Projekt europejski wymaga nowego uzasadnienia. Zanik wewnątrzeuropejskiej solidarności niesie ze sobą wręcz niebezpieczeństwo rozpadu jedności Europy.  

W roku 2015 międzynarodowa kwestia uchodźcza znalazła się w centrum agendy Unii Europejskiej. O ile w latach poprzednich starano się nadać jej wymiar regionalny – pod pretekstem postanowień konwencji dublińskiej traktując ją jako wewnętrzny problem europejskich państw basenu Morza Śródziemnego – o tyle w roku 2015 strategia ta, już od dawna nieuczciwa, poniosła ostateczne fiasko wskutek wzrostu liczby uchodźców.

Postawy wobec „kryzysu uchodźczego“ jako przejaw kryzysu Unii

W kontekście kwestii uchodźców pytanie o wspólną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa Unii Europejskiej ukazało się w nowym świetle. W sferze zwalczania przyczyn przymusowych migracji kraje europejskie zostały skonfrontowane z dużym spektrum przyczyn tego problemu, zaś w sferze polityki wobec uchodźców – z równie dużym spektrum proponowanych w Europie odpowiedzi.

W sytuacji, w której niezbędna byłaby intensyfikacja wspólnych działań, obserwujemy raczej zanik wewnątrzeuropejskiej solidarności, który niesie ze sobą wręcz niebezpieczeństwo rozpadu jedności Europy. Można go dostrzec w stopniowej erozji układu z Schengen, przejawiającej się w przywracaniu kontroli na granicach wewnętrznych oraz braku gotowości do dzielenia się ciężarami nowych wyzwań. Wynik referendum w Wielkiej Brytanii zarazem uświadomił i zaostrzył kryzys, który dotyka Unię.

Zanik solidarności wewnątrz Unii grozi wręcz rozpadem jedności Europy

Tendencja do renacjonalizacji polityki europejskiej oraz zanik solidarności w Europie – widoczne tak naprawdę już w podejściu do problemu uchodźców w latach poprzednich, a także w walce z kryzysem finansowym – jasno pokazują, że nie mamy do czynienia z problemem dotyczącym wyłącznie sfery organizacji polityki i zarządzania Wspólnotą. Podstawowe wyzwanie, jakie stanęło przed Unią i społeczeństwami europejskimi, polega na konieczności określenia własnego miejsca odpowiednio w kontekście globalnym i europejskim oraz poddania się głębokiej transformacji społecznej i politycznej w imię zachowania zdolności do działania i ochrony własnej tożsamości.

Wagę tego wyzwania w jaskrawy sposób ukazuje problem uchodźczy. Pytania o własną samoświadomość, korzenie kulturowe oraz granice swych możliwości ujawniają się wyraźnie właśnie w sporze o stosunek do tego, co „obce”, a zwłaszcza w kontekście stosunku do (zwykle wyobrażonego) islamu. Na tym tle należy z całą powagą potraktować zarówno kwestie spójności społecznej, lęków związanych z utratą pozycji społecznej i pogorszeniem się sytuacji materialnej, jak i problem rywalizacji o konkretne zasoby, choćby o miejsca pracy czy mieszkania w przystępnych cenach.

Pokusa do obarczania winą innych

Ponieważ, sądząc po globalnej dynamice wydarzeń, mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko wyzwaniem krótkoterminowym, wszystkie dotknięte nim społeczeństwa europejskie łączy niewypowiedziane poczucie, że sytuacja je przerosła. Jest tak, mimo że liczba uchodźców w większości krajów Unii jest bardzo umiarkowana. Te nastroje społeczne częściowo wynikają z realnych problemów, częściowo z tradycyjnych schematów postrzegania, a w coraz większym stopniu – z (prawicowo-)populistycznej propagandy. Granica między obiektywnymi zjawiskami a subiektywnymi ocenami jest płynna. Aktualne wyzwania wyzwalają w społeczeństwach europejskich znaczne napięcia społeczno-psychologiczne.

