Postaci, które wymienia się jako potencjalnych muzułmańskich Lutrów, nie są wiarygodne dla większości muzułmanów i nie stanowią dla nich autorytetu religijnego.

W różnych mediach, na panelach i spotkaniach dyskusyjnych nierzadko padają stwierdzenia, że islam potrzebuje reformy, że przyszedł czas na muzułmańskiego Lutra. A po reformacji/reformie na wzór protestanckiej w islamie „skończą się problemy, jak skończyły się w chrześcijaństwie”. Chodzi tu o przekonanie, że Reformacja przyniosła w rezultacie separację religii od państwa, społeczeństwo świeckie i demokratyczne.

Jako katoliczka oczywiście mam z tymi wezwaniami pewien problem – mój Kościół przecież nie przeszedł reformacji, a zaakceptował rozdział od państwa. Jednak takie wołania o reformę na wzór tej chrześcijańskiej wiążą się z kwestią znacznie poważniejszą, gdyż wychodzą od osób, które nie są muzułmanami albo niedawno nimi być przestały, zaś postaci typowane na muzułmańskiego Lutra są co najmniej kontrowersyjne. A islam podlegał reformowaniu i nadal podlega, tylko nie wiadomo, czy niektóre z tych reform – zresztą w formie zbliżone do reform Lutra – nam się spodobają.

Chociaż wołania o reformę w islamie słyszalne są szczególnie mocno od 20–30 lat, to już w wydanej w 1882 r. książce „The Future of Islam” Wilfrid Scawen Blunt napisał, że islam musi „wypracować sobie reformację” podobną do tej, która wydarzyła się w Europie. W ciągu ostatnich stu lat poświęcono temu tematowi niejedną pozycję naukową, jak na przykład „An Islamic reformation?” pod redakcją Michelle Browers i Charlesa Kurzmana czy Adbullahiego Ahmada An-Na’ima „Towards and Islamic Reformation: Civil Liberties, Human Rights, and International Law”.

Szczególnie często wezwania do reformacji w islamie pojawiają się w mediach zachodnich i tak na przykład 12 maja 2015 r. amerykański „Newsweek” opublikował tekst „We need a Muslim reformation”, zaś „Belfast Telegraph” 25 maja 2017 r. – „Why it is time for an Islamic Reformation” itd. Nierzadko teksty takie ukazują się po którymś z zamachów dokonanych przez muzułmanina, ale nie zawsze.

Ciekawe jest przy tym, kto jest typowany na „muzułmańskiego Lutra” – jak zauważają bowiem we wstępie do swojej książki Michelle Browers i Charles Kurzman: „Konserwatywni dziennikarze tak samo skwapliwie jak liberalni akademicy szukają muzułmańskiego Lutra”.

Kto ma być Lutrem w islamie?

Jedną z częściej typowanych osób jest znana na całym świecie imigrantka z Somalii, Ayaan Hirsi Ali, która stała się znana ze swoich antymuzułmańskich wystąpień oraz z tego, że starając się o azyl w Holandii, skłamała na temat powodów, dla których musiała opuścić ojczyznę – i z tego powodu została pozbawiona mandatu posła. Nawet w Polsce w „Newsweeku” ukazał się w 2015 r. artykuł nazywający już w tytule Ayaan Hirsi Ali Lutrem islamu. W tym samym roku ukazała się jej książka „Heretic: Why Islam Needs a Reformation Now” (polski tytuł Heretyczka nie zawiera drugiej części), choć ona sama, co ciekawe, deklaruje, że porzuciła islam i jest ateistką.

Podobna postać wymieniana w tej roli to Irshad Manji, autorka książki „Kłopot z islamem”, w której wzywa do zreformowania religii muzułmańskiej. O ile jej obserwacje są w dużej mierze słuszne, to jednak proponowane remedium na wskazywane przez nią problemy – uznanie, że Koran nie został zesłany przez Boga w całości – raczej nie odniesie sukcesu wśród muzułmanów, gdyż jest to tak, jakby zaproponować chrześcijanom początek reformy ich religii od uznania, że Jezus Chrystus nie był Synem Boga.

Problemem w uznaniu tych dwóch postaci za odpowiedniki Marcina Lutra jest zatem przede wszystkim to, że obie nie są wiarygodne dla większości muzułmanów i nie stanowią dla nich autorytetu religijnego, już to ze względu na brak studiów teologicznych oraz odpowiedniej wiedzy, już to ze względu na deklarowany ateizm (Ali) czy publicznie znany homoseksualizm (Manji) – zgodnie z nauczaniem islamu praktykowanie homoseksualizmu jest grzechem.

To jest fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, zima 2017.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!