Co zrobić, gdy w homilii słyszymy nieprawdę, zło? Niestety zdarzają się choćby kazania antysemickie albo takie, w których wzywa się do nienawiści wobec wybranej grupy społecznej.

W dyskusji na temat ewentualnego (nie)wychodzenia z kościoła podczas – mówiąc ogólnie – złego kazania brakuje najczęściej jednego wątku – teologii słowa Bożego w kontekście Eucharystii. Wezwania do przetrwania czy przeczekania złego kazania poprzez mówienie różańca, zajęcie się myślami czymś innym – na przykład tłumaczeniem symultanicznym, a nawet jego przespania wynikają moim zdaniem z niezrozumienia tego, czym jest Msza św. Ofiara eucharystyczna nie zaczyna się od przygotowania darów, nie mamy Mszy katechumenów i Mszy wiernych, ale – jak nas poucza Sobór Watykański II – „liturgia słowa i liturgia eucharystyczna, tak ściśle wiążą się z sobą, że stanowią jeden akt kultu” (KL 56). To nie jest tak jak piszą niektórzy, że trzeba kazanie przetrwać ze względu na zbliżającą się Eucharystię. Eucharystia już trwa, a