Ma Pan po swojej stronie wspaniałą elitę, która stanowi jaskrawy kontrast z jej poprzednikami. Możecie osiągnąć nieodwracalność procesu przemian pisał Jan Nowak-Jeziorański do Tadeusza Mazowieckiego w 1989 roku.

Publikujemy fragmenty listów, które ukazały się w kwartalniku „Więź” nr 3/2013 pod tytułem „Kurier z Waszyngtonu. Listy do premiera Tadeusza Mazowieckiego (październik 1989 – kwiecień 1990)”. Do druku podał je wówczas Tomasz Serwatka, doktor historii, kustosz w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu.

Annandale, 3 X 1989 r.

Pragnę serdecznie podziękować Panu za okazję dłuższej rozmowy w Warszawie[1]. Powróciłem do Stanów[2] w nastroju bardziej optymistycznym od tego, w którym przyjeżdżałem. Głównie dzięki Pana doskonałemu exposé, które oglądałem w telewizji na Okęciu i Pana pierwszym poczynaniom. Ekipa ludzi, którą dobrał Pan tak starannie, budzi otuchę. Świetne wrażenie wywarł wicepremier [Leszek] Balcerowicz. Jego energia, znajomość rzeczy i entuzjazm przyczyniły się wraz z wystąpieniem min. [Witolda] Trzeciakowskiego[3] do znacznego zwiększenia szans pomocy gospodarczej. Wielką wagę przywiązujemy do listopadowej wizyty [Lecha] Wałęsy. Departament Stanu niepokoi się, że na jakiś czas odsunie ona w cień Pana osobę. Byłoby dobrze, gdyby Pan mógł rozwiać te obawy. Wystarczy jeden telefon do ambasadora [Johna R.] Daviesa, podkreślający, jak bardzo zależy Panu na sukcesie Wałęsy.

Istnieje paląca potrzeba zaprowadzenia jakiegoś planu i porządku w programie amerykańskiej pomocy dla Polski. Moim zdaniem trzeba odróżnić pomoc doraźną, pomoc na bliższą metę i pomoc na dalszą metę. Niektóre projekty amerykańskie, jak na przykład Fundusz Prywatnej Przedsiębiorczości, przyniosą owoce najwcześniej za dwa lata. Tymczasem najpilniejsza jest pomoc doraźna w ciągu najbliższych miesięcy, która ułatwi Pana rządowi zahamowanie inflacji. Jeśli to Wam się nie uda, to wszystko inne może się okazać spóźnione, bo już w zimie fala strajków i niepokojów może przewrócić szanse poprawy i pogrążyć kraj w chaosie. Dlatego najważniejsza jest pomoc doraźna, która przyniesie efekt natychmiastowy. Pomoc żywnościowa z USA i Wspólnego Rynku wyraża się obecnie sumą 240 milionów dolarów, czyli nieco ponad 6 dolarów na głowę. Nie jest to dużo, ale przyniesie efekt psychologiczny, jako spektakularny znak pomocy z Zachodu. (…)

Najważniejszą rzeczą jest uzyskanie doraźnego, walutowego kredytu stabilizacyjnego. Walczymy[4] o jeden miliard dolarów. (…)

Czy pozwoli Pan, że na zakończenie streszczę w kilku słowach ocenę Waszych szans (być może jest ona powierzchowna, bo przecież opieram ją na obserwacji sytuacji z zewnątrz). Ma Pan po swojej stronie wspaniałą elitę, która stanowi jaskrawy kontrast z jej poprzednikami. Ma Pan szansę szybkiego rozmontowania totalitarnych struktur politycznych, monopoli i nonsensów blokujących poprawę gospodarczą. Możecie osiągnąć na tej drodze nieodwracalność procesu przemian. Partia rozlatuje się pod uderzeniem trzech ciosów: przegranych wyborów, częściowej utraty władzy, a co najważniejsze, utraty opiekuńczej ochrony ze strony sojusznika. Miodowy miesiąc współżycia z nomenklaturą będzie zapewne krótkotrwały, ale jeśli pozbędziecie się najgorszych, reszta przejdzie na Waszą stronę ze strachu o własne stołki. Najważniejsze, by aparatczyki uwierzyli, że obecny stan nie jest przejściowy i nie stawiali na powrót „betonu”. Wielkim atutem jest pełny dostęp do radia i telewizji.

