Jeśli wierzyć materiałom MSW, do kurii warszawskiej „wiadomość o rozruchach w Gdańsku” dotarła dopiero po dwóch dniach od ich rozpoczęcia – rankiem 16 grudnia. „Informacja ta – jak zanotowano – bardzo poruszyła kurialistów”.

Gdy w lipcu 2000 roku w Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji zbierałem materiały do monografii Grudnia 1970[1], otrzymałem między innymi teczkę z dokumentami dotyczącymi tej problematyki, wytworzonymi w Departamencie IV MSW. Zajmował się on sprawami Kościoła katolickiego i – w odpowiednio mniejszym zakresie – także innymi wyznaniami. Dyrektorem Departamentu IV był w owym czasie pułkownik Stanisław Morawski. On też był autorem większości dokumentów znajdujących się w teczce opatrzonej sygnaturą MSW II 3975.

Należy dodać, że – siłą rzeczy – mogłem skorzystać tylko z tych dokumentów, które we wspomnianej teczce zostały mi udostępnione. Był to zbiór niekompletny, przy czym nie wiadomo, czy brakujące dokumenty nie zachowały się do naszych czasów, czy też z jakichś powodów mi ich nie udostępniono. Ten swoisty minizbiór, który stanowi podstawę źródłową niniejszego artykułu, tworzyło siedemnaście dokumentów przygotowanych między 14 a 28 grudnia 1970 roku. Dotyczą one reakcji hierarchii katolickiej oraz katolików świeckich na wprowadzoną w życie w niedzielę 13 grudnia „regulację cen”, w istocie będącą podwyżką cen wielu artykułów pierwszej potrzeby (zwłaszcza żywności), a także na gwałtowne protesty społeczne, do jakich doszło w jej następstwie na Wybrzeżu. Autorzy sprawozdań odnotowują także reakcje tego środowiska na odsunięcie od władzy I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR Władysława Gomułki, a także pierwsze oceny jego następcy Edwarda Gierka. Należy zaznaczyć, że analizowane tutaj dokumenty zostały sporządzone zaledwie w kilku (najczęściej pięciu) egzemplarzach.

Kryzys grudniowy doczekał się stosunkowo wielu opracowań[2]. Niniejszy artykuł ma charakter przyczynku i dotyczy jednego tylko aspektu – reakcji Kościoła i środowisk katolickich na to, co wydarzyło się w Polsce w czasie kilku dramatycznych grudniowych dni. Trzeba mieć świadomość tego, że materiał archiwalny, jakim się posłużyłem, ma specyficzny charakter, powstał w określonym celu i wymaga jeszcze większego niż zwykle krytycyzmu. Oddajmy zatem głos powstałym wtedy dokumentom, stale pamiętając o tym, że – zgodnie z przyjętymi zasadami – w cytatach zachowałem oryginalną składnię i pisownię (także wielkich liter). Poprawiałem jedynie oczywiste literówki i błędy interpunkcyjne.

Różańce nie podrożały

W niedzielę 13 grudnia w Łodzi i w kilkunastu kościołach na terenie województwa miały miejsce uroczystości rocznicowe z okazji pięćdziesięciolecia diecezji łódzkiej. Nazajutrz płk Morawski informował przełożonych, że w Łodzi „wystąpiło publicznie 19 biskupów, a 6 na terenie województwa łódzkiego”. Według niego „frekwencja wiernych była niska, a biskupi w kazaniach nie nawiązywali do sytuacji ekonomicznej w kraju”. W ocenie dyrektora Departamentu IV „kazania o charakterze politycznym” wygłosili tylko: metropolita wrocławski abp Bolesław Kominek; administrator apostolski polskiej części diecezji pińskiej z siedzibą w Drohiczynie bp Władysław Jędruszuk oraz sufragan opolski bp Wacław Wycisk. Ten ostatni, nawiązując w Piotrkowie Trybunalskim do wprowadzonej podwyżki cen, apelował, by wszystkie dzieci miały różańce, gdyż „na pewno one nie podrożały”. Wypowiedź ta – jak zanotował płk Morawski – wzbudziła „śmiech i ogólne poruszenie w kościele”[3].

Główne uroczystości, z udziałem czterech tysięcy wiernych, odbyły się w południe w łódzkiej katedrze, gdzie kazanie wygłosił kard. Stefan Wyszyński. Prymas stwierdził, iż nadal istnieje konflikt obywatel-władza, ponieważ „nie doszło do wyrównania społecznego”. Apelował, by ci „co mają choć niewielką przewagę nad innymi, nie znęcali się nad nimi”.

W innych miastach informatorzy Departamentu IV także nie zanotowali poważniejszych incydentów z wyjątkiem zaledwie „kilkunastu wystąpień negatywnych”. Za „najbardziej demagogiczne wystąpienie” uznano wypowiedź wikarego kościoła świętego Jakuba w Warszawie przy placu Narutowicza, który stwierdził między innymi: „Nie ma Chrystusa w sejmie, który uchwala ustawy dotyczące zabijania dzieci. Nie potrzeba tu hitleryzmu do zabijania ludzi – robią to rodacy. W Polsce zabija się dziennie 3000 dzieci. Nie ma dla nich chleba i pieluszek, natomiast na wódkę wydaje się 46 miliardów rocznie. Wczoraj – mówił dalej wspomniany ksiądz – dowiedzieliśmy się o podwyżce cen, nawet na smalec. Ilu jest ludzi, którzy cierpią biedę – mogą powiedzieć ci, co chodzą pieszo lub jeżdżą zatłoczonymi tramwajami. Ci, co jeżdżą szybkimi samochodami, nie widzą tej biedy”. Z kolei we Wrocławiu w czasie rekolekcji dla studentów ksiądz wspominał, że „ludzie nieudolni, nie nadający się na zajmowane stanowiska, trzymają się kurczowo swoich pozycji i nie dopuszczają tych, którzy się bardziej nadają”. Informator zanotował, iż „tego rodzaju twierdzenia wplatał w całość kazania, nie wskazując konkretnych osób”[4].

