własne dzieci. To również było bezbożne. Nie wolno prze­cież podpowiadać Bogu, żeby postępował wbrew swoim obyczajom. Ludzie stojący przed siedzibą namiestnika nie mogli przecież nie znać słów proroka Ezechiela: „Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swe­go ojca, ani ojciec – za winę swego syna. Sprawiedliwość sprawiedli­wego jemu zostanie przypisana, występek zaś występnego na niego spadnie” (Ez 18,20). Zauważmy na marginesie, że ten, kto – powołując się na zaklęcie tłumu stojącego na dziedzińcu domu Piłata – obarcza naród żydowski odpowiedzialnością za śmierć Chrystusa, zakłada w ten sposób, że Bóg zmienia swoje obyczaje pod wpływem niegodziwych żą­dań człowieka.

5. Jest rzeczą niezwykle intrygującą, że informacja o obmyciu rąk przez Piłata oraz okrzyk tłumu zapisane są wyłącznie w Ewangelii Ma­teusza, a więc w tej Ewangelii, która była przeznaczona szczególnie dla Żydów. Zagadka wyjaśnia się w świetle pierwszych rozdziałów Dziejów Apostolskich, gdzie przedstawia się rozwój chrześcijaństwa wśród Ży­dów. Otóż okazuje się, że głoszenie winy za śmierć Chrystusa stanowiło żelazny element katechezy apostolskiej dla Żydów. Katecheza opierała się na budowaniu kontrastu między ludzkim grzechem i miłosierdziem Boga, między śmiercionośnym charakterem naszego zła i życiodajnym charakterem zmartwychwstania Chrystusa. W pierwszych pięciu rozdzia­łach Dziejów Apostolskich motyw ten pojawia się aż pięć razy (Dz 2,23n.36; 3,13-19; 4,10; 5,28-31).

Przypatrzmy się tej katechezie: „Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka (…) tego Męża, który z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim. (…) Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca. Cóż mamy czynić, bracia? – zapytali Piotra i pozostałych Apostołów. Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na od­puszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan Bóg nasz” (Dz 2,22-24 37-39).

Tekst ten dzieli przepaść od antysemickich zarzutów, iż Żydzi zabili Chrystusa. Po pierwsze, nie jest to mowa potępiająca „tych innych”, których uznało się za gruntownie złych, niezdolnych do nawrócenia i przeklętych; jest to wezwanie skierowane do grzeszników, aby się na­wrócili. Po wtóre, przemawia Piotr, syn ludu żydowskiego, który rów­nież po otwarciu bram Kościoła dla pogan pozostał Apostołem Żydów (Ga 2,7n), a przemawia w duchu miłości do swoich rodaków. Po trzecie, grzech zabójstwa Chrystusa streszcza tutaj całą w ogóle ludzką grzesz­ność, a nie jest traktowany jako plama wyróżniająca jakąś poszcze­gólną grupę ludzi. Po czwarte, oskarżenie o ten grzech stanowi punkt wyjścia dla ogłoszenia Bożego miłosierdzia, którego gwarancją jest zmartwychwstanie; tymczasem antysemicki zarzut, iż Żydzi zabili Chry­stusa, formułowany jest jako teza końcowa służąca do budowania mu­rów wrogości, które Chrystus przyszedł właśnie burzyć (por. Ef 2,14). Po piąte, Piotr przemawia do pokolenia, za którego dni Chrystus został ukrzyżowany, i nic nie mówi o dziedziczeniu winy, mówi natomiast wyraźnie o dziedziczeniu obietnicy: „Bo dla was jest obietnica i dla dzie­ci waszych” (Dz 2,39).

Dodajmy, że w katechezie apostolskiej kierowanej do świadków i uczestników zabójstwa Chrystusa wskazuje się również na okoliczności łagodzące. Dotyczą one nawet przywódców, a więc ludzi szczególnie odpowiedzialnych za doprowadzenie do Jego ukrzyżowania: „Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak zwierzch­nicy wasi” (Dz 3,17).

Z perspektywy wiary chrześcijańskiej jest rzeczą nadzwyczaj ryzykowną twierdzić, że historyczny grzech za­bójstwa Chrystusa wciąż jeszcze nie został odpuszczony, a nawet że podlega dziedziczeniu

Natomiast zmartwychwstanie Chrystusa oraz Jego wywyższenie przed­stawiane są w tej katechezie jako dalszy ciąg historii zbawienia, jakiego dokonuje Bóg dla Izraela: „Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego straciliście, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wywyższył Go na pra­wicą swoją jako Władcę i Zbawiciela, aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów” (Dz 5,30n).

