Zdumiewa wybór daty zaproponowanej przez prezydenta Dudę jako Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów. Zamiast rocznicy „Żegoty” wybrano rocznicę… otwarcia muzeum w Markowej.

Dokładnie 75 lat temu, 4 grudnia 1942 r., powstała – jako ciało społeczne przy Delegaturze Rządu RP na Kraj – podziemna Rada Pomocy Żydom „Żegota”. Była ona owocem przekształcenia utworzonego 27 września 1942 r. Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom.

Inicjatorkami powstania Komitetu były dwie kobiety o odmiennych przekonaniach światopoglądowych i politycznych: Zofia Kossak-Szczucka, katolicka pisarka związana z ruchem narodowym, działaczka konspiracyjnego Frontu Odrodzenia Polski, i Wanda Krahelska-Filipowiczowa, agnostyczka, związana ze Stronnictwem Demokratycznym, a wcześniej z Polską Partią Socjalistyczną. Wśród najbardziej znanych po wojnie działaczy „Żegoty” byli Irena Sendlerowa i Władysław Bartoszewski.

Jedna ze wspomnianych dat rocznicowych byłaby wspaniałą okazją do obchodzenia dnia pamięci o polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Można by wspominać dramatyczną historię ponad wszelkimi podziałami ideowymi, umiejętnie eksponując heroizm Sprawiedliwych. Mogliby oni być dla współczesnych pokoleń Polaków wspaniałym przykładem cywilnej odwagi i cywilnej walki – bo przecież walka o istnienie własnego państwa i o godność własnego narodu toczyła się nie tylko z bronią w ręku.

Jak stracić szansę

Tak mogłoby być. Tak być powinno. Ale tak nie jest. Były nawet inicjatywy społeczne w tej sprawie – tylko że władze państwowe nie reagowały, nie uznawały tych propozycji za istotne. Trzeba jednak pamiętać – uwaga! – że nie działo się to za rządów PiS-u.

W styczniu 2012 r. list do prezydenta Bronisława Komorowskiego wystosowały trzy instytucje: Stowarzyszenie „Dzieci Holocaustu”, kieleckie Stowarzyszenie im. Jana Karskiego oraz Muzeum Historii Żydów Polskich. Ich przedstawiciele proponowali, by prezydent zgłosił do Sejmu inicjatywę ustawy o ustanowieniu „Dnia Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata w Polsce”. Proponowali, aby tym dniem był właśnie 27 września, rocznica utworzenia Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom.

Odpowiedzią prezydenta Komorowskiego na apel o ustanowienie Dnia Sprawiedliwych było milczenie

Autorzy listu argumentowali: „Polki i Polacy, którzy z narażeniem życia nieśli pomoc Żydom w okresie Zagłady, powinni znaleźć właściwe miejsce w polskiej pamięci i debacie historycznej”. Podkreślali, że „Sprawiedliwi to ważna lekcja o bohaterach codzienności, bezcenny przykład zwykłych ludzi, którzy udowodnili, że można w obronie człowieczeństwa nie poddać się strachowi lub obojętności i walczyć ze złem. Przywołanie szlachetnych czynów tych cichych bohaterów stanowi konieczne dopełnienie historii o odwadze i moralnych wyborach Polaków w czasie wojny”. Wskazywali też na zróżnicowanie światopoglądowe i polityczne członków Komitetu i „Żegoty”: „Pozostanie to na zawsze znakomitym przykładem porozumienia ponad podziałami na rzecz wartości najważniejszych”.

Według autorów pisma Dzień Sprawiedliwych w Polsce mógłby również pomóc młodszemu pokoleniu lepiej zrozumieć, czym była II wojna światowa i Zagłada. „Sprawiedliwi są i pozostaną symbolem zachowania godności człowieka w czasie największej zapaści cywilizacji europejskiej. Naszą powinnością jest nadanie Ich świadectwu odpowiedniej, państwowej rangi” – napisali przewodnicząca zarządu Stowarzyszenia „Dzieci Holocaustu” w Polsce Anna Drabik, prezes Stowarzyszenia im. Jana Karskiego Bogdan Białek oraz dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich Agnieszka Rudzińska.

