Publikujemy kalendarium wypowiedzi medialnych ks. Bonieckiego i wybór najważniejszych fragmentów.

Pod koniec lipca tego roku prowincjał marianów ks. Tomasz Nowaczek cofnął ks. Adamowi Bonieckiemu zakaz wypowiedzi medialnych poza łamami „Tygodnika Powszechnego”, który obowiązywał go od listopada 2011 roku. Po trzech miesiącach (9 listopada) marianin został jednak upomniany przez przełożonych. Powodem były jego wypowiedzi, które – zdaniem zakonnych zwierzchników – „stają się źródłem kolejnych rozdarć i moralnych niepewności wśród wiernych Kościoła katolickiego”. W ubiegłą sobotę (18 listopada) ks. Boniecki otrzymał ponowny zakaz wypowiedzi medialnych poza „Tygodnikiem”.

Przygotowaliśmy wybór najważniejszych fragmentów wypowiedzi wypowiedzi ks. Bonieckiego, których udzielił w ostatnich miesiącach prasie. Do zestawienia dodaliśmy fragmenty jego homilii wygłoszonej podczas pogrzebu śp. Piotra Szczęsnego, gdyż stała się ona jedną z bezpośrednio wskazanych przez władzę marianów przyczyn ukarania księdza.

Kalendarium

1 listopada 2011 – prowincjał Zgromadzenia Księży Marianów ks. Paweł Naumowicz wydał ks. Bonieckiemu zakaz wypowiedzi medialnych poza „Tygodnikiem Powszechnym”
29 lipca 2017 – ks. Boniecki poinformował: „Mój przełożony o. prowincjał Tomasz Nowaczek udzielił mi w ostatnim czasie pozwolenia na występowanie w mediach”
Ks. Boniecki udzielił siedmiu wywiadów:
28 sierpnia 2017 – Anna Wacławik-Orpik, „Wywiad Pogłębiony”, Radio TOK FM
31 sierpnia 2017 – Brygida Grysiak, „Czarno na białym”, TVN24
1 września 2017 – Michał Olszewski, „Adam Boniecki: Wierzę w Kościół powszechny. Nie wierzę w Konferencję Episkopatu Polski”, „Magazyn Świąteczny” („Gazeta Wyborcza”)
5 września 2017 – Szymon Piegza, „Ks. Adam Boniecki dla Onetu: ciągle uczymy się wolności”, Onet
18 września 2017 – Tomasz Terlikowski, „Starcie Cywilizacji”, TV Republika
6 października 2017 – Tomasz Kycia, „Można się różnić, nie trzeba się zwalczać”, COSMO radio po polsku
3 listopada 2017 – Stanisław Skarżyński, „Ksiądz Boniecki: Samospalenie to krzyk straszliwy”, magazyn „Osiem Dziewięć” („Gazeta Wyborcza”)
6 listopada 2017 – Ewa Wanat, „Nie jestem żołnierzem Kościoła”, „Wprost” nr 45/2017
9 listopada 2017 – władze Zgromadzenia Księży Marianów opublikowały komunikat o upomnieniu ks. Bonieckiego
14 listopada 2017 – na pogrzebie Piotra Szczęsnego ks. Boniecki wygłosił szeroko komentowaną homilię. Nie była to wprawdzie wypowiedź medialna, jednak stała się jednym z powodów ponownego nałożenia zakazu na duchownego (obok złożenia podpisu na plakacie akcji „Lubię LGBTi!”)
18 listopada 2017 – „przełożony prowincji wycofał zainteresowanemu przywilej swobodnego wypowiadania się w mediach, pozostawiając jedynie możliwość współpracy z redakcją »Tygodnika Powszechnego«” – czytaliśmy w komunikacie władz Zgromadzenia Księży Marianów

Co mówił ks. Boniecki

O Bogu, Kościele i chrześcijaństwie

Wyobrażamy sobie Pana Boga, że siedzi przy centrali i naciska guzik: tu parę trzęsień ziemi, tu wykoleimy pociąg, a tu na tego faceta spadnie cegła, ale tuż koło jego głowy, a ten na raka umrze. Enter. Ja w takiego Boga nie wierzę.
Kościół przestał być pokój czyniącym w tym kraju. W Ewangelii nie jest napisane, że Chrystus jest znakiem sprzeciwu, tylko jest znakiem, wobec którego sprzeciwiać się będą. To jest różnica. Jest błędne przekonanie, że w Kościele nie ma miejsca na stawianie pytań.
Nie wierzę, że obwieszenie kraju krzyżami powstrzyma laicyzację. Ten proces zupełnie gdzie indziej przebiega. Sprawa laicyzacji jest w człowieku, w głębi. Nic to nie znaczy, że krzyż tam wisi – że Sejm jest teraz taki chrześcijański? Stuknijcie się w głowę. Czasem by się chciało go zasłonić i powiedzieć: Panie Jezu, nie patrz. („Czarno na białym” 31.08)