6. Zobaczmy teraz, jak temat ten przedstawiono w Ewan­gelii Łukasza, która została napisana w kręgu Pawła – Apostoła po­gan. Nie wspomniano tu o zaklęciu ludu, nie lękającego się wziąć od­powiedzialności za niewinną krew Chrystusa. Łukasz mówi natomiast o współczuciu, jakim otoczyły Skazańca niewiasty jerozolimskie. Praw­dopodobnie ma rację Św. Beda („Wykład Ewangelii Łukasza”, rozdz. 93), który w Szymonie z Cyreny widzi przedstawiciela pogan, niewiasty zaś reprezentowały w ten sposób życzliwych Skazańcowi Żydów. Tak więc cały fragment Łk 23, 26-31 byłby odwrotną stroną fragmentu Mt 27, 24-26.

Rzecz jasna, pomoc i współczucie okazane Chrystusowi przez przed­stawicieli pogan i Żydów nie mogły być skuteczne jako że przychodziły od grzeszników. W gruncie rzeczy to nie Szymon z Cyreny okazywał miłosierdzie Chrystusowi (zresztą do tego przymuszony), ale na od­wrót; to Chrystus okazywał wówczas nieskończone miłosierdzie Szymo­nowi, gdyż właśnie dokonywał jego odkupienia na życie wieczne. Po­dobnie bardziej na współczucie zasługiwały pocieszycielki niż Skaza­niec, którego one pocieszały (Łk 23, 27). Męka i śmierć nie mogły bowiem zniszczyć w Chrystusie ani Jego sprawiedliwości, ani Jego jedności z Ojcem, zwykły zaś człowiek – dopóki nie odnajdzie Chrystusa jako Dawcy życia –nosi w sobie śmierć wieczną, która rozciąga ostateczną władzę nad sensem jego życia, a także nad jego dziećmi, które podobnie jak on sam podlegają grzechowi. Taki wydaje się – niezależnie od różnych wyjaśnień historycznych – najgłębszy sens całej przemowy Chrystusa do kobiet jerozolimskich.

W Ewangelii Łukasza – co jeszcze ważniejsze – znajduje się mod­litwa Ukrzyżowanego za swoich morderców: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 24). Z perspektywy wiary chrześcijańskiej jest więc rzeczą nadzwyczaj ryzykowną twierdzić, że historyczny grzech za­bójstwa Chrystusa wciąż jeszcze nie został odpuszczony, a nawet że podlega dziedziczeniu. Znaczyłoby to bowiem, że modlitwa Chrystusa była właściwie pozorna albo że okazała się nieskuteczną. Chrześcijanin nie może mieć wątpliwości co do tego, że te słowa Chrystusa miały w sobie nieskończenie więcej mocy niż nieszczęsne zaklęcie, jakie wypo­wiedział tłum na dziedzińcu u Piłata.

7. Zbrodnia zabójstwa Chrystusa ma jeszcze wymiar ponadhistoryczny, dostrzegalny tylko oczami wiary. Mianowicie dane biblijne upoważniają nas do twierdzenia, że zabójcami Chrystusa jesteśmy właściwie my wszyscy, zabijamy Go mianowicie naszymi grzechami. W Liście do Hebrajczyków czytamy o chrześcijanach, którzy krzyżują w sobie Syna Bożego i wystawiają Co na pośmiewisko (Hbr 6,6).

Jeszcze groźniej autor Listu do Hebrajczyków powraca do tego tema­tu kilka rozdziałów dalej: „Kto przekracza Prawo Mojżeszowe, ponosi śmierć bez miłosierdzia na podstawie zeznania dwóch albo trzech świadków. Pomyślcie, o ileż surowszej kary stanie się winien ten, kto by podeptał Syna Bożego i zbezcześcił krew Przymierza, przez którą został uświęcony, i obelżywie zachował się wobec Ducha łaski” (Hbr 10,28n).

Natomiast w apokaliptycznej wizji Chrystusa powracającego w chwa­le, wina za ukrzyżowanie przypisana została wszystkim narodom: „Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Co wszelkie oko i wszyscy, którzy Co przebili. I będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi (Ap 1,7).

Zatem legenda „Quo vadis”, a nade wszystko nabożeństwo Drogi Krzyżowej, w którym tak często mówi się nam o naszej odpowiedzial­ności za śmierć Chrystusa, nie jest sentymentalnym wymysłem. Korzeń tej intuicji jest autentycznie biblijny.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 7-8/1986.