Reakcją prezydenta Komorowskiego był… brak reakcji. Autorzy listu próbowali innymi sposobami wpływać na rządzącą Platformę Obywatelską, aby podjęła tę inicjatywę. Bezskutecznie.

Ta historia w całości potwierdza diagnozę Agnieszki Magdziak-Miszewskiej, która pisała w letnim numerze „Więzi”, w odniesieniu do polityki zagranicznej, że PO „nie mogła lub nie chciała zaproponować żadnej opowieści o nowej Polsce własnym obywatelom. (…) Jakby nie rozumiano, że trudno uważać się za dumnego członka obywatelskiej wspólnoty ze względu na autostrady. Tym bardziej ze względu na ciepłą wodę. (…) Konstruowanie opowieści o Polsce oddano politycznym przeciwnikom. Ci zaś skrzętnie to wykorzystali”.

Jak wykorzystać szansę i ponownie ją marnować

Prawo i Sprawiedliwość – nawiązując do absolutnie chlubnej i nieideologicznej pod tym względem postawy prezydenta Lecha Kaczyńskiego – umiejętnie i bardzo świadomie uczyniło z polskich Sprawiedliwych jeden z czołowych sztandarów swojej polityki historycznej. Z jednej strony, jest to działanie chwalebne, gdyż przypomina o prawdziwych, a najczęściej zapomnianych bohaterach. Z drugiej jednak strony – Sprawiedliwi, rzekłbym, zaczynają tu już tracić własną podmiotowość; stają się raczej instrumentem do propagowania zideologizowanej wizji chlubnej przeszłości i nieskalnej polskości.

Jeśli dniem pamięci o Sprawiedliwych zostanie ogłoszony 17 marca – będzie to początek końca PiS-owskiej polityki historycznej

Tak też stało się z inicjatywą obchodzenia Dnia Pamięci Sprawiedliwych. W pustkę pozostawioną przez poprzedników weszła „dobra zmiana”. 11 października 2017 r. prezydent Andrzej Duda skierował do Sejmu projekt ustawy o ustanowieniu 17 marca Narodowym Dniem Pamięci Polaków ratujących Żydów podczas II wojny światowej. Sama inicjatywa jest bardzo chwalebna. Prezydent trafnie stwierdził w uzasadnieniu projektu, że ustanowienie takiego Dnia Pamięci byłoby wyrazem hołdu dla „bohaterów, którzy w akcie odwagi, niebywałego męstwa, współczucia i solidarności międzyludzkiej, wierni najwyższym wartościom etycznym, nakazom chrześcijańskiego miłosierdzia oraz etosowi suwerennej Polski-Rzeczypospolitej Przyjaciół, ratowali swoich żydowskich bliźnich od Zagłady”.

Powołując się na Lecha Kaczyńskiego, Andrzej Duda wskazywał, że bohaterstwo Sprawiedliwych było „nie mniejsze, a może nawet większe niż stawanie z bronią w ręku. Bo gdy żołnierz czy partyzant stawał z bronią w ręku, to przede wszystkim ryzykował własne życie (…) Ale Sprawiedliwi wśród Narodów Świata (…) zgodnie z prawem okupanta niemieckiego ryzykowali nie tylko własne życie, ryzykowali także życie całej swojej rodziny”.

Prezydent Duda świadom jest, rzecz jasna, historycznego znaczenia „Żegoty”. Swą inicjatywę ustawodawczą zgłosił zresztą podczas uroczystości z okazji 75-lecia powstania tej organizacji. W wygłoszonym wówczas przemówieniu słusznie podkreślał, że Rada Pomocy Żydom „Żegota” była pierwszą i jedyną instytucjonalną, państwową formą pomocy Żydom w okupowanej przez Niemców Europie w okresie II wojny światowej. „Pierwszą i jedyną państwową ‒ dlatego że nie kto inny, tylko właśnie rząd Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie poprzez działalność Delegatury tego rządu na kraj, który oczywiście był wówczas okupowany, tę właśnie Radę utworzył”.

Tym bardziej zdumiewa więc wybór daty zaproponowanej przez prezydenta jako Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów podczas II wojny światowej. Otóż nie jest to ani 27 września – rocznica powstania Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom; ani 4 grudnia – rocznica przekształcenia Komitetu w Radę Pomocy Żydom „Żegota”, lecz 17 marca, czyli rocznica… otwarcia w 2016 r. w Markowej Muzeum Polaków Ratujących Żydów imienia Rodziny Ulmów.