Wierzę w Kościół powszechny i apostolski. Nie wierzę w Konferencję Episkopatu Polski i nie jest również przedmiotem mojej wiary stanowisko arcybiskupa krakowskiego w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Kościół jest odbierany jako instytucja pisowska. To oczywiście nieporozumienie. Kościół, w który wierzę, nie jest. Spotykam w całej Polsce wspaniałych księży. To dla mnie dowód na to, że katolicyzm polski nie jest w całości radiomaryjny, choć przyznaję, iż syndrom oblężonej twierdzy, nieufności i lęku dominuje.
Kościół przestał być autorytetem moralnym. Ludzie przestali się nim przejmować, nawet jeśli chodzą na mszę czy posyłają dzieci na religię. Kapitał zaufania zdobyty w czasie PRL-u jest w tej chwili trwoniony. Trudno będzie go odzyskać („Gazeta Wyborcza. Magazyn Świąteczny” 1.09)

Nie jestem żołnierzem Kościoła, tylko członkiem wspólnoty. Kościół nie jest muzeum figur woskowych, ale żywym organizmem. Jego nauka zmienia się w miarę poznawania człowieka. Jest nawet wiele przykazań kościelnych, które może kiedyś były użyteczne, ale dzisiaj nie mają żadnego znaczenia. Wszystko to trzeba przemyśleć od nowa, część zlikwidować. To trudny moment dla ludzi małej wiary, którzy boją się, że jak się ruszy jedną cegiełkę, to runie cała budowla.
Chrześcijaństwo chyba się rzeczywiście nie przyjęło, w każdym razie nie do końca. Okazuje się bowiem, że nasze chrześcijaństwo jest słabsze niż strach.
Mamy świadomość, że Kościół jako instytucja ludzka, która reprezentuje Boga, ma bardzo wiele na sumieniu. Kościół powinien być pokorny. Nie dorasta do swojego zadania. Sam Jezus powiedział, jakie powinno być miejsce Kościoła w świecie. Powinno to być miejsce ostatnie. („Wprost” nr 45/2017)

O poprzednim zakazie wypowiedzi

Myślę, że ten zakaz namnożył mi spotkań z czytelnikami. Okazuje się, że nie ma wielu takich księży, którym zakazano wystąpień (TOK FM 28.08)

Wystąpienia w mediach to był zawsze margines mojej działalności. Nie byłem zamurowany, mogłem jeździć na spotkania, mogłem pisać  w „Tygodniku Powszechnym”, wiec nie przesadzajmy z męczeństwem. Nie czuję się ofiarą inkwizycji.
Nie żałowałem zdjęcia z Nergalem. Uważam, że ksiądz jest posłany do wszystkich ludzi. Wiem, że on wykorzystał to zdjęcie, ale to było moje ryzyko miłości do bliźniego. Taką przyjąłem filozofię. Nie widzę w tym nic złego. To, że mam z nim fotografię, nie oznacza, że popieram jego chamskie wyczyny z Biblią. (Telewizja Republika 18.09)

Te słowa z „Kropki nad i” były tylko kroplą, która przepełniła kielich, bo zastrzeżenia do moich wypowiedzi były już wcześniej. Nie miały one charakteru doktrynalnego, ale dotyczyły poprawności politycznej. Na pewno dziś nie zmieniłem swoich poglądów i to, co wtedy mówiłem, było zgodne z Ewangelią. Natomiast niewykluczone, że może niezbyt klarownie wyjaśniłem swoje stanowisko, może należało to wyłożyć bardziej „łopatologicznie”. Dziś wypowiedziałbym to jaśniej, jedynie tego żałuję (Onet, 5.09)

Nie jestem męczennikiem – niektórzy traktują mnie tak, jakbym był ofiarą inkwizycji, a przecież nic mi się nie stało. Żyję, jeżdżę, rozmawiam, teraz znowu mogę się pojawiać w mediach innych niż „Tygodnik Powszechny”. A w zakonach takie zakazy się zdarzają.
Na początku, przyznaję, miałem poczucie niezasłużonej krzywdy. Są duchowni, którzy bredzą publicznie i żadna kara ich z tego tytułu nie spotyka. Cóż ja bowiem takiego powiedziałem? Zaproponowałem, żeby Episkopat nie przejmował się za bardzo Nergalem. Byłem i jestem zdania, że są znacznie trudniejsze tematy. Nie naruszyłem w żaden sposób doktryny, tylko wypowiedziałem się in oportunum, czyli w niewłaściwym momencie. Ludzie mi niechętni zinterpretowali to po swojemu.
Poczułem się po zakazie jak głupek w rodzinie – kiedy przychodzą goście, to się mu daje dychę na kino, żeby sobie poszedł, bo jeszcze z czymś wyskoczy. Może to się wydawać dziwne, ale poniekąd rozumiem byłego prowincjała: nieustannie słyszał, że powinien mnie uciszyć, i w końcu to zrobił. Żyliśmy i żyjemy w przyjaźni.
Moje życie jest jedną wielką przeprowadzką. Nauczyłem się, że przywiązywanie się do jednego miejsca nie ma sensu. Trzeba zawsze być gotowym, żeby zostawić to, co masz, i iść gdzie indziej. Taka jest moja odpowiedź: dostałem zakaz, wyprowadziłem się z Krakowa, nie roniłem łez. A na frustracje mam czas w zaciszu swojej celi.
(…) komentowanie bieżących wydarzeń wymaga pewnej dyscypliny, nieustannego śledzenia tego, co się dzieje w polityce, Kościele. Nagle okazuje się, że nie musisz tego robić. Jak sobie z tym poradzić? Cóż, jednym ze źródeł mojego optymizmu jest praca z ludźmi. Nie zamknąłem się w celi, nie zacząłem narzekać na charaktery ludzkie, na grzeszność i marność żywota. Ja po prostu lubię ludzi, lubię rozmawiać z nimi tak, żeby nie odstraszać. Zakaz mi tej radości nie odebrał. („Gazeta Wyborcza. Magazyn Świąteczny” 1.09)