Wiadomość o podwyżce cen wywoływała żywe zainteresowanie społeczne

Warto jeszcze przypomnieć, że przemyscy księża kurialiści w poufnych rozmowach oceniali, że dokonano „obniżki cen na artykuły niechodliwe, natomiast podwyższono ceny na artykuły pierwszej potrzeby. […] o podwyżce będzie mówił cały świat, jako o krzywdzie, która spotkała ludzi przed świętami, kiedy czyni się najwięcej zakupów”[5]. Ciekawe, że mimo iż podwyżkę cen przygotowywano w wielkiej tajemnicy, to – według dyrektora Morawskiego –biskup katowicki Herbert Bednorz sprawę tę omawiał z księżmi już 11 grudnia. Miał wówczas wyrazić przypuszczenie, że „komunikat o regulacji cen może wywołać w społeczeństwie pewien stan psychologicznego napięcia”[6].

Jest zrozumiałe, że wiadomość o podwyżce cen wywoływała żywe zainteresowanie społeczne. 13 grudnia w kuluarowej rozmowie w trakcie zebrania sprawozdawczo-wyborczego warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej poseł Konstanty Łubieński i docent Stefan Kurowski stwierdzili, że „rok 1971 będzie najcięższym dla naszej ekonomiki” oraz utrzymywali, że gdyby władze nie podjęły obecnie „środków zapobiegawczych”, to w przyszłym roku mogłoby „dojść do prawdziwej rewolucji”. Obaj uważali przy tym, iż „regulacja stanowi tylko półśrodek i nie jest w stanie, na dłuższą metę, uzdrowić naszej ekonomiki”, której słabość – ich zdaniem – tkwiła w niewłaściwej strukturze i złej polityce kadrowej. W ich ocenie ta słabość była też konsekwencją „braku odpowiedzialności u tych ludzi, którzy decydują o zasadniczych kierunkach naszych inwestycji, jak również organizacji ekonomiki”[7].

Z kolei poseł Tadeusz Mazowiecki w rozmowie z posłem Tadeuszem Myślikiem i „kilkoma innymi osobami” oświadczył, że „regulacja cen mogłaby być przyjęta przez społeczeństwo z pewnym zrozumieniem pod warunkiem, że cała argumentacja musiałaby zmierzać do wykazania, że podwyżka cen wpłynie na uzdrowienie naszej gospodarki. Opinie te potwierdził poseł Myślik”[8]. Płk Morawski odnotował także, iż redaktor „Tygodnika Powszechnego” Marek Skwarnicki wyraził pogląd, że „podwyżka cen wprowadzona została, ponieważ władze nie mają czym usprawiedliwić trudności gospodarczych i braków w zaopatrzeniu rynku”[9].

Porównanie „Informacji” wytworzonych w Departamencie IV MSW z analogicznymi materiałami powstałymi w innych komórkach resortu pozwala stwierdzić, że nastroje wśród duchowieństwa i laikatu bardzo przypominały wówczas atmosferę panującą w pozostałych środowiskach. Jednocześnie nie wszyscy duchowni uważali za właściwe poruszanie sprawy podwyżek cen. Na przykład podczas spotkania dwudziestu księży z okazji odpustu w Kielcach, gdy jeden z obecnych podjął tę kwestię, sufragan kielecki bp Edward Materski oświadczył, iż „nie jest to sprawa Kościoła i na ten temat nie należy wypowiadać się. W tej sytuacji dyskusji zaprzestano”. W tym samym dokumencie – wydanym 15 grudnia o 6 rano – po raz pierwszy nawiązano do robotniczych protestów na Wybrzeżu, informując, że „kler gdański komentuje zajścia w stoczniach i pod gmachem KW”[10].

Ciekawe, że uwagi krytyczne wypowiadali też wówczas księża uważani za lojalnych wobec władz PRL, w tym między innymi jeden z najaktywniejszych w przeszłości animatorów ruchu „księży patriotów”, ówczesny wiceprezes Zarządu Głównego „Caritas” ks. Stanisław Owczarek. Stwierdził on, że partia i rząd „tracą autorytet” i dodał, iż „niefortunny termin zmian cen pogłębia rozgoryczenie”. Zarazem jednak miał wyrazić przypuszczenie, że nie dojdzie „do publicznych wystąpień, bowiem ludzie są zmęczeni”. W dokumencie tym odnotowano też, iż w środowisku księży „Caritas” rano 15 grudnia rozeszła się pogłoska o zaburzeniach w Gdańsku, jednak nie dysponowano jeszcze bardziej precyzyjnymi danymi[11].

