Ustawienie na tym samym poziomie prawnym zbrodni ukraińskich z niemieckimi i sowieckimi jest wystąpieniem przeciwko polskiej doktrynie państwowej w obszarze polityki pamięci, bo rozmywa odpowiedzialność okupantów.

Bartosz Bartosik: W dyskusji wokół nowelizacji ustawy o IPN skupiono się przede wszystkim na wątku żydowskim. Są jednak w tej ustawie zapisy, które dotyczą „zbrodni ukraińskich nacjonalistów i członków ukraińskich formacji kolaborujących z Trzecią Rzeszą Niemiecką popełnionych w latach 1925–1950”. O czym one świadczą?

Paweł Kowal: Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy i zdumiewa, to potraktowanie przez ustawodawcę zasadniczo w ten sam sposób II Rzeczypospolitej i PRL. Ustanawiając jako datę początkową zbrodni ukraińskich rok 1925, w gruncie rzeczy parlament faktycznie zakwestionował ciągłość polskiej państwowości.

Z tego projektu wynika, że w ocenie ustawodawcy w II Rzeczypospolitej nie ścigano pewnych przestępstw. Według mojej wiedzy, ktokolwiek w przedwojennej Polsce popełnił przestępstwo, był ścigany przez sądy. Dziwię się, że tylu parlamentarzystów dopuściło do uchwalenia takich przepisów. Na dodatek w stosunku do większości przestępstw i zbrodni obowiązuje przedawnienie, więc ówczesne przestępstwa nie podlegają już dziś ściganiu.

Nie do przyjęcia jest osądzanie sprawców zbrodni wedle narodowości

Druga sprawa, którą uważam za poważny błąd, to zrównanie zbrodni nazistowskich, sowieckich i ukraińskich. To podważa całą dotychczasową polską politykę historyczną, która podkreśla wyjątkowość – w negatywnym sensie – dwóch totalitaryzmów, które na gruncie prawa międzynarodowego wystąpiły przeciwko Polsce i były praźródłem wszystkich innych zbrodni. Tak jak środowiska żydowskie bardzo bronią wyjątkowości Holokaustu i przeciwstawiają się próbom jego trywializacji, tak my powinniśmy bronić faktu, że polskie państwo i jego obywatele stali się ofiarami dwóch machin totalitarnych. Dopisywanie po przecinku innych, nawet straszliwych, zbrodni – które jednak nie mogłyby się zdarzyć, gdyby istniało państwo polskie – bardzo osłabia polskie racje w kwestii zasadniczej. Pozostaje wreszcie kwestia odpowiedzialności okupanta za bezprawie, które dzieje się na okupowanym terenie.

I najważniejsze: jak szanujące się państwo może ścigać zbrodnie tylko tych swoich obywateli, którzy pochodzą z określonego narodu, w tym przypadku Ukraińców? Nie do przyjęcia jest osądzanie sprawców zbrodni wedle narodowości. W sensie prawnym nie można traktować tak samo Ukraińców, hitlerowskich Niemców i Sowietów. Ci pierwsi do 1945 r. byli w większości obywatelami Rzeczypospolitej, Niemcy i Sowieci stanowili zaś czynnik zewnętrzny. Doszło do sytuacji, w której ustawodawca zdecydował się negatywnie wyróżnić jedną grupę narodową. Część jej przedstawicieli faktycznie podejmowała współpracę z okupantem, tyle że praktycznie wszystkie państwa w regionie wytworzyły jakąś formę państwowej – lub niepaństwowej – współpracy z hitlerowskimi Niemcami. W przypadku Ukrainy nie można mówić o państwowej współpracy z nazistami, bo nie istniało państwo ukraińskie. Powstaje też w tym kontekście pytanie o Polaków, którzy zdecydowali się na kolaborację.

Skąd się wzięło takie „wyróżnienie” zbrodni ukraińskich?