Poszczególne społeczeństwa różnią się pod względem kulturowo-politycznych postaw wobec zaistniałej sytuacji. Te różnice, stanowiące poważną przeszkodę dla stworzenia wspólnej polityki, należy potraktować serio i w miarę możliwości zrozumieć. Odzwierciedlają one bowiem odmienną społeczną tożsamość i odmienne doświadczenia, których zignorowanie tylko pogłębiłoby opór wobec projektu europejskiego. Wspólna polityka, o ile powstanie, będzie skuteczna wyłącznie pod warunkiem kompatybilności z różnymi procesami społecznymi, w których przejawia się tożsamość poszczególnych społeczeństw.

W obecnej sytuacji często spotykamy się z pokusą obarczania innych winą za swoje odczucia. Tak na przykład w stosunkach polsko-niemieckich można dostrzec wyraźną tendencję do dokonywania na drugą stronę projekcji własnych obaw wynikających z bieżących wyzwań i sięgania po „sprawdzone” narodowe wzorce interpretacji w celu (nieświadomego) umocnienia własnej tożsamości. Jeżeli ta dynamika nie zostanie powstrzymana, może ona poważnie zaszkodzić wzajemnym stosunkom oraz zdolności do wspólnego działania.

Podobne tendencje ujawniają się często w stosunku do Unii Europejskiej. Nie wszyscy potrafią się najwyraźniej oprzeć pokusie postrzegania Unii jako struktury obcej, krępującej i niszczącej tożsamość, a związku z tym folgowania antyeuropejskim reakcjom. Duża siła tych stereotypów – którą zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie Europy z zastraszającym powodzeniem wykorzystują siły prawicowo-populistyczne – ujawnia zarówno skalę społecznej dezorientacji, jak i całkowity brak struktur społeczeństwa europejskiego,  które w sferze politycznej i kulturowej nakładałoby się na narodowe tożsamości z ich pełną napięć różnorodnością.

O nowy dialog na rzecz Europy

Kryzys Unii Europejskiej – choć przejawia się w szeregu problemów natury globalnej – ma zasadniczo charakter polityczno-kulturowy. Odpowiedź na kryzys musi więc uwzględniać zarówno wyzwania globalne oraz związane z nimi potrzeby i granice współpracy w Europie, jak i pytanie o polityczno-kulturowe uwarunkowania zdolności Unii Europejskiej do działania.

Jeżeli Unia chce na dłuższą metę skutecznie stawiać czoło wyzwaniom, to musi bardziej intensywnie działać na rzecz zmniejszania wewnętrznych różnic w zakresie warunków materialno-bytowych i standardów socjalnych, a także prowadzić jednolitą politykę na rzecz poprawy globalnych warunków życia. Możliwość prowadzenia takiej wspólnej polityki (zagranicznej i bezpieczeństwa) zależy od wewnętrznych uwarunkowań, które trzeba zapewnić nowymi wysiłkami. Tak na przykład wzmocnienie spójności społecznej i politycznej wymaga samokrytycznej refleksji dotyczącej jednoczących sił polityczno-kulturowych, a także zmierzenia się z występującymi napięciami. Wezwane są do tego zarówno same państwa, jak i różne siły społeczne, w tym wspólnoty religijne.

Potrzebujemy europejskiej kultury dialogu, ukazującej własną tożsamość jako istotny element większej całości

Należy się jednak wystrzegać fałszywego wyobrażenia, że idea europejska może i powinna wyeliminować oraz zastąpić tożsamości narodowe jako nowa nadrzędna narracja, prowadząc ewentualnie do stworzenia superpaństwa europejskiego. Zamiast tego potrzebujemy europejskiej kultury dialogu, w ramach której własna tożsamość byłaby wyrażana i rozwijana jako istotny element większej całości. Europejskość powstaje zasadniczo w relacji dyskursywnej, która umożliwia praktyczne doświadczenie faktu, że własnej tożsamości nie da się zrozumieć bez konfrontacji – a często i konfliktu – z tożsamością drugiej strony.