Kolejny dokument omawianego zbioru zawiera więcej opinii krytycznych. Podano w nim na przykład, że kardynał Wyszyński 15 grudnia po południu w gronie kilku księży, nawiązując do podwyżki cen, stwierdził: „Ceny już podnieśli, a dodatki rodzinne dopiero od 1 stycznia. To są kapitaliści, a ściślej pogrobowcy kapitalizmu. Oni mają mentalność kapitalistyczną – ci nasi komuniści”. Czyniąc aluzję do kwestii pomocy materialnej PRL dla krajów Trzeciego Świata, prymas powiedział: „Oni chcą żywić cały świat, głodząc przy tym swoich własnych ludzi. To są straszne rzeczy”.

Jeszcze bardziej radykalne sądy wygłaszał sufragan warszawski bp Jerzy Modzelewski, według którego komuniści w zaistniałej sytuacji znaleźli się w impasie, co „może korzystnie odbić się na sytuacji Kościoła w Polsce”. Zdaniem biskupa Modzelewskiego, należało wykorzystać tę niekorzystną dla władz sytuację, „aby uzyskać pewne koncesje dla Kościoła”. Również kanclerz kurii warszawskiej ks. Olszewski nie ukrywał pewnego zadowolenia z powodu trudności, w jakich znalazły się Rząd i Partia. Według jego oceny „sytuacja w kraju jest bardzo napięta, a ludzie znajdują się u kresu wytrzymałości”.

Tym razem autorem „Informacji” był nie pułkownik Morawski, lecz jego zastępca, wicedyrektor Departamentu IV płk Zenon Goroński. Wśród wielu innych odnotował on też wypowiedź sufragana kieleckiego bp. Jana Jaroszewicza, który „w sposób poufny” wyraził pogląd, iż „przede wszystkim winny być podniesione ceny na alkohol i wyroby tytoniowe. W takim przypadku władze miałyby lepsze argumenty uzasadniające konieczność regulacji cen”[12]. Trudno odmówić racji tego typu argumentom, wszelako szczególną uwagę zwraca fakt dość znacznego zinfiltrowania przez funkcjonariuszy i informatorów Departamentu IV środowisk kościelnych.

Największe znaczenie władze przywiązywały do wypowiedzi kard. Wyszyńskiego i Wojtyły

Oceniając tę kwestię, należy jednak zachować daleko idącą powściągliwość. Omawiane materiały mogą stwarzać wrażenie wszechobecności służb specjalnych w życiu publicznym, co nie zawsze musi być zgodne z rzeczywistością.

Jest przy tym zrozumiałe, że największe znaczenie władze przywiązywały do wypowiedzi kard. Wyszyńskiego oraz drugiego kardynała, metropolity krakowskiego Karola Wojtyły. Funkcjonariusze i współpracownicy Departamentu IV niejednokrotnie rejestrowali ich nieoficjalne wypowiedzi oraz sądy wygłaszane w wąskim gronie, co pozwala przypuszczać, że agentura była jednak rozbudowana w szerszym zakresie, niż dziś wielu z nas byłoby to skłonnych przyznać. Z drugiej strony byłoby przesadą formułowanie wniosku, że Departament IV w pełnym zakresie kontrolował życie religijne i działalność Kościoła w gomułkowskiej Polsce.

W trakcie lektury tych dokumentów trzeba także pamiętać, że nie każda zamieszczona w nich informacja jest prawdziwa. Ich autorzy zamierzali informować swoich przełożonych, ale zarazem dokumenty te były elementem walki prowadzonej przez komunistów z katolicyzmem.

Poruszenie wśród kurialistów

Jeśli więc wierzyć omawianym materiałom, do kurii warszawskiej „wiadomość o rozruchach w Gdańsku” dotarła dopiero po dwóch dniach od ich rozpoczęcia – rankiem 16 grudnia. „Informacja ta – jak zanotowano – bardzo poruszyła kurialistów”. Sekretarz Episkopatu Polski bp Bronisław Dąbrowski stwierdził, że „władze narobiły sobie kłopotu, a w wyniku wydarzeń gdańskich wielu ludzi odczuje decyzje władz podwójnie: raz ekonomicznie, a drugi raz – na skutek represji za udział w demonstracjach”. Płk Morawski informował, że doniesienia z Wybrzeża „są przedmiotem licznych dyskusji, rozmów i komentarzy w środowiskach kleru i aktywu świeckiego. Wymienia się na ten temat poglądy, komentuje wydarzenia, a prowadzone rozmowy i komentarze stanowią przyczynek do licznych plotek i przekazywania wyolbrzymionych informacji. (…) W niektórych wypowiedziach notuje się stwierdzenia, że Kierownictwo Państwa cechuje samozadowolenie z faktu sprawowania władzy. Rezultatem samozadowolenia jest brak dialogu ze społeczeństwem”[13].

W „Informacji nr 13” z 17 grudnia 1970 r. odnotowano, iż tego dnia „nie stwierdzono ze strony hierarchii wypowiedzi ani komentarzy na temat aktualnych wydarzeń w kraju”, co jest o tyle zastanawiające, że był to najtragiczniejszy dzień w czasie robotniczego powstania na Wybrzeżu. 17 grudnia miała wszak miejsce masakra w Gdyni, tego też dnia protesty przeniosły się do Szczecina, gdzie przybrały charakter znacznie bardziej gwałtowny niż w Trójmieście. Świadczyłoby to o tym, że blokada informacyjna była jednak szczelna, a przepływ wiadomości ograniczony.

