Powszechnie dostępny rejestr pedofilów nie służy zapobieganiu przestępczości. Jego stworzenie to przykład populistycznej dehumanizacji i dechrystianizacji polskiego prawa karnego.

Z początkiem 2018 r. Ministerstwo Sprawiedliwości utworzyło Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym, w istocie składający się z dwóch odrębnych wykazów: powszechnie dostępnego oraz o ograniczonym dostępie. To efekt obowiązywania ustawy z dnia 13 maja 2016 roku o przeciwdziałaniu przestępczości na tle seksualnym. Według jej zapisów rejestr jest jednym z trzech szczególnych środków ochrony przed tym rodzajem przestępczości – obok nałożonych ustawą na określone podmioty obowiązków weryfikacji osób ubiegających się o zatrudnienie oraz obowiązku określenia szczególnego zagrożenia przestępczością na tle seksualnym w formie policyjnej mapy zagrożeń przestępstwami na tle seksualnym.

O ile nakładanie pewnych obowiązków weryfikacyjnych np. na pracodawców przed zatrudnieniem osób pracujących z dziećmi czy też stworzenie policyjnej mapy zagrożeń przestępstwami na tle seksualnym – a nawet uruchomienie rejestru o ograniczonym dostępie, umożliwiającego weryfikację szczególnych grup zawodowych – może rzeczywiście w jakimś stopniu pełnić funkcję ochronną przed przestępczością seksualną, o tyle trudno uznać, by wprowadzenie powszechnego publicznego rejestru sprawców było rozwiązaniem racjonalnym.

Troska o poklask opinii publicznej zastępuje troskę o argumenty naukowe

Jest to narzędzie populistyczne, niehumanitarne i po prostu nieskuteczne. Gdy myślę o publicznym rejestrze – już teraz powszechnie nazywanym „rejestrem pedofilów i gwałcicieli” – z którym każdy może się zapoznać, od razu mam przed oczami sceny z filmu „Polowanie” w reżyserii Thomasa Vinterberga. Tam już samo oskarżenie wystarczyło, by zniszczyć życie głównego bohatera. Tutaj nie trzeba będzie oskarżenia, wyrok przecież już jest. Teraz tylko trzeba czekać na publiczny lincz.

Populizm penalny

Niestety, stworzenie takiego rejestru to kolejny krok w kierunku dehumanizacji polskiego prawa karnego. Co warto podkreślić, krok nie tylko związany z działaniami obecnej większości parlamentarnej, lecz obecny także w przeszłości. Przypomnijmy chociażby łamiącą zakaz podwójnej karalności ustawę z 22 listopada 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób (nazywaną wielokrotnie tzw. ustawą o bestiach), jak też mniej rażące, ale wyraźne działania oderwane od argumentów naukowych, jak chociażby stała tendencja do zaostrzania kar czy poszerzanie zakresu kryminalizacji bez uzasadnienia.

Obecnie już chyba żaden polski polityk nie potrafi merytorycznie i z przekonaniem ukazywać absurdów populizmu penalnego. Troska o poklask opinii publicznej zastępuje troskę o argumenty naukowe. Przedstawiciele nauki prawa karnego są w równym stopniu ignorowani przez kolejne ekipy rządzących. Nie chodzi mi jednak o lekceważenie środowiska naukowego – do tego zdążyliśmy przywyknąć. Chodzi o uporczywe wmawianie opinii publicznej, że mamy do czynienia z rozwiązaniami racjonalnymi, podczas gdy wszechobecny jest już li tylko populizm penalny.

Zwolennicy powszechnie dostępnego publicznego rejestru sprawców przestępstw na tle seksualnym powołują się przede wszystkim na argument, że ważniejsza od praw sprawców jest ochrona dzieci. To fałszywa dychotomia. Dobre prawo karne musi być tak ukształtowane, by chronić prawa każdej jednostki, starając się je wyważyć w ramach systemu, a nie tworzyć system ich konfrontacji.

Tworzenie powszechnie dostępnego rejestru niewiele ma wspólnego z rzeczywistą ochroną potencjalnych ofiar

Ponadto tworzenie rejestru publicznego dostępnego powszechnie niewiele ma wspólnego z rzeczywistą ochroną potencjalnych ofiar. Jest to raczej barbarzyńska wydmuszka, w środku której nie znajdziemy żadnej z zasad prawa karnego demokratycznego państwa. Nie ma tu zasady humanizmu (każdy, nawet najgorszy zbrodniarz nie przestaje być człowiekiem i nie może być pozbawiony godności osoby ludzkiej), subsydiarności (wprowadzając tego rodzaju rozwiązania trzeba udowodnić, że są absolutnie konieczne oraz bardziej skuteczne od innych), sprawiedliwości (wymierzanie sprawiedliwości karnej i działania z nią związane nie mają być odwetem czy zemstą), a nawet legalizmu (mimo że rejestr jest ukształtowany jako rozwiązanie administracyjnoprawne, w istocie wprowadza z mocą wsteczną sankcję karną, nieznaną ustawie w chwili popełnienia określonych przestępstw).

