Jestem przekonany, że zbiór książek „Dziesięć perspektyw widzenia Auschwitz” – ta wielka suma wiedzy o obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, dorównuje znaczeniem „Archipelagowi Gułag” Aleksandra Sołżenicyna.

10 świadectw, kobiety i mężczyźni, odmienne pochodzenie i różny wiek. Narodowości to przekrój ludów Europy: są Żydzi pochodzący z Francji, Węgier, Rumunii, Polski, są wreszcie ci, którzy trafili za swoją działalność konspiracyjną, jak Polacy i Austriak. Całości dopełnia głos księdza katolickiego. Łączy ich jedno: wszyscy przeżyli Auschwitz i złożyli swoje literackie świadectwo. Wydawnictwo Muzeum Auschwitz przygotowało wybór jednych z najlepszych i najbardziej interesujących książek na temat tego obozu koncentracyjnego napisanych przez jego byłych więźniów.

Niektórzy piszą zaraz po zakończeniu wojny, jakby chcieli jak najszybciej zrzucić z siebie Auschwitz i ostatecznie, raz na zawsze, z niego wyjść. Miklós Nyiszli swoje wspomnienia „Byłem asystentem doktora Mengele” publikuje już w roku 1946, podobnie czyni Primo Levi ze swoim studium zachowań ludzkich „Czy to jest człowiek”, Seweryna Szmaglewska z „Dymami nad Birkenau”. Inni publikują później, jakby potrzebowali więcej czasu, własnego języka do wyrażenia niewyrażalnego.

Ich wspomnienia ukazują się, gdy pierwsza fala zainteresowań obozami koncentracyjnymi już opada, gdy ludzie są pochłonięci nowym, powojennym życiem. To pisanie niebezpośrednio po Holokauście dało autorom niezwykle silny, niepodrabialny głos. Zaskakuje Adam Ziemba ze swoją „Pajdą chleba”, wydaną w 1957 roku, gdy pomiędzy przeraźliwe opisy obozowej rzeczywistości wkłada ciepłe poczucie humoru oraz modlitewne medytacje.

Inni publikują po słynnych procesach Eichmanna (rok 1961) i procesach frankfurckich dotyczących załogi Auschwitz (zakończone w 1965 roku). Relacje w gazetach i radiu, czasem zaangażowanie jako świadków zmusza ich do spisania własnych przeżyć. Halina Birenbaum pisze: „Przysłuchiwałam się procesowi w Jerozolimie. Moje pochodzenie i koleje mojego życia przestały być anonimowe. Pozwoliło mi to odzyskać świadomość, że i ja przybyłam tutaj skądś, miałam rodzinę, żyłam wśród innych ludzi, chociaż teraz już ani tych ludzi, ani tego życia nie było”. „Nadzieja umiera ostatnia” jej autorstwa ukazała się w 1967 roku i jest zapisem przeżyć dziewczynki, która staje się nastolatką za drutami kolczastymi. Adolf Gawlewicz publikuje wstrząsające studium otchłani głodowej śmierci („Refleksje z poczekalni do gazu”) w 1968 roku. Dwa lata ukazuje się dzieło francuskiej pisarki Charlotte Delbo „Żaden z nas nie powróci” – zaskakujący poetycki, a miejscami surrealistyczny, opis przywodzącymi skojarzeniami prozę Gabriela G. Marqueza czy Brunona Schulza.

Niezwykła potęga literatury! Na tym tle wyróżniają się „Ludzie w Auschwitz” Hermanna Langbeina, który narzucił sobie niesamowitą dyscypliną pisarską i napisał książkę, którą można określić jako podręcznik historyczny wiedzy o obozie koncentracyjnym. W czterech wielkich rozdziałach – „Wprowadzenie”, „Więźniowie”, „Załoga SS”, „Po wojnie” – zawarł wszystkie możliwe korelacje ludzkie w Auschwitz. Jestem przekonany, że ta wielka suma wiedzy o obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau dorównuje znaczeniem „Archipelagowi Gułag” Sołżenicyna…

Wszystkim tym zebranym głosom towarzyszy chęć definitywnego wyjścia poza bramę Auschwitz na wolność, do życia – własnego, niezależnego, na własny rachunek

Obraz życia po obozie w dużej mierze pozostaje ten sam dla wszystkich. To już jest zawsze życie z „obozem”, życie „po” obozie. Życie brutalnie przedzielone i w żaden sposób niemożliwe do sklejenia w jedną całość. Obóz pamięta całe ciało – wytatuowane, ponumerowane, schorowane –  pamięta także i rozum. Wiesław Kielar w „Anus Mundi” (wydanym po raz pierwszy w 1966 roku) zapisuje: „W obozie żyło się z dnia na dzień, byle doczekać jutra. Ale żeby ten dzień przeżyć, ile trzeba było hartu, odwagi, szczęścia. Kto załamał się psychicznie, ten kończył nędzny żywot szybko lub był wykańczany w ciągu paru dni przez wprawionych w tym rzemiośle kapów, blokowych esesmanów”.