W tym kontekście nie można również abstrahować od historycznych – notabene różnorodnych – doświadczeń przemocy na kontynencie europejskim, pod różnymi względami kształtujących naszą obecną świadomość i sposoby postrzegania. Potrzebujemy zatem odnowienia takiego dialogu, poprzez którym będziemy mogli sobie wzajemnie komunikować oraz w sposób konstruktywny zestawiać nasze doświadczenia i to, co stanowi naszą specyfikę. Jest to warunkiem zarówno mądrego uzdrawiania pamięci przeszłych konfliktów, jak i zapobiegania przyszłym wybuchom przemocy.

Ciągły dialog polegający na dzieleniu się doświadczeniami i wartościami może sprawić, że relacja obarczona konfliktami przekształci się w twórcze partnerstwo. Taka kultura dialogu jest ze swojej natury otwarta i przekracza kontekst europejski, choć oczywiście potrzeba zachowania zdolności do praktycznego działania sprawia, że ten ostatni musi być ograniczony. Celem dialogu musi być pogłębianie wzajemnego zrozumienia i zaufania oraz zwiększanie gotowości do dostrzegania i podejmowania różnorodnych wyzwań, a także wspólne tworzenie perspektywy transformacji o zasięgu ogólnoeuropejskim, łącznie z konkretnymi projektami reform Unii.

Taka wizja zakłada intensyfikację i systematyzację procesów wymiany i dialogu w Europie.

Projekt europejski potrzebuje nowego uzasadnienia

Wyzwaniem dla idei europejskiej jest dziś polityka protekcjonistyczna prowadzona przez siły, które okopały się na pozycjach narodowych i stamtąd umacniają własną zdolność do działania kosztem wspólnych perspektyw. Taka polityka może co prawda na krótką metę osłabiać napięcia w danych społeczeństwach, jednak w perspektywie średnio- i długoterminowej z dużą pewnością zniszczy podwaliny tego, co rzekomo chroni.

Społeczeństwa europejskie stoją przed wyborem: albo będą razem współtworzyć wynikający z trendów globalnych proces transformacji, albo też koniec końców zostaną zepchnięte do bezproduktywnej defensywy, w której ich swoboda działania ulegnie znacznemu ograniczeniu.

Atrakcyjność projektu europejskiego zmalała po doświadczeniach transformacji lat 90. oraz kryzysu finansowego

W tej sytuacji pilnie konieczne jest poważne zmierzenie się z różnego rodzaju oporami wobec niezbędnych przeobrażeń. W nowych państwach członkowskich Unii – które w latach 90. XX wieku przeszły bolesne, często do dziś oddziałujące procesy przemian – da się zauważyć wyraźne zmęczenie transformacją. Nawet najbardziej udane procesy tego typu wiążą się ze stratami, z którymi dane społeczeństwo musi się uporać. W obliczu takich przemian istnieje zawsze pokusa uchwycenia się tego, co „własne”. Kolejna pozbawiona empatii „końska kuracja”, jaką zaserwowano tym społeczeństwom na drodze do UE, będzie skazana na niepowodzenie. Skuteczne przemiany wymagają ich wewnętrznej akceptacji, a tę uda się zapewnić wyłącznie poprzez zagwarantowanie wysokiego stopnia partycypacji, przejrzystości i sprawiedliwego równoważenia interesów. Jak się wydaje, w wielu krajach brak entuzjazmu dla zmian wiąże się ponadto z brakiem wiary we własną zdolność do pogodzenia niezbędnej transformacji z wymogami spójności społecznej (tak jest na przykład we Francji). Inicjatywa na skalę europejską mogłaby przyczynić się do wzmocnienia tych sił społecznych i politycznych, których potrzebują poszczególne kraje, aby móc przezwyciężyć wewnętrzny kryzys.