Krytykując ten publiczny i powszechnie dostępny rejestr, nie bronię, rzecz jasna, w żaden sposób zła wyrządzanego przez przestępców. Bronię człowieka, w istocie każdego z nas. Walka z przestępczością seksualną (zwłaszcza ochrona przed nią dzieci) winna być priorytetem każdego ministra sprawiedliwości. Chodzi jednak o to, by była ona prowadzona w poszanowaniu praw każdego człowieka i sensownie, nie zaś bazowała na ludzkich instynktach czy strachu.

Zadajmy sobie pytanie (raczej retoryczne): czy umieszczenie danego sprawcy w powszechnym publicznym rejestrze może zapobiec chociaż jednemu przestępstwu w ten sposób, że odstręczy potencjalnego sprawcę od bezprawnego działania? Jedyny skutek, jaki rejestr może odnieść, to napiętnowanie wszystkich, bez wyjątku. Rejestr nie ma przecież względu chociażby na sposób życia i postawę sprawcy po popełnieniu przestępstwa. Eksperci wskazują na przykład, że umieszczenie w rejestrze może przeszkodzić w skutecznej terapii sprawcy, który traci motywację do pozytywnej zmiany.

Otrzymaliśmy zatem narzędzie raczej do linczu, a nie do zapobiegania przestępczości. Rejestr to miejsce potępienia i ślepej, bo bezcelowej, dolegliwości. Brak jest natomiast jakiegokolwiek dowodu na to, by system mógł rzeczywiście zapobiegać przestępczości seksualnej wobec dzieci. To natomiast, że podobne systemy funkcjonują w innych krajach, nie zmienia oceny przyjętego rozwiązania. Otrzymujemy bowiem pozorowane działania, pozostajemy z nierozwiązanymi problemami. Tyle miałbym uwag z karnoprawnego punktu widzenia.

Człowiek się nie liczy

Pozwolę sobie jednak na dygresję luźno powiązaną z prawem karnym. Ostatnio premier Mateusz Morawiecki mówił o potrzebie rechrystianizacji Europy. Może zatem warto, aby poprosił Ministerstwo Sprawiedliwości, by dalej nie dechrystianizowało polskiego prawa karnego, wprowadzając kolejne rozwiązania, które gotowe są poświęcić godność osoby ludzkiej w imię realizacji populistycznych pomysłów. Niewiele osób uświadamia sobie, że wspomniane zasady polskiego prawa karnego (humanizm, sprawiedliwość, subsydiarność, legalizm) w istocie mają wymiar nie tylko uniwersalny, ale także da się znaleźć ich najgłębsze uzasadnienie w wartościach chrześcijańskich. Nie da się na przykład zgadzać z założeniami personalizmu katolickiego przy jednoczesnej zgodzie na zrównanie wszystkich w jednym powszechnym rejestrze.

Wprowadzając rozwiązania lekceważące godność osoby ludzkiej, Ministerstwo Sprawiedliwości dechrystianizuje polskie prawo karne

Czy uznając godność każdej osoby ludzkiej i wierząc w możliwość poprawy każdego człowieka, możemy godzić się na funkcjonowanie rejestru w takim kształcie? Czy naprawdę – jako społeczeństwo mieniące się chrześcijańskim – nie możemy poszukać innych pomysłów? Owszem, ktoś powie, że nie powinienem mylić porządku prawnego z wiarą. Jeśli jednak przekonania religijne mogą i mają wpływać na zakres ustawodawstwa w innych obszarach życia, to dlaczego nie miałyby być podstawą oceny instytucji systemu prawa karnego, stawiając na pojednanie, przebaczenie i karę sprawiedliwą, dolegliwą, nieuniknioną, lecz zachowującą godność każdego człowieka i dającą zawsze szansę na poprawę?

Ponadto obawiam się, że ten rejestr to początek. Za chwilę może pojawią się projekty rejestru sprawców kradzieży, oszustów, nietrzeźwych kierowców. A może ktoś zostanie umieszczony w obecnie istniejącym już rejestrze przez przypadek? Cóż z tego, że potem omyłka zostanie wymazana z internetu? Wątpliwości jest więcej.

Tymczasem słyszymy, że otrzymaliśmy w prezencie noworocznym „wyjątkowy rejestr” i „sukces rządu”. Zamiast zwiększyć nakłady na pracę resocjalizacyjną ze skazanymi, w tym specjalistyczną terapię. Zamiast zwiększyć nakłady na edukację i kampanie społeczne uczące unikania niebezpiecznych sytuacji. Zamiast zwiększyć nakłady na kształcenie nauczycieli i wychowawców chociażby poprzez kursy psychologiczne, umożliwiające im adekwatną reakcję w sytuacji zagrożenia.

Kolejny raz człowiek się nie liczy. Zarówno ten, którego rejestr przed niebezpieczeństwem nie uchroni, jak i ten, który wyrządził zło i jest dalej zdolny do jego wyrządzania. Tak w istocie jest z każdym populizmem. Odwołując się do wielkich wartości, w istocie za nic je sobie poczytuje. Tymczasem nauka prawa karnego jest trudna, wymagająca dyskursu, wyważenia racji, ogromnego wysiłku, a przede wszystkim pogodzenia się z tym, że walka z przestępczością nie jest prosta. Wymaga bowiem przede wszystkim uznania, że każdy, nawet największy zbrodniarz pozostaje człowiekiem. A skoro tak, to ograniczając jego prawa, trzeba wykazać potrzebę i racjonalność takiego działania.