Pytania, które zadają nam rozmaite książeczki (lub strony internetowe) z rachunkiem sumienia, sprawiają, że łatwo zapomnieć o tym, że te pytania nie płyną do nas z zewnątrz, nie zadaje nam ich żadna instancja zewnętrzna, ale nasze sumienie, czyli sąd naszego własnego rozumu.

Pierwszym z warunków sakramentu pojednania jest rachunek sumienia. Dobrą i pobożną praktyką jest czynienie go często, najlepiej codziennie wieczorem. Służy on wtedy, jak zalecał zwłaszcza św. Ignacy Loyola, nie tylko przepraszaniu za grzechy, ale przede wszystkim dziękczynieniu za otrzymane łaski. Natomiast niezbędny rachunek sumienia staje się przed przystąpieniem do spowiedzi. Pomocą służą wtedy rozmaite książeczki (lub strony internetowe) z rachunkiem sumienia (swoją drogą często mają one większy wpływ na to, co konkretnie jest uważane przez wiernych za grzech, niż uczone podręczniki teologii moralnej czy sam katechizm). Prawie zawsze mają formę pytań, co sprawia, że łatwo zapomnieć o tym, że ostatecznie te pytania nie płyną do nas z zewnątrz, nie zadaje nam ich żadna instancja zewnętrzna, ksiądz, policjant czy wspomniana książeczka, ale nasze sumienie, czyli sąd naszego własnego rozumu.

W dużej mierze o tym traktuje ostatnie opowiadanie z opublikowanego w 1956 roku tomu Hanny Malewskiej „Sir Tomasz More odmawia: Spowiedź w Saint-Germain-des-Prés”. Tytułowe opactwo, znajdujące się w Paryżu, było miejscem ostatnich lat życia i śmierci króla Jana Kazimierza po jego abdykacji w 1668 roku. Akcja opowiadania rozgrywa się w czasie, gdy król jest już bliski śmierci, choć wbrew tytułowi nie o samą spowiedź tu chodzi, ale właśnie o przygotowanie do tego sakramentu. Jan Kazimierz, nie chcąc odsłaniać swojej duszy przed znającymi go już księżmi-domownikami, wzywa spowiednika z zewnątrz i zaczyna z nim rozmowę, dzięki której może stopniowo badać swoje sumienie.

Czyni to w sposób najbardziej powszechny, czyli odpytując samego siebie z wierności przykazaniom: „Nie mów fałszywego świadectwa”, „Nie zabijaj” „Miłuj bliźniego”. Jednak już na pytanie spowiednika: „Czy grzeszyliście, bracie, również przeciw piątemu przykazaniu?” odpowiada: „Zdaje się, że powyżej stu tysięcy trupów to się już nie liczy, mon père”.

To rachunek sumienia, a nie wyznanie grzechów może być najbardziej bolesną częścią całego procesu pokuty. Przed oczyma umierającego króla stają Piławce, Beresteczko, śluby lwowskie, rokosz Lubomirskiego. Świadomość tego, że przeszłości nie da się zmienić, na pewno mu ciąży, choć nie zawsze się do tego przyznaje. Czasem mówi się o „sumieniu czystym, bo nieużywanym” – Jan Kazimierz udaje przez chwilę, że właśnie tak te sprawy traktuje: pozornie lekceważąco podchodzi do „grzeszków, zbytku, kobiet”. Jednak zaraz potem – zastanawiając się, co by było, gdyby Władysławowi IV udało się przeforsować plany wojny z Turcją – mówi: „Ja zaś byłbym może sławnym w świecie pogromcą Islamu oraz człowiekiem bez cas de conscience… uważającym, że chłopi w ogóle nie istnieją, tylko ekonomowie i regularne intraty”.

Spowiednik z opowiadania Malewskiej jest rozmówcą niemal przeźroczystym: nie zna wydarzeń z dalekich krajów (choć potrafi dobrać do nich francuskie analogie), interesuje go sumienie króla, a nie toczone przez niego wojny. Gdy Jan Kazimierz opowiada o grzechach innych – magnatów, Kozaków – ksiądz konsekwentnie sprowadza go na poziom konkretu i osobistej odpowiedzialności. Jeśli ma się faktycznie przygotowywać na śmierć, to nie ma sensu zastanawianie się, czy zdoła coś jeszcze zrobić dla poprawienia losu chłopów pańszczyźnianych, co ślubował niegdyś uroczyście we Lwowie. Już ważniejsze jest to, że troszczy się o zapewnienie godziwego losu dziecku z nieprawego łoża, które spłodził już tu, we Francji.

Król dyskutuje ze swoim spowiednikiem o sprawach wielkich, o sprawiedliwości społecznej, dopuszczalności przemocy, wojnie sprawiedliwej. Penitent rozpala się coraz bardziej, by przejrzeć w pewnym momencie, do czego zmierza ta rozmowa: „będziecie mogli mnie rozgrzeszyć, bo coś kochałem?”. Na koniec jednak dodaje: „na pewno nie potrafię być sędzią we własnej sprawie. Toteż jak inni wolę rozmieniać Wielkie Przykazanie na całe mnóstwo małych. I wobec tego gotów jestem do spowiedzi z grzechów ostatniego miesiąca”.

To jest fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, zima 2017.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!