Ekipa ludzi, którą dobrał Pan tak starannie, budzi otuchę

Umiejętne wykorzystanie tych instrumentów może zadecydować o zwycięstwie. Najgroźniejszym przeciwnikiem jest inflacja i Miodowicz[5], który przy pomocy swojego OPZZ chce ją rozkręcić do maksimum, doprowadzić do chaosu i po trupie kraju odzyskać pełną władzę. Zagrożeniem największym jest możliwość masowych strajków i niepokojów na przełomie roku albo nawet wcześniej. Przekreśliłaby ona szanse poprawy i przekonała Zachód, że Polska jest pozycją straconą.

Ufam, że przy pomocy Boga i dzięki swej mądrości i spokojnej stanowczości pokona Pan Premier wszystkie zagrożenia i wyprowadzi naszą polską łódź na spokojne wody.

Annandale, 30.11.1989

(…) Klimat otaczający Polskę nie był tu nigdy tak przychylny. Dlatego niepokój budzą docierające z kraju pogłoski o dalszej zwłoce w załatwieniu sprawy przenosin karmelitanek[6]. Stanowisko Pana Premiera i rządu nie budzi żadnych wątpliwości. Koła żydowskie wciąż natomiast są skłonne do podejrzeń, że lokalne władze kościelne w Polsce grają na zwłokę. Usunięcie tych wątpliwości jest pilne i konieczne, by zapobiec ponownemu wybuchowi w tej sprawie przed Pana przyjazdem. Wydaje mi się, że sprawa międzynarodowej pomocy dla Polski wygląda obecnie dużo lepiej. (…)

Przed wizytą Pana Premiera w Moskwie[7] był tam [Zbigniew] Brzeziński[8] i odbył dwugodzinną, bardzo szczerą, rozmowę z Jakowlewem[9]. Wyszedł z niej z przekonaniem, że wyjaśnienie sprawy Katynia jest możliwe w szerokim kontekście masowych morderstw popełnionych także na ludności ZSSR. Jakowlew mówił z dużą irytacją o wystąpieniu ministra [Krzysztofa] Skubiszewskiego[10], który domagał się odszkodowania dla polskich ofiar stalinizmu. Twierdził, że Polacy nie pamiętają, że uwolnienie Polski od Niemców ZSSR okupił bardzo wysoką ceną w stratach ludzkich i materialnych. Prof. Brzeziński sądzi, że żądanie odszkodowań może utrudnić zamknięcie sprawy Katynia.

Nie potrzebuję Pana Premiera przekonywać, że chociaż Kongres Polonii [Amerykańskiej][11] przeżywa obecnie głęboki kryzys wewnętrzny, jesteśmy tu Panu całkowicie oddani, a ja osobiście pragnę pomagać choćby w najskromniejszym zakresie. (…) Śledzimy tu z wielkim uznaniem wszystkie poczynania Pana Premiera i Pana borykanie się z gigantycznymi trudnościami.

Annandale, 17.12.89

Korzystając z upoważnienia dr. Zbigniewa Brzezińskiego, przesyłam wyłącznie do Pana poufnej wiadomości jego notatki ze spotkania z Jakowlewem i wnioski z wizyty w ZSSR. Chociaż rozmowa miała miejsce 31 października br., nie utraciła swej aktualności. Wydają się wynikać z niej dwa wnioski, które mogą być Panu Premierowi przydatne. [Po pierwsze], sprawa Katynia mogłaby być załatwiona w szerokim kontekście zbiorowych morderstw dokonanych przez Stalina nie tylko na ludności polskiej, ale także na Rosjanach, Ukraińcach, Żydach itp. W takim układzie oficjalne ujawnienie sprawców zbrodni byłoby dużo łatwiejsze do przełknięcia, zarówno przez władze, jak też opinię publiczną.

Drugą przeszkodę stanowi obawa przed odszkodowaniami na rzecz ofiar stalinizmu. Liczba tych ofiar w samym ZSSR przekracza 50 milionów ludzi, więc odszkodowania naraziłyby państwo na bankructwo. Jakowlew oburzał się wobec Brzezińskiego na wystąpienie w tej sprawie min. Skubiszewskiego, twierdząc, że Polacy zapominają o stratach, jakie ZSSR poniosło w walce z hitleryzmem. Jest to oczywiście argument bardzo nieprzekonujący w świetle historii, ale dobrze ilustruje sowiecki sposób rozumowania.