Taka propozycja wydaje mi się kompletnym nieporozumieniem. Byłoby to bowiem upamiętnienie nie działań Sprawiedliwych, lecz działań na rzecz ich pamięci. A nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że to dwie różne kwestie. Chce się tu czcić bynajmniej nie decyzje Polskiego Państwa Podziemnego, lecz decyzje obecnych władz państwowych. Dlatego Sejm powinien w jakże słusznym projekcie prezydenta Dudy zmienić tę nieszczęsną datę (albo sam prezydent – zgłosić autopoprawkę).

Powiem więcej: jeśli rzeczywiście państwowym dniem pamięci o polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata zostanie ogłoszony 17 marca – będzie to według mnie początek końca PiS-owskiej polityki historycznej. Oznaczać to bowiem będzie, że polityka historyczna zacznie upamiętniać samą siebie, czyli zjadać swój własny ogon. A to zawsze musi się źle skończyć.

Samo Muzeum Ulmów uważam za przedsięwzięcie bardzo udane. Głęboko jednak wewnętrznie cierpię, widząc korowody tańczone dziś przez polityków wokół tych cichych bohaterów z podkarpackiej wsi (ostatnio minister Gliński zapowiedział też otwarcie filii muzeum z Markowej w… Nowym Jorku, niedaleko Piątej Alei).

Znam dziesiątki relacji Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Znam wiele historii osób, które tego wyróżnienia nie otrzymały, a ponad wszelką wątpliwość ryzykowały własnym życiem, ratując żydowskich sąsiadów. Przygotowywałem o nich publikacje. Udało mi się opisać losy ponad 50 osób związanych z moim rodzinnym Otwockiem, które otrzymały medale Sprawiedliwych. Ich historie można przeczytać w specjalnym numerze „Gazety Otwockiej” z 2012 r. – a obecnie jest ich jeszcze więcej, w tym obydwaj księża, którzy w czasie wojny pracowali w mojej parafii.

Gdyby bohaterstwo Sprawiedliwych było powszechne, przestałoby już być bohaterstwem

Wiem to wszystko – i właśnie dlatego zdaję sobie doskonale sprawę, że Sprawiedliwych niejako z definicji musiało być niewielu. Po pierwsze, bohaterowie nie rodzą się na kamieniu. A po drugie, gdyby bohaterstwo było powszechne, przestałoby już być bohaterstwem. Ja nawet bardzo bym chciał, żeby postawa Sprawiedliwych była normalnością, standardem, czymś powszechnym – wiem jednak, że w tamtych czasach tak nie mogło być i tak nie było. I mam nadzieję, że nigdy też zbiorowo jako Polacy, czcząc naszych Sprawiedliwych, nie uwierzymy w piosenkę o masowości pomocy, jaką nuci nam dzisiejsza polityka historyczna.

Znaczące mogą być tu dwa słowa, jakie – chyba nie do końca świadomie – wymknęły się niedawno wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu. To on przekonywał, że „cały naród polski powinien mieć jedno wielkie drzewo Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”. Gdy jednak przed kilkoma dniami szef polskiej gospodarki przemawiał w toruńskim kościele podczas uroczystości upamiętniającej Polaków ratujących Żydów, zorganizowanej przez ojca Tadeusza Rydzyka, w jego wywodzie ku czci Sprawiedliwych pojawiła się liczba około 100 tysięcy uratowanych polskich Żydów. I wtedy Morawiecki dodał: „jakże mało tych naszych braci żydowskich, którzy zostali ocaleni – ale wszyscy zostali ocaleni przez Polaków”.

Dziś władze państwowe usiłują nas przekonywać, „jakże dużo!” było ratujących. Przyjdzie jednak jeszcze czas gorzkiej zadumy nad owym „jakże mało…” było uratowanych.

Piszę o tym wszystkim nie dlatego, żeby pomniejszać heroizm Sprawiedliwych. Wręcz odwrotnie – dlatego, by ich bohaterstwa nie pomniejszać. Tak się bowiem czyni dzisiaj, przypisując ich zasługi całemu narodowi. Raz jeszcze powtórzę: chciałbym, żebyśmy wszyscy byli jak oni, ale…