O obecnej sytuacji społeczno-politycznej

Ciągle mamy mentalność mało demokratyczną. Nie mamy poczucia odpowiedzialności za to, co się dzieje. Dajemy sobie wmówić rozmaite rzeczy, pozwalamy się czarować populistycznej retoryce. (…) Myślę, że większość ludzi ze zdumieniem jednak patrzy, że coś, co zostało z trudem zbudowane, co, choć nie było najlepsze, kosztowało masę energii, masę pracy, teraz jest rozmontowywane przez kogoś nie dlatego, że będzie lepiej, ale dlatego, że chce on wejść do historii jako twórca odrodzonej Polski.
To, co obecnie przeżywamy, spory, próby zmiany ustroju itd. to wciąż są „warsztaty z wolności”. Eksperyment wykonuje się niestety na żywych ludziach, na żywym organizmie. Ale my wciąż jesteśmy na etapie edukacji. Patrzę w dłuższej perspektywie. Czy Polska taka już zostanie? Ogłupiona? Akceptująca wszystko, kupująca wszystkie półprawdy, łykająca bezkrytycznie całą tę populistyczną retorykę? Czy tak już zostanie na wieki, wieków? Myślę, że nie, że na dłuższą metę, to jest ciągle uczenie się tego „nieszczęsnego daru wolności”. (TOK FM 28.08)

Sprawa Trybunału Konstytucyjnego to właśnie zagadnienie z kategorii moralnych, a nie wyłącznie proceduralnych. Kościół miał obowiązek ocenić moralną stronę wydarzeń. Co więcej, mógł zaznaczyć swoją odrębność wobec obu stron sporu, akcentując, że Platforma popełniła pierwszy błąd, ale to, co zrobił PiS, było podeptaniem fundamentów życia demokratycznego. W maju tego roku kraj trząsł się w posadach, a Episkopat wydał list na 100-lecie objawień w Fatimie. Fatima jest ważna, ale w tym przypadku należało się jednak skupić na aktualnym kryzysie państwa. („Gazeta Wyborcza. Magazyn Świąteczny” 1.09)

O samospaleniu Piotra Szczęsnego

Samospalenie Piotra Szczęsnego to jest tak mocny znak protestu, że właściwie nie można przejść wobec niego obojętnie. Do mnie szybko dotarło, że on nie był fanatykiem ani szaleńcem. To nie było spowodowane przyczynami psychiatrycznymi, to był człowiek bardzo serio myślący. (…) To była manifestacja miłości ojczyzny. Nie wiem, czy ta śmierć zmusi szerokie kręgi społeczne do refleksji. Bardzo jest łatwa ta ucieczka, że albo to jest produkt „opozycji totalnej”, albo psychicznie chory człowiek. Takie alibi, żeby mieć spokój. („Gazeta Wyborcza. Osiem Dziewięć” 3.11)

Żegnamy człowieka, który jest jak krzyk, który rozdziera ciszę. Jak ogień, który z ciemności wydobywa kształt rzeczy w ciemnościach jakby nieobecnych, bo niedostrzegalnych.
Mówią mi: Z samobójcy robisz świętego. Nie jestem urzędem ogłaszającym świętych. Myślami stoję tam, na placu pod Pałacem Kultury i pytam: kim ja jestem, żeby osądzać czyn mego bliźniego? Taki czyn. Tak dramatyczny.
Zdumiewają mnie ci, którzy śp. Piotrowi rzucają w twarz: niepotrzebna jest ta twoja męka, czyn nieadekwatny do sprawy. Twojego krzyku nie posłucha nikt. Tak mówią zadowoleni z siebie „sprawiedliwi”. (Homilia na pogrzebie Piotra Szczęsnego 14 listopada)