Annandale, 1. 1. 90

(…) W batalii, która czeka Pana rząd, zwycięstwo będzie zależało głównie od czynnika psychologicznego. Mamy nadzieję, że potężna broń, jaką jest w tej bitwie telewizja i radio, zostanie w pełni wykorzystana. Wiosna będzie zapewne momentem najbardziej krytycznym. Wielkie znaczenie psychologiczne miałaby jeszcze jedna wizyta Papieża, choćby nawet ograniczyła się do nabożeństwa i kazania na Jasnej Górze w dniu odnowionego święta narodowego i święta Królowej Polski, 3 maja 1990 r.[12]. Miałaby ona z pewnością wpływ uspokajający, podtrzymujący nadzieje i podpierający Pana rząd.

Wystąpiłem z tym pomysłem w czasie lunchu w Castel Gandolfo w dn[iu] 13 września. Nie oczekiwałem żadnej odpowiedzi, ale wyczułem wielkie zainteresowanie i zauważyłem głębokie zastanowienie. Podsuwam więc tę myśl pod rozwagę. Jest rzeczą bardzo ważną, aby Pan premier mógł wystąpić w czasie wizyty w USA na forum Narodów Zjednoczonych. Dałoby to okazję do zajęcia stanowiska wobec obu naszych sąsiadów, a zwłaszcza sprawy zjednoczenia Niemiec, która będzie w tym roku nabrzmiewała.

(…) W tym krytycznym Nowym Roku, który dziś się zaczyna, myślą, sercem i modlitwą będziemy przy Panu, Panie Premierze. Oby przy Bożej i ludzkiej pomocy rok 1990 był szczęśliwym dla Pana i dla Polski.

Annandale, 27.1.1990

Idąc za zachętą przekazaną mi przez ks. Macieja Ziębę[13], pragnę przedstawić za jego pośrednictwem kilka sugestii, związanych z Pana marcową wizytą w Waszyngtonie. Przywiązujemy do niej bardzo wielkie znaczenie. Prezydent Havel[14] zabiega bardzo energicznie o to, by Pana tu wyprzedzić i ściągnąć na siebie największą uwagę i rozgłos. Chce więc, by zaproszono go na połowę lutego. Odnoszę wrażenie, że Czechom zależy niezmiernie na tym, by jak najszybciej odebrać Polakom palmę pierwszeństwa w walce o demokrację w Europie Wschodniej i wystąpić tu w roli przedstawicieli jedynego państwa, które ma w tym rejonie nieprzerwaną tradycję demokracji parlamentarnej. Mam nadzieję, że nie zniechęci to strony polskiej do cierpliwego szukania zbliżenia z obu narodami: czeskim i słowackim.

W moim przekonaniu byłoby błędem, gdyby głównym celem Pana wizyty miało być domaganie się większej pomocy gospodarczej. Amerykanie uważają, że dali maksimum tego, na co było ich stać. Zdobędzie Pan sobie dużo dobrej woli, jeśli Pan będzie dziękował raczej niż prosił o więcej. Co wcale nie oznacza rezygnacji z dalszej pomocy na przyszłość. W swoich wystąpieniach powinien Pan Premier kłaść raczej nacisk na przedstawienie planów na przyszłość, dotychczasowych osiągnięć oraz trudności i niebezpieczeństw. Rozmówcy sami powinni wyciągnąć wnioski z tego, co usłyszą.

Śledzimy tu z wielkim uznaniem wszystkie poczynania Pana Premiera i Pana borykanie się z gigantycznymi trudnościami

Powinien Pan Premier znać tutejsze nastroje. Część elity rządzącej uważa, że rozbiórka systemu komunistycznego stała się czymś nieodwracalnym, natomiast proces demokratyzacji stoi w obliczu poważnych zagrożeń i w razie niepowodzenia reformy gospodarczej mogą odrodzić się dyktatury w jakiejś innej formie. W interesie Stanów Zjednoczonych leży więc szeroki program pomocy, który pozwoli na konsolidację rodzących się demokracji. Po tej linii w moim przekonaniu powinna iść Pana argumentacja. (…) Po przeciwnej stronie stoją ci, którzy uważają, że Ameryka nie powinna angażować się w sprawy Europy Środkowo-Wschodniej, ponieważ jest ona z góry skazana na nacjonalistyczne dyktatury, konflikty etniczne i religijne, wzajemne roszczenia terytorialne itd.