Wniosek taki wydaje się potwierdzać fakt – odnotowany w tym dokumencie – komentowania przez duchownych w szerokim zakresie wydarzeń z 14, 15 i 16 grudnia w Gdańsku. „Kler wypowiada się z dezaprobatą o faktach rabunków, podpaleń, zabójstw i innych gwałtów. Notuje się też wiele krytycznych komentarzy wypowiadanych w sposób poufny do zaufanych osób. Kanclerz kurii biskupiej w Olsztynie ks. Kulikowski mówił np. o ostatnich wydarzeniach: „to jest Rząd robotniczy, który tak gnębi lud? to jest zakłamanie! Zamiast wcześniej wyjść z tą sprawą do społeczeństwa, wyjaśnić na czym to wszystko polega, to w niedzielę wybucha niespodziewanie bomba. Naród nie będzie już nigdy wierzył władzy”. Z kolei prowincjał bazylianów w czasie obiadu przekonywał podległych mu księży zakonnych, że „należy zachować spokój w obecnej chwili. Bowiem gdyby doszło u nas do takiej sytuacji, jak w Czechosłowacji lub na Węgrzech – to wytworzyłyby się [o] wiele bardziej niekorzystne warunki, a naród polski na tym bardzo by ucierpiał”[14].

W tym samym dokumencie czytamy, że redaktorzy „Tygodnika Powszechnego” ks. Andrzej Bardecki (w tekście napisano błędnie Bartecki), Krzysztof Kozłowski i Stefan Wilkanowicz „komentując regulację cen wyrażali pogląd, że gdyby w aktualnej sytuacji, kiedy mówi się o złym stanie ekonomiki, wskazano kto ponosi za to odpowiedzialność i gdyby wyciągnięto wobec tych osób odpowiednie sankcje – to wówczas społeczeństwo przyjęłoby decyzje Rządu bez takiej emocji, jaką okazuje obecnie”.

Trudno nie przyznać racji takim opiniom, ale też trudno nie zauważyć, iż takie postępowanie władz w ogóle nie mieściło się w swoistej logice realnego socjalizmu. Warto więc może jeszcze tylko odnotować – w ślad za płk. Morawskim – że pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego i zarazem członek warszawskiego KIK Krzysztof Byrski utrzymywał, że „wiadomość o zajściach gdańskich nie w widoczny sposób atmosfery wśród młodzieży uniwersyteckiej”. Byrski nie przewidywał, żeby „młodzież mogła w jakiś zorganizowany sposób manifestować przeciwko władzom, gdyż wszelkie tego rodzaju próby zakończą się niepowodzeniem. Władze mają bowiem z jednej strony puste ręce, a z drugiej karabiny”. Zarazem jednak stwierdzał z przekonaniem, że „procesy rozkładu obecnego ustroju są tak daleko posunięte, że jego upadek jest tylko kwestią czasu”[15]. Szczególnie ta ostatnia wypowiedź zasługuje na podkreślenie, gdyż nie znamy zbyt wielu tego typu udokumentowanych deklaracji i to wypowiedzianych prawie na dwadzieścia lat przed końcem Polski Ludowej.

Chuligani głosują na FJN?

17 grudnia wieczorem przed kamerami telewizji w programie ogólnopolskim wystąpił z przemówieniem prezes Rady Ministrów Józef Cyrankiewicz. W sposób niepełny i tendencyjny poinformował społeczeństwo o rozgrywającej się od kilku dni tragedii na Wybrzeżu. Jego przemówienie było jednak aroganckie i wielu Polakom przypomniało „odrąbywanie rąk”, którym groził mieszkańcom Poznania w czerwcu 1956 r.

Część przedstawicieli obozu władz naiwnie wierzyła jednak, że wpłynie ono na ustabilizowanie sytuacji w kraju. Służby podległe MSW otrzymały polecenie gromadzenia wszelkich wypowiedzi i reakcji na przemówienie premiera.

Nie inaczej było w Departamencie IV, którego dyrektor nie bez wyczuwalnego żalu konstatował, że w piątek do godziny 15.00 „wśród hierarchii i w środowiskach kleru warszawskiego nie zanotowano [..] żadnych wypowiedzi ani komentarzy na temat wczorajszego wystąpienia Premiera Cyrankiewicza oraz ogłoszonych przez Rząd zarządzeń w sprawie bezpieczeństwa i porządku publicznego”[16].

Gdyby przyjąć informacje zawarte w tym dokumencie za dobrą monetę, trzeba by uwierzyć, iż większość duchowieństwa odnosiła się do protestów społecznych jeśli nawet nie z niechęcią, to przynajmniej ze znaczną rezerwą. Czytamy tam bowiem między innymi: „Kler na terenie kraju nadal komentuje wydarzenia w Gdańsku oceniając je negatywnie. Zdaniem wielu księży, społeczeństwo powinno zachować spokój. Strajki w naszej sytuacji – mówią księża – do niczego nie doprowadzą, chociaż podwyżka cen godzi w klasę robotniczą i decyzja ta była niepotrzebna”.