– Poprawki, które dotyczą osób narodowości ukraińskiej w rzeczywistości rozwadniają problem. Zbrodnia wołyńska powinna być ścigana i napiętnowana jako zbrodnia wojenna. Możliwe jest to nawet bez rozstrzygania sporu, czy mamy do czynienia z ludobójstwem – a moim zdaniem mamy. W sensie moralnym działania ukraińskich formacji na Wołyniu zasługują na potępienie i, jako przestępstwa wojenne, powinny być ścigane do kiedy jest to możliwe – podobnie jak wszystkie podobne zbrodnie, ktokolwiek by je popełnił, bez względu na narodowość.

Cała dotychczasowa polska polityka historyczna podkreśla wyjątkowość – w negatywnym sensie – dwóch totalitaryzmów. Ta ustawa ten fakt podważa

Wszelkie przestępstwa nacjonalistów ukraińskich w latach 1943-1945 były jednak możliwe wskutek wcześniejszych działań nazistów i Sowietów, którzy zniszczyli struktury państwa polskiego i zrujnowali porządek prawny na jego terytorium. Ustawienie na tym samym poziomie prawnym zbrodni ukraińskich z niemieckimi i sowieckimi jest wystąpieniem przeciwko polskiej doktrynie państwowej w obszarze polityki pamięci, bo rozmywa odpowiedzialność okupantów.

Czy takie postawienie sprawy przez Polskę oznacza nowy kurs naszego kraju wobec Ukrainy?

– Ukraina jest chyba jedynym krajem, w którym większość społeczeństwa uważa Polaków za najbardziej lubiany naród. Co za paradoks, że właśnie teraz polski parlament przygotowuje ustawę, która jest źródłem samych nieporozumień w relacjach z Ukrainą. A przede wszystkim jest niezgodna z polskimi interesami i w kilku elementach z polską racją stanu. Proszę zwrócić na przykład uwagę, że w kwestii mówienia o zbrodniach ukraińskich nie ma w ustawie wyjątku naukowego, który zastosowano w odniesieniu do wątków żydowskich. Łatwo sobie wyobrazić, że w świat pójdzie fama o politycznej blokadzie badań polsko-ukraińskich w Polsce.

Długofalowe konsekwencje tej ustawy dopiero poznamy. Dziś można wyrazić zadziwienie postawą parlamentarzystów, którzy gotowi byli przyjąć prawo zrównujące suwerenną II Rzeczpospolitą z PRL w czasach najgorszego terroru komunistycznego.

Dlaczego dla „ukraińskich zapisów” w nowelizacji ustawy o IPN przyjęto ramy czasowe 1925-1950?

– Rozumiem, że ktoś te daty wpisał przypadkiem. One nic nie znaczą. Jeśli polska narracja skupia się na tym, że wydarzenia na Wołyniu w latach 1943-1945 były ludobójstwem, to jak można rozwadniać ten problem, ustawiając ramy czasowe na okres ćwierćwiecza? Nikt nie jest w stanie wytłumaczyć tych dat. Niektórzy twierdzą, że rok 1950 stanowi cezurę jako moment, w którym służby sowieckie – podpierając się służbami PRL – przejęły kontrolę nad większością ukraińskiego ruchu narodowego, ale czy to na pewno jest data, która powinna znaleźć się w ustawie o IPN i być przedmiotem naszej chluby? Zresztą w okresie powojennym ukraińskie organizacje nacjonalistyczne współpracowały z polskim podziemiem w zwalczaniu Sowietów. O ile więc traktujemy poważnie polskie podziemie antykomunistyczne, o tyle trudno ścigać jego sojuszników.

Tylko jeden kraj z naszego otoczenia prowadzi na arenie międzynarodowej politykę otwarcie antyukraińską, a wręcz de facto angażuje się w działania wojenne przeciwko naszym wschodnim sąsiadom. Czy dodanie do ustawy o IPN wątków ukraińskich to przejaw wzrastającego wpływu Rosji na polską politykę?

– Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba przede wszystkim ustalić, skąd się wzięła ta poprawka. Szef IPN oświadczył, że on jej nie składał. Jest więc pytanie, kto to zrobił i dlaczego ta nowela jest napisana w tak upokarzający sposób dla niezależnego państwa, jakim była Druga Rzeczpospolita.