W swoich wystąpieniach powinien Pan, Panie Premierze, kłaść nacisk na to, że Solidarność stanowi wzorzec, który USA powinny popierać we własnym interesie, [jako] model ruchu, który odrzuca stosowanie siły, głosi tolerancję wobec mniejszości etnicznych i religijnych, szuka dialogu z przeciwnikami i łagodzenia odwiecznych antagonizmów, stoi na stanowisku nienaruszalności swoich granic (na zachodzie czy na wschodzie) oraz pojednania z sąsiadami. Model taki bardzo przemawia Amerykanom do przekonania.

Jak już pisałem poprzednio, sprawa zjednoczenia Niemiec i granic będzie z pewnością figurować na porządku dziennym rozmów w Waszyngtonie. Rząd Pana zajął w tej sprawie bardzo słuszne stanowisko (…)

Annandale, 6.4.90

ściśle poufne

(…) Główny problem bilateralnych stosunków z USA ma charakter techniczny. Czołowi decydenci mają na głowie cały świat, a w wypadku Prezydenta także własny, olbrzymi kraj. Jest bardzo trudno skupić ich uwagę na sprawach polskich, choćby na chwilę. Dolne zaś i średnie szczeble biurokracji (nie wyłączając amb. Daviesa) także mają bardzo ograniczony dostęp do swojej góry. Znaczenie Pana wizyty, a w przyszłości rozmowy telefonicznej polega właśnie na tym, że kierują na Polskę uwagę Prezydenta i dopuszczają do wpływu niższe szczeble hierarchii urzędniczej. W obecnym układzie są to ludzie, którzy nam sprzyjają. Z tych samych względów bardzo ważne będzie zaproszenie Bakera do Polski. Wiem, że była już o tym mowa. Trzeba jednak naciskać przez Daviesa i przyszłego ambasadora RP na ustalenie daty.

Najważniejszym chyba historycznym osiągnięciem było Pana przemówienie na żydowskim bankiecie. Tym jednym wystąpieniem rozładował Pan skutecznie fatalny antagonizm polsko-żydowski. Powiedział Pan Premier wszystko, co należało powiedzieć. Żydzi podkreślają jednak, że nie ograniczył się Pan do słów. Gotowość udzielenia tranzytowych i lotniczych ułatwień Żydom z Rosji, pomimo związanego z tym ryzyka, radykalnie zmieniło nastawienie czynników żydowskich wobec Polski. Żydowscy działacze, którzy ze mną później rozmawiali, wpadli w euforię. Twierdzą, że jest to początek nowej ery w stosunkach Żydów i Polaków. Będzie to miało ogromne znaczenie polityczne, nie mówiąc o aspekcie moralnym (…).

Wizyta Pana zarówno w Londynie, jak i w Stanach, miała przełomowe znaczenie dla zbudowania mostu współpracy z Polonią i emigracją. (…)

Polacy lubią symbole. Z tych względów byłoby bardzo wskazane, gdyby Prymas i Premier zaprosili do Warszawy na 55. rocznicę zgonu Piłsudskiego (12 maj 1990) jego dwie córki: Wandę[18] i Jadwigę[19]. Obie są już po siedemdziesiątce, a zdrowie starszej mocno szwankuje. Jest to więc ostatni dzwonek. Ich wizyta miałaby duże znaczenie, zwłaszcza, gdyby udało się ulokować obie w Belwederze[20] (…).

Nie wiem, czy te wszystkie sugestie na coś się przydadzą, ale mam nadzieję, że przyjmie je Pan Premier w tym samym duchu, w jakim je wysyłam. We wszystkich Pana niełatwych zmaganiach sercem i myślą jesteśmy z Panem. Powtarzam, że ta deklaracja jest zupełnie bezinteresowna, bo nie aspiruję do żadnej innej roli poza tą, którą obecnie spełniam. Do kraju nie zamierzam wracać[22], bo znalazłbym się tam w stanie spoczynku, a pomimo moich 76 lat uważałbym to za przedwczesne.

Fragmenty listów, które ukazały się w kwartalniku „Więź” nr 3/2013 pod tytułem „Kurier z Waszyngtonu. Listy do premiera Tadeusza Mazowieckiego”. Podał do druku Tomasz Serwatka, doktor historii, kustosz w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu.