Jeśli wierzyć opiniom zawartym w „Informacji Nr 14”, stosunkowo wielu księży zastanawiało się nad kontekstem międzynarodowym wydarzeń w Polsce. W Krakowie na przykład twierdzono, że „aczkolwiek obrona robotników przed obniżaniem stopy życiowej jest słuszna – to ekscesy podrywają autorytet Polski na świecie”. Z kolei „w środowisku Dominikanów w Poznaniu zajścia w Gdańsku komentuje się jako dzieło prowokacji niemieckiej. Mówi się, że dotyczy to tej części Niemców, która nie chce doprowadzić do ratyfikacji układu Polska-NRF. Twierdzenia te księża opierają na tym, że formy zaburzeń (zniszczenie dworca itp.) mają charakter czysto niemieckiego działania. Utwierdzają ich w takim przekonaniu wieści, że zajścia mają miejsce tylko na Pomorzu, a więc tam, gdzie mieszka sporo autochtonów”.

Wielu księży zastanawiało się nad kontekstem międzynarodowym wydarzeń w Polsce

Trudno być pewnym, czy w zacytowanym powyżej fragmencie „Informacji” płk Morawski rzeczywiście referował poglądy poznańskich dominikanów, czy też raczej swoje własne i podległych sobie pracowników.

Czy faktycznie w pięć lat po historycznym liście biskupów polskich do niemieckich zapowiadającym przełom w stosunkach między dwoma narodami („przebaczamy i prosimy o przebaczenie”), polscy duchowni utrzymywali, że np. zniszczenie dworca to działanie o charakterze czysto niemieckim?

Wątpliwości budzi również bezrefleksyjne, automatyczne wręcz uznawanie autochtonów za Niemców. Tego typu opinie wcześniej bywały formułowane raczej w kręgach władzy komunistycznej niż w środowiskach katolickich. Natomiast znacznie bardziej prawdopodobnie brzmi opinia wyrażana przez część duchownych, że o ile zaburzenia będą się rozszerzać, „może dojść do interwencji wojskowej ze strony Armii Radzieckiej, podobnie jak w Czechosłowacji”.

Warto jeszcze odnotować, iż – w ocenie płk. Morawskiego – „w środowiskach ewangelicko-augsburskim i prawosławnym w Warszawie, adwentystów dnia siódmego i w Polskiej Radzie Ekumenicznej wydarzenia w kraju nie znajdują większego oddźwięku. Nie prowadzi się na ten temat rozmów. Nie ma też komentarzy”[17].

Sześć godzin później dyrektor Morawski nie bez satysfakcji konstatował, że Departament IV w godzinach popołudniowych i wieczornych 18 grudnia „uzyskał szereg informacji o odgłosach wśród kleru w związku z przemówieniem Premiera oraz w związku z informacjami o demonstracjach na Wybrzeżu. Kler ocenia negatywnie fakty demonstracji bądź komentuje je z niepokojem, jakie mogą być konsekwencje dalszego rozwoju ruchu strajkowego i gwałtownych zamieszek”.

W ośrodku dla ociemniałych w Laskach wychodzenie robotników na ulice uznano za głupotę. Winę za ten stan rzeczy przypisywano jednak władzom, które – w ocenie sióstr zakonnych – „wydały nieprzemyślaną decyzję o podwyżce cen”.

Duszpasterz Lasek ks. Tadeusz Fedorowicz uznał powstałą sytuację za „bardzo poważną i niebezpieczną”. Z kolei proboszcz kościoła w Podkowie Leśnej ks. Leon Kantorski twierdził, że wystąpienia w Gdańsku i Szczecinie „nic nie załatwią”. Jego zdaniem „byłoby inaczej, gdyby do wystąpień gdańskich robotników dołączyli się górnicy”. Z kolei wśród redemptorystów – w ocenie płk. Morawskiego – potępiano „rozboje i wandalizm, jakie miały miejsce w Gdańsku i innych miastach. Prowincjał zakonu redemptorystów ks. Stanisław Stańczyk wydał polecenie, aby zakonnicy-redemptoryści wpływali uspokajająco na ludność i nawoływali do nieangażowania się wiernych do grup zakłócających porządek. Polecenia tego rodzaju mają być przekazane placówkom w Elblągu, Gdyni, Krakowie i w Warszawie”[18].

Przemówienie Cyrankiewicza oceniano „jako zawierające pogróżki pod adresem robotników”. Zwracano uwagę na to, że przedstawiciele władz już poprzednio odmawiali rozmów z delegacją stoczniowców. Zapewne miano tutaj na myśli wydarzenia pierwszego dnia protestu (14 grudnia) pod gmachem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku, gdy nikt poza sekretarzem KW Zenonem Jundziłłem nie próbował nawet rozmawiać z manifestantami.

Obietnice „spokojnych rozmów w późniejszym terminie” – o jakich mówił premier – uważano za manewr taktyczny. Jednocześnie przywołano wypowiedź pisującego do „Więzi” redaktora Tadeusza Żółcińskiego, który na temat tego przemówienia miał powiedzieć: „Przewodniczący Rządu PRL wychylił się po raz drugi; pierwszy raz w wypadkach poznańskich – drugi raz teraz. Nie można bowiem stale twierdzić, że autentyczne oburzenie robotników to wyłącznie robota agenturalna czy wybryki elementów chuligańsko-wywrotowych. No bo skąd tyle chuliganów i agentów w Gdańsku, jeśli na listę FJN głosuje po 99 proc. wyborców”[19].

