Miłośnicy „Gry o tron” znajdą w „Gar’Ingawi” Anny Borkowskiej coś dla siebie – i dużo więcej.

Smoki przyleciały, okręty przypłynęły, mur runął – i nic. Akcja „Gry o tron” zatrzymała się na co najmniej rok do następnego, ostatniego już sezonu serialu. Co w tym czasie mogą zrobić fani, skoro fabuła będących jego podstawą książek G. R. R. Martina urwała się jeszcze wcześniej i nic nie zapowiada, by w najbliższym czasie miała się ukazać kontynuacja?

Odpowiedź prosta: można czytać inne powieści. A w tym roku, dzięki związanemu z Frondą wydawnictwu „ZonaZero” można wreszcie w komfortowych warunkach przeczytać powieść niezwykłą, zupełnie zapomnianą  i dostępną dotąd tylko w otchłaniach bibliotek i antykwariatów: „Gar’Ingawi. Wyspę Szczęśliwą” pióra s. Małgorzaty Borkowskiej OSB (podpisanej swoim imieniem świeckim, Anny Borkowskiej). Przez lata publikowała ona na łamach „Więzi” medytacje biblijne, z których powstała książka „Jednego potrzeba”.

Powieść Borkowskiej z roku 1988 wyprzedziła boom na polską literaturę fantasy

Mało znana powieść dobrze znanej zakonnicy została wydana po raz pierwszy w roku 1988 i od tego czasu nie była wznawiana. Wyprzedziła późniejszy boom na polską fantasy z lat dziewięćdziesiątych. Nie jest to dzieło doskonałe, wielu czytelników narzeka, że udało im się wciągnąć w akcję dopiero po przebyciu pierwszych kilkudziesięciu, żmudnych stron. Można pogubić się w bardzo licznych postaciach o dziwnych imionach (ich spis w obecnym wydaniu jest dopiero na końcu trzeciego z tomów – warto więc kupić je wszystkie od razu!). Akcja czasem zwalnia w sposób dość nużący, kiedy indziej zupełnie niespodziewanie przyspiesza i szereg ważnych wydarzeń dokonuje się na przestrzeni paru stron.

Pomimo tych słabości jest to powieść wielka w swoim podwójnym rozmachu: światotwórczym i metafizycznym. Ma w sobie to, co chyba najbardziej przyciąga miłośników takiej literatury: nowe światy, podobne do naszego, ale jednak inne. Zamieszkują je bohaterowie różnych dziwnych ras, którzy podróżują przez całe kontynenty i oceany, od lodowych gór po gorące pustynie. Świat siostry Borkowskiej przypomina najbardziej nie tyle Śródziemie czy Westeros, ile raczej fantastyczne kreacje Ursuli Le Guin. Tak jak w „Grze o tron”, główni bohaterowie nie mają immunitetu chroniącego ich od śmierci. Autorka pokazuje jednak wyraźnie, że głównym niebezpieczeństwem jest dla nich nie śmierć, lecz ulegnięcie pokusom Złego.

Gar’Ingawi

Anna Borkowska, Gar’Ingawi, wyd. ZonaZero, 2016.

„Gar’Ingawi” jest bowiem powieścią chrześcijańską. Nie ma ambicji bycia alegorią historii Zbawienia, specjalnie umieszczona jest w świecie, który zdecydowanie różni się od naszego. Można ją jednak potraktować jako rozbudowaną medytację nad kilkoma fragmentami Biblii, zwłaszcza pojawieniem się Bestii w Apokalipsie i scenami kuszenia Jezusa. Mieszkańcy Wyspy Szczęśliwej – będący niegdyś najbliżej Boga, swoisty Naród Wybrany – tak samo jak inni mieszkańcy swojego świata, mają w sobie żądzę władzy, pieniędzy, uciech cielesnych. Tego nie oferuje im „Jasny Brat”, lecz jego Przeciwnik. Książka pokazuje, jaka jest cena odrzucenia Boga i porzucenia wiary: Wyspa Szczęśliwa, a wraz z nią pół świata, staje się totalitarnym imperium, wstrząsanym wojnami między kolejnymi tyranami.

Najciekawsza w tym jest jednak nie wielka historia przetaczająca się przez świat powieści, ale indywidualne wybory, przed którymi staje każdy z bohaterów. Tak jak przynajmniej w pierwszych tomach „Gry o tron” atrakcją było to, że nigdy nie było wiadomo, która z postaci nagle pożegna się z życiem, tak w „Gar’Ingawi” do końca nie wiemy czegoś dużo ważniejszego: kto wytrwa w dobru, choćby za cenę niewyobrażalnych cierpień, a kto (dosłownie) pokłoni się Antychrystowi.

Przyznam się, że sięgnąłem kiedyś po „Grę o tron” zachęcony opinią, że to „Tolkien naszych czasów”. Jeśli tak, to każde czasy mają takiego Tolkiena, na jakiego zasługują. Inspiracją Martina wydaje się głównie Hobbes i Machiavelli, a jego światem rządzi wyłącznie przemoc i podstęp. Inspiracją Tolkiena i siostry Borkowskiej jest Ewangelia i zawarta w niej nadzieja na to, że litość, miłosierdzie i ofiara mogą być silniejsze od zła. W dziele polskiej zakonnicy widać też chyba wpływ duchowości benedyktyńskiej: tym, co ostatecznie ratuje Wyspę, nieszczęśliwą przez swój upadek, jest wierność starym tradycjom i rytuałom, choćby sprawowało je tylko dwóch lub trzech, na przekór wszystkim wokół i swojemu własnemu zwątpieniu.

„Gar’Ingawi” to powieść wielka w swym rozmachu światotwórczym i metafizycznym

Jest więc „Gar’Ingawi” powieścią o nadziei i oczekiwaniu na Boga. Napisana piękną polszczyzną, nie skłania do szybkiej lektury, raczej do powolnego smakowania każdego zdania; perełki można znaleźć w środku długich akapitów. Pod koniec książki jeden z bohaterów stwierdza, że on i rola, jaką mu narzucają inni, pasują do siebie tak jak wiewiórka do skóry wieloryba. A kontrast między nim i Oczekiwanym – nawet gdyby zdjąć skórę z całego kontynentu i dać do noszenia wiewiórce, nie byłby to dość dobry obraz sytuacji!

Świadomość takiej nieadekwatności ludzkiej twórczości do Bożego Słowa i działania miał Tolkien, ma ją i siostra Borkowska. Ale właśnie dzięki temu mogli tworzyć dzieła, które mówią nam słowami księżniczki Mdan (postać z „Gar’Ingawi”, bardzo mądra, a wyglądem przypominająca… żuka), że „nawet ci, którzy nie mogą doczekać, pomimo to czekać mogą. Tak – i więcej: nawet ci, którzy czekać nie umieją, nie chcą, nigdy nie chcieli i nie potrafią zacząć (…) – pomimo to, bez nadziei, nawet w pewności klęski, czekać mogą”.