[1] Jan Nowak-Jeziorański (1914-2005) przebywał w Polsce w drugiej połowie sierpnia 1989 r., kiedy to na zaproszenie Lecha Wałęsy przybył do kraju po 45 latach emigracji politycznej. Wyjechał z Polski 12 września.
[2] Nowak przebywał w USA na stałe od jesieni 1977 do lipca 2002 r. Mieszkał w Annandale pod Waszyngtonem.
[3] Witold Trzeciakowski (1926-2004), profesor ekonomii. W gabinecie Mazowieckiego minister bez teki oraz szef Rady Ekonomicznej.
[4] Autor ma tu zapewne na myśli Kongres Polonii Amerykańskiej, którego był w owym czasie jednym z dyrektorów. Od lat prowadził on również w Waszyngtonie swój prywatny lobbing na rzecz sprawy polskiej, wykorzystując doskonałe stosunki osobiste z różnymi wpływowymi Amerykanami.
[5] Alfred Miodowicz (ur. 1929), przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych w latach 80., członek Biura Politycznego KC PZPR w latach 1986-1989. Przegrał słynną debatę telewizyjną z Lechem Wałęsą 30 listopada 1988 roku.
[6] Chodzi o – uzgodnione przez władze kościelne ze środowiskami żydowskimi – przeniesienie sióstr karmelitanek z budynku tzw. starego teatru, przylegającego do terenu byłego obozu zagłady Auschwitz, do nowego klasztoru, oddalonego o kilkaset metrów.
[7] Tadeusz Mazowiecki przebywał w Moskwie od 15 do 18 listopada.
[8] Zbigniew Brzeziński (ur. 1928), historyk i politolog, profesor na kilku uczelniach amerykańskich, demokrata, w okresie 1977-1981 doradca prezydenta USA Jimmy’ego Cartera do spraw bezpieczeństwa narodowego. Osobisty przyjaciel Jana Nowaka.
[9] Aleksandr Nikołajewicz Jakowlew (1923-2005), faktyczny twórca doktryny „pieriestrojki” Michaiła Gorbaczowa, jego zausznik i doradca, życzliwy Polsce.
[10] Krzysztof Skubiszewski (1926-2010), profesor prawa międzynarodowego, w latach 1989-1993 minister spraw zagranicznych RP w gabinetach T. Mazowieckiego, J. K. Bieleckiego, J. Olszewskiego i H. Suchockiej.
[11] Polish American Congress, powstały w 1944 roku. W okresie największej aktywności Nowaka, prezesami KPA (PAC) byli Alojzy A. Mazewski (1967-1988) i Edward Moskal (1988-2005).
[12] Czwarta pielgrzymka Jana Pawła II do Polski miała miejsce w czerwcu 1991 r.
[13] Maciej Zięba (ur. 1954), fizyk, działacz „Solidarności”. Od 1989 r. dominikanin. W latach 1990-1991 przebywał na stypendium w Waszyngtonie.
[14] Vaclav Havel (1936-2011), czeski dramaturg i eseista. Lider czechosłowackiej opozycji antykomunistycznej. Od 1989 do 1992 prezydent Czechosłowacji, od 1993 do 2003 r. prezydent Republiki Czeskiej.
[15] Odpowiednik polskiego marszałka Sejmu.
[16] Tom Foley (ur. 1929), demokrata z Waszyngtonu, spiker Izby od 1989 do 1995 r.
[17] Robert (Bob) Dole (ur. 1923), republikanin z Kansas, prawnik. W 1996 r. był kandydatem na prezydenta USA, ale przegrał z Billem Clintonem.
[18] Wanda Piłsudska (1918-2000), z zawodu lekarka.
[19] Jadwiga Jaraczewska z Piłsudskich (ur. 1920). W 1990 r. powróciła wraz z siostrą do Polski za stałe. Zamieszkała w Sulejówku. Teściowa Janusza Onyszkiewicza.
[20] Trudno wykonalne, ponieważ mieszkał tam wtedy i urzędował ciągle gen. Jaruzelski.
[21] Chodzi o oficjalne traktaty: podpisany w Zgorzelcu w lipca 1950 r. z NRD oraz traktat warszawski z RFN z 7 grudnia 1970 r.
[22] W lipcu 2002 r., po 58 latach emigracji, Jan Nowak-Jeziorański wrócił do Polski i zamieszkał na stałe w Warszawie. Zmarł 20 stycznia 2005 r.