Odłożony list

W grudniu 1970 r. żywe zainteresowanie w środowiskach kościelnych wywoływała sprawa odczytania w kościołach uchwalonego 4 września na 112. konferencji plenarnej Episkopatu Polski listu „W obronie zagrożonego bytu narodu”.

Termin zapoznania wiernych z treścią tego listu wyznaczono na 27 grudnia. Gdy jednak wybuchły robotnicze protesty i doszło do tragedii, stosunkowo wielu duchownych uznało, iż odczytywanie w zaistniałej sytuacji ostrego w tonie listu może być działaniem niezręcznym. Płk Morawski odnotował, że w związku z tym „liczni księża wyrażają niepokój […]. Na przykład ks. Fedorowicz ocenia, że list ten nie powinien być czytany. Ma zamiar osobiście rozmawiać w tej sprawie z kard. Wyszyńskim i zaproponować przełożenie czytania listu na inny termin”[20].

19 grudnia płk Morawski odnotował, że prymas postanowił odłożyć czytanie listu zawierającego między innymi „elementy krytyki polityki demograficznej Państwa i sytuacji materialnej rodzin”. Decyzję swoją podjął zważywszy na „zagrożenie ładu publicznego po wypadkach gdańskich i szczecińskich”. Należało tak postąpić – gdyby bowiem list był „teraz czytany, zostałby przyjęty politycznie (mimo że wydany został we wrześniu), a hierarchii nie o to chodziło. Podejmując tę decyzję Wyszyński ocenił, że Władze skończyły się, wyprały z treści i właściwie już nic nie mają do powiedzenia”.

Wieczorem 19 grudnia bp Dąbrowski skierował do ordynariuszy telegram, w którym stwierdzał między innymi: „W nadziei, że list Episkopatu na uroczystość św. Rodziny może być lepiej zrozumiany w spokojniejszych warunkach, czytanie jego odkłada się na termin późniejszy”.

Obietnice premiera Cyrankiewicza uważano za manewr taktyczny

Czytając ten dokument, można jednak odnieść wrażenie, że nie wszyscy duchowni byli skłonni podporządkować się tej decyzji, skoro – jak odnotowano– „władze wojewódzkie i powiatowe rad narodowych prowadzą w dalszym ciągu rozmowy z biskupami i księżmi, aby nakłonić ich do rezygnacji z odczytywania tego listu episkopatu. Biskupi zajmują w tej sprawie stanowisko oporne tłumacząc, że list nie ma charakteru politycznego i sugerując, że sprawę tę należy załatwić na szczeblu kierowniczym”[21].

W tym samym dniu płk Morawski, oceniając „postawę kleru w związku z aktualną polityczną sytuacją w kraju”, wyraził zadowolenie, że wykazuje on „postawę poprawną, nie angażuje się do wydarzeń, ani nie komentuje ich zbyt negatywnie”. Dodał, iż „z dotychczasowego rozeznania Departamentu IV wynika, że kler nie zaostrza sytuacji. Biskupi i księża wyrażają głębokie zaniepokojenie wydarzeniami w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie, rozszerzonymi następnie do innych miast”[22].

Generalnie – w świetle omawianych dokumentów – ówczesne nastroje wśród duchowieństwa można uznać za niedobre. Powtarzają się krytyczne uwagi pod adresem władz partyjno-państwowych i obawy o dalszy rozwój sytuacji w kraju. Trzeba też jednak przyznać, że w dokumentach Departamentu IV odbija się troska duchowieństwa o utrzymanie w kraju spokoju i jego wysiłki na rzecz ograniczenia liczby ofiar.

Odnotowano także znamienną plotkę, w myśl której Gomułka miał wtedy przebywać w Moskwie. Można się w niej dopatrywać zarówno powszechnego przekonania o zależności Polski od Związku Radzieckiego (kluczowe decyzje dotyczące PRL podejmowane są na Kremlu), jak i może reminiscencji śmierci Bolesława Bieruta w Moskwie.

Jednocześnie przywoływano opinię, w myśl której zmiany personalne w partii miałyby być nie do uniknięcia; niektóre osoby – powtarzano – „będą musiały odejść z zajmowanych stanowisk. Tego rodzaju rozważania denerwują bardzo posła Stommę. Wyraża on mianowicie obawę, że zmiany personalne w Partii mogłyby doprowadzić między innymi do rozwiązania”[23].

W miarę rozwoju sytuacji coraz więcej osób dostrzegało jednak nieuchronność zmian personalnych na najwyższym szczeblu. Powszechne oburzenie – co zrozumiałe – wywoływało kwalifikowanie robotniczych wystąpień jako działań o charakterze chuligańskim i bandyckim. Krytykowano też decyzję o użyciu broni i wiązano ją z kwestią odpowiedzialności za ofiary śmiertelne[24].

W niedzielę 20 grudnia pracownicy i współpracownicy Departamentu IV ze szczególną uwagą wsłuchiwali się w to wszystko, co mówiono w kościołach.

Tego dnia – jak nie bez satysfakcji zauważył dyrektor Morawski – Wydziały IV Komend Wojewódzkich Milicji Obywatelskiej i Referaty Służby Bezpieczeństwa Komend Powiatowych MO „zabezpieczyły operacyjnie kilkaset kościołów na terenie kraju, celem ustalenia treści publicznych wystąpień hierarchii i kleru”.