Normalny dzień to życie w perspektywie ciągłej śmierci. Nieoczekiwanej, bo wszystko się mogło zdarzyć, jak również tej codziennej, niemalże zwyczajnej, gdy niemal każdego dnia uśmierca się setki osób. Jak przeżyć tę wszechobecność śmierci? Nie ma na to żadnej prostej odpowiedzi. Wspomniany już Kielar opisuje jednego z więźniów: „(…) typowy przedstawiciel warszawskiego przedmieścia, znający życie od podszewki, pod powłoką humoru był twardy, bezwzględny, mściwy. Niemców szczerze nienawidził i poprzysięgał im okrutną zemstę za Warszawę, za siebie, za wszystkich tych, których własnymi rękami musiał znosić do leichenhali [kostnica obozowa]”.

Gdy przypatruję się tym różnorodnym głosom wspomnień dostrzegam, zupełnie zrozumiałą przecież, różną motywację przeżycia. W swoim wyważonym studium Langbein stwierdza, że pisze po to, aby dać przestrogę. Że przeżył po to, aby mówić jak było. To zadanie jest wciąż i wciąż aktualne. Ostatnie zdania „Ludzi w Auschwitz” to pytania, czy ludzkość wyciągnie odpowiednie wnioski z Auschwitz.

Dziś możemy śmiało powiedzieć, że nie. Po drugiej wojnie światowej wciąż dochodzi do ludobójstw, które są względnie daleko od Europy (Afryka, Tutsi i Hutu), bądź całkiem blisko, na jej samych peryferiach (masakra w Srebrenicy w dawnej Jugosławii). Miklós Nyiszli, anatomopatolog, który wykonywał sekcje zwłok ofiar eksperymentów pseudonaukowych doktora Mengele, spisał swoje wspomnienia, aby dać świadectwo prawdzie. I zaznaczyć wyraźnie, że jego praca w obozie, jak również działania Sonderkommando, palaczy zwłok, choć może budzić wstręt, była pracą ofiar. Nie ma tu żadnej mowy o współpracy z oprawcami. Nikt nie godził się na to z własnej woli, nikt tego nie pragnął. O tym trzeba mówić wyraźnie i dobitnie, również dzisiaj, gdy niefortunne wypowiedzi polityków zdają się negować granicę między ofiarami a katami.

„Dziesięć perspektyw widzenia Auschwitz”, red. Jadwiga Pinderska-Lech

„Dziesięć perspektyw widzenia Auschwitz”, red. Jadwiga Pinderska-Lech, Wydawnictwo Muzeum Auschwitz 2017

Wszystkim tym zebranym głosom towarzyszy chęć definitywnego wyjścia poza bramę Auschwitz na wolność, do życia – własnego, niezależnego, na własny rachunek. Charlotte Delbo gorzko stwierdza: „Żaden z nas nie powróci. Żaden z nas nie powinien był powrócić”. Ocaleni (lub jak postuluje badaczka Agnieszka Dauksza – przeżywcy) na zawsze już mają życie przedzielone obozem koncentracyjnym. Cokolwiek robią, jakkolwiek próbują żyć, zawsze wyłazi z nich Auschwitz. W snach, w pamięci ciała, w niezrozumiałej reakcji na muzykę, język niemiecki, określony zapach. Imre Kertesz, węgierski Żyd, laureat literackiej Nagrody Nobla, stwierdza w „Dzienniku galernika”: „Słyszę opinię, że spóźniłem się z «tym tematem». Że już nie jest aktualny. Że «ten temat» trzeba było podjąć wcześniej, przynajmniej dziesięć lat wcześniej, i tak dalej. A ja teraz znowu sobie uświadomiłem, że tak naprawdę nie interesuje mnie nic poza mitem Auschwitz. Jeśli myślę nad nową powieścią, znowu myślę tylko o Auschwitz. O czymkolwiek myślę, zawsze myślę o Auschwitz. Jeśli mówię o czymś na pozór całkiem innym, to i tak mówię o Auschwitz. Jestem medium ducha Auschwitz, Auschwitz mówi przeze mnie”. Już nie będzie powstać literatura obozowa pisana przez tych, którzy przeżyli, przez świadków. Teraz „duch Auschwitz” będzie czytał nas, zadając te same pytania.

Wyboru książek dokonała Jadwiga Pinderska-Lech. Poprzez włączenie do zbioru literackich świadectw udało jej się przypomnieć (a kto wie, czy tak naprawdę nie ocalić od zapomnienia) książek autorów, które były wydane tylko raz, jak choćby księdza Adama Ziemby, Hermanna Langbeina, Adolfa Gawalewicza, czy francuskiej pisarki, Charlotte Delbo, której twórczość zaczyna przeżywać renesans w rodzimej Francji. Wybór wspomnień ukazał się również w wersji angielskiej, dzięki czemu niektórzy (Ziemba, czy Gawalewicz) będą mogli być literacko odkryci przez zachodnich czytelników.

Praca redakcyjna Pinderskiej-Lech nad całą serią pomogła stworzyć „portret w portrecie” Auschwitz. Przy tak wielu głosach otrzymujemy zbiór różnorodnych spojrzeń na obóz koncentracyjny: lekarza, księdza, pielęgniarza, nosiciela zwłok, obozowego pisarza… Zawsze będzie to jednak opis jednego człowieka, bez względu na wiek, wykształcenie, płeć – więźnia.

To literackie puzzle, które nijak nie dają się ostatecznie ułożyć w jednej obraz. Bo takiego obrazu po prostu nie ma.