Po doświadczeniach transformacji lat 90. XX wieku oraz kryzysu finansowego i jego skutków atrakcyjność projektu europejskiego zmalała. W przeciwieństwie do okresu bezpośrednio po zakończeniu zimnej wojny nie istnieje dziś idea transformacji i rozwoju, która mogłaby oprzeć się na wyraźnej większości poszczególnych społeczeństw europejskich. Dodatkowo ogólna perspektywa dobrobytu związanego z członkostwem w Unii stała się mniej wiarygodna, a w związku z wymianą pokoleń siła oddziaływania europejskiego projektu na rzecz pokoju słabnie. Widać zatem wyraźnie, że projekt europejski potrzebuje nowego uzasadnienia.

W tym kontekście największe znaczenie ma wspólne stworzenie perspektywy transformacji dla społeczeństw europejskich. Pierwszym drogowskazem na drodze takiego procesu mogłaby się stać Agenda 2030 oraz zawarte w niej Cele Zrównoważonego Rozwoju. Pierwszym krokiem powinna być realizacja naszych wcześniejszych postulatów wprowadzenia ponadnarodowych systemów ubezpieczenia społecznego oraz takich płac minimalnych, które zapewniałyby egzystencję, a także umożliwienia dostępu do edukacji i nauki zawodu wszystkim młodym ludziom (por. Cele Zrównoważonego Rozwoju nr 8 i 10).

Poważny dialog, a nie pochopna polityka

Jak wiemy na podstawie licznych doświadczeń dialogu, nieodzowne są na tej drodze normatywne wskazania, jakie sformułowała również katolicka nauka społeczna. W kontekście rozwoju zarówno Unii, jak i społeczeństw europejskich zasady personalizmu, solidarności i pomocniczości pozostają w najwyższym stopniu aktualne.

W ramach swoich dorocznych działań – np. dotyczących zwalczania rasizmu i wspierania rozwoju młodzieży (2012), kryzysu finansowego (2010 i 2013), bezrobocia wśród młodzieży (2014), nasilającego się rasizmu i ksenofobii (2015) oraz sprawiedliwego opodatkowania i ubóstwa (2016) – Konferencja Europejskich Komisji na rzecz Sprawiedliwości i Pokoju udowodniła, że znalezienie trwałych, skutecznych rozwiązań umożliwia dialog (także wypływający z trudnych doświadczeń) społeczeństw z południa, północy, wschodu i zachodu Europy, oparty na etycznych zasadach pierwszeństwa dobra wspólnego przed partykularnymi interesami oraz poszanowania i zagwarantowania praw człowieka dla wszystkich przed interesami państw. Jest to podejście odmienne niż krótkoterminowe pochopne reakcje podejmowane w sferze doraźnej polityki. To samo można powiedzieć o deklaracji COMECE w sprawie pokoju na świecie, wydanej w związku z pracami nad nową unijną strategią w dziedzinie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.

Z naszych wielokrotnych doświadczeń wynika, że niezależnie od wierności normatywnym wskazaniom ważne jest, aby z szacunku dla partnera dialogu oprzeć się pokusie przytłaczania go normatywnymi argumentami, a zamiast tego przekonywać go do proponowanych rozwiązań. Również Kościół zadaje sobie w związku z tym pytanie, w jaki sposób może bardziej systematycznie i intensywnie zaangażować się we wspomnianą debatę i jak skuteczniej wykorzystać w niej dla dobra wszystkich dar w postaci swojej ponadnarodowej natury.

Tłum. Kamil Markiewicz

Dokument niniejszy został przyjęty przez Niemiecką Komisję Justitia et Pax w październiku 2016 r. Od tej pory był podstawą dialogu w sprawie polityki europejskiej w Berlinie, Brukseli i innych miejscach. Wkrótce przedstawiciele Komisji gościć będą w Warszawie, by przedyskutować te kwestie z polskimi partnerami.

Niemiecka Komisja Justitia et Pax (Sprawiedliwość i Pokój) to „okrągły stół” niemieckich instytucji i organizacji aktywnych w dziedzinie międzynarodowej odpowiedzialności Kościoła. Wchodzą w jej skład m.in. biskupi delegowani przez Konferencję Episkopatu Niemiec, przedstawiciele Centralnego Komitetu Katolików Niemieckich oraz liderzy niemieckich katolickich organizacji pomocowych.