Z uzyskanych informacji wynikało, że nie odnotowano negatywnych wypowiedzi „w kazaniach i wystąpieniach publicznych na temat ostatnich wydarzeń. Stwierdzono natomiast liczne fakty apelowania i nawoływania do spokoju i rozwagi. Zalecano młodzieży, aby nie grupowała się w miejscach publicznych, wzywano rodziców do zwiększenia opieki nad młodzieżą i dziećmi. Szczególnie dużo tego typu apeli zawarto w kazaniach kleru w diecezji gdańskiej i na terenie Szczecina”.

Ponadto w kilku kościołach odśpiewano „Boże coś Polskę”, lecz w omawianej „Informacji” nie podano, z jakim zakończeniem pierwszej zwrotki. Płk Morawski odnotował natomiast, że „kuria gdańska wydała do wszystkich parafii polecenie, aby w kościołach gdańskich na wszystkich mszach odmówić modlitwy w intencji zachowania i utrzymania pokoju w mieście”. Frekwencję w kościołach dyrektor Departamentu IV ocenił jako „nieco niższą niż w normalną niedzielę”[25].

Dobry gospodarz Gierek

Nazajutrz płk Morawski odnotowywał „pierwsze komentarze w środowiskach będących w zainteresowaniu Departamentu IV” na temat dokonanej poprzedniego dnia zmiany na stanowisku I sekretarza KC PZPR.

I tak – co w końcu nie powinno dziwić, zważywszy na charakter i rolę Stowarzyszenia w dziejach PRL – w Centrali PAX „wiadomości o wynikach VII Plenum KC PZPR przyjęte zostały pozytywnie”.

Jeszcze dalej posunęło się kierownictwo Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego. W poniedziałek przed południem z inicjatywy sekretarza generalnego Kazimierza Morawskiego i wiceprezesa Jana Majdeckiego (w dokumencie błędnie napisano: Majdańskiego) zebrał się na posiedzeniu Zarząd ChSS „w celu uchwalenia listu do I Sekretarza KC PZPR popierającego uchwały VII Plenum KC oraz wyrażającego poparcie i życzenia dla Tow. Gierka”.

Jest zrozumiałe, że w sposób bardziej powściągliwy na przesunięcia kadrowe w kierownictwie partii zareagowali działacze warszawskiego KIK, choć oczywiście i oni wyrażali zadowolenie z dokonanych zmian. Płk Morawski napisał na ten temat: „Wypowiadają się pochlebnie o fachowości Tow. Gierka i nowo wybranych członkach naczelnych władz partyjnych. Chwalili też tekst przemówienia Tow. Gierka i oceniali, że nowe Kierownictwo zapewni dalszy rozwój kraju”[26].

W omawianej teczce znalazły się jeszcze „Notatki” sporządzone przez naczelnika Wydziału IV Departamentu IV podpułkownik Józefę Siemaszkiewicz. W dokumencie datowanym 23 grudnia analizując sytuację wśród duchowieństwa stwierdziła, że zmiana na stanowisku I sekretarza KC w tym środowisku została przyjęta z „dużym zainteresowaniem”.

Kardynał Wyszyński – w świetle tego dokumentu – miał być zaskoczony tempem dokonywanych zmian. Odnotowano, że stosunkowo wielu biskupów wypowiadało się pozytywnie na temat Gierka, dostrzegając w nim dobrego gospodarza, który liczy się z nastrojami społecznymi i potrafi utrzymać kontakt z robotnikami. Zwrócono też uwagę na te wypowiedzi duchownych, w których wyrażana była nadzieja na uregulowanie stosunków między państwem a Kościołem. Ppłk Siemaszkiewicz nawiązała także do wspomnianego listu pasterskiego „W obronie zagrożonego bytu narodu”, stwierdzając, iż ordynariusz przemyski bp Ignacy Tokarczuk postanowił, że „list ten przeczyta, nawet wbrew woli Wyszyńskiego”[27].

26 grudnia ppłk Siemaszkiewicz sporządziła (zaledwie w dwóch egzemplarzach) „Notatkę” dotyczącą treści kazań wygłoszonych w tym dniu. Na wstępie stwierdziła, iż „w całym kraju wystąpiło publicznie tylko kilkunastu biskupów”, przy czym większość z nich nie wygłaszała homilii. W ocenie autorki „Notatki” „kazania z akcentami polityczno-społecznymi” wygłosili jedynie kard. Wojtyła oraz administrator apostolski diecezji sandomierskiej bp Piotr Gołębiowski, sufragan częstochowski bp Franciszek Musiel i sufragan wrocławski bp Wincenty Urban. Jeśli wierzyć temu dokumentowi, tylko bp Musiel bezpośrednio odniósł się do tragedii na Wybrzeżu.

Do wydarzeń na Wybrzeżu nawiązywało w homiliach wielu księży parafialnych

Do tematyki tej nawiązywało natomiast stosunkowo wielu księży parafialnych. Ppłk Siemaszkiewicz informowała, że „pion IV Służby Bezpieczeństwa zabezpieczył w dniu dzisiejszym ponad 1000 kościołów we wszystkich województwach na terenie kraju. Uroczystości kościelne przebiegały spokojnie, przy przeciętnej frekwencji”.

Odnotowano także, iż dość często w kazaniach nawiązywano do tych fragmentów przemówień Gierka i nowego premiera Piotra Jaroszewicza, w których mowa była „o zamiarach normalizacji stosunków między Państwem a Kościołem oraz uwzględniały wierzących i niewierzących”. W niektórych kościołach wzywano do modłów za poległych w zajściach na Wybrzeżu oraz apelowano o zachowanie spokoju. „Część księży wyrażała nadzieję, że po obecnych zmianach sytuacja Kościoła polepszy się, a wierzący i niewierzący będą traktowani jednakowo”[28].

***

Co właściwie wynika z omawianych tutaj dokumentów Departamentu IV MSW? Czy jest to źródło ważne przy badaniu Grudnia 1970? Czy dokumenty te mówią nam coś istotnego o ówczesnych nastrojach społecznych i atmosferze panującej wtedy wśród duchownych?

Nie przeceniałbym wartości tego typu materiałów, ale też byłbym ostatnim, który by ich nie doceniał. Na pewno dokumenty te więcej mówią o ich twórcach (funkcjonariuszach MSW) niż o „obiektach zainteresowania”, czyli kapłanach rzymskokatolickich.

Użyteczność „Informacji” i „Notatek” wytworzonych w Departamencie IV dla badania kryzysu grudniowego również jest ograniczona. Niewiele wszak z nich można się dowiedzieć o samym przebiegu robotniczej rewolty, a jeszcze mniej o towarzyszącej jej politycznej rozgrywce w PZPR. Dokumenty te przede wszystkim pozostają świadectwem swoich czasów i choć niewiele mówią o autentycznych nastrojach społecznych, bez wątpienia są pomocne w badaniach nad wzajemnymi relacjami między Kościołem katolickim a władzą komunistyczną w PRL.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 7/2001.


[1] Jerzy Eisler, „Grudzień 1970. Geneza, przebieg, konsekwencje”, Warszawa 2000. Część zebranych wówczas materiałów archiwalnych została ogłoszona drukiem w wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej książce „Grudzień 1970 w dokumentach MSW”, wstęp, wybór i opracowanie Jerzy Eisler, Warszawa 2000.
[2] Z nowszych publikacji na ten temat patrz zwłaszcza: Tomasz Balbus, Łukasz Kamiński, „Grudzień ’70 poza Wybrzeżem w dokumentach aparatu władzy”, Wrocław 2000 (Instytut Pamięci Narodowej); Bogumiła Danowska, „Grudzień 1970 roku na Wybrzeżu Gdańskim. Przyczyny – przebieg – reperkusje”, Pelplin 2000; Henryk M. Kula, „Dwa oblicza grudnia 1970 – oficjalne i rzeczywiste”, Gdańsk 2000.
[3] Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (dalej: AMSWiA), MSW II, 3975, „Informacja dot.[ycząca] uroczystości kościelnych w dniach 12-13 XII 70 r. oraz odgłosów na temat regulacji cen”, s. 273.
[4] Ibidem, s. 276.
[5] Ibidem.
[6] „Informacja Nr 5 dot.[ycząca] akcji kryptonim” (godz. 6.00), s. 278.
[7] Ibidem.
[8] „Informacja Nr 7 dot.[ycząca] akcji kryptonim” (godz. 6.00), s. 283.
[9] „Informacja Nr 6 dot.[ycząca] akcji kryptonim” (godz. 15.00), s. 280.
[10] „Informacja Nr 7”, s. 283.
[11] „Informacja Nr 8 dot.[ycząca] akcji kryptonim” (godz. 16.00), s. 285-286.
[12] „Informacja Nr 9 dot.[ycząca] akcji kryptonim” (godz. 22.00), s. 288-289.
[13] „Informacja Nr 11 dot.[ycząca] akcji kryptonim” (godz. 22.00), s. 294.
[14] „Informacja Nr 13 dot.[ycząca] akcji kryptonim” (godz. 22.00), s. 298.
[15] Ibidem, s. 298-299.
[16] „Informacja Nr 14 dot.[ycząca] akcji kryptonim” (godz. 16.00), s. 300.
[17] Ibidem, s. 300-301.
[18] „Informacja Nr 15 dot.[ycząca] akcji kryptonim” (godz. 22.00), s. 302.
[19] Ibidem, s. 303.
[20] Ibidem, s. 302.
[21] „Informacja Nr 17 dot.[ycząca] akcji kryptonim” (godz. 22.00), s. 306.
[22] „Informacja Nr 16 dot.[ycząca] akcji kryptonim” (godz. 16.00), s. 304.
[23] Ibidem, s. 305.
[24] „Informacja Nr 17”, s. 307.
[25] „Informacja Nr 19 dot.[ycząca] akcji kryptonim” (godz. 22.00), s. 310-311.
[26] „Informacja Nr 20 dot.[ycząca] akcji kryptonim” (godz. 13.00), s. 312.
[27] AMSWiA, MSW II, 3975, „Notatka dot.[ycząca] aktualnej sytuacji wśród hierarchii i kleru”, s. 313-314.
[28] AMSWiA, MSW II, 3975, „Notatka dot.[ycząca] wystąpień publicznych hierarchii i kleru w dniu 26 XII 1970 r.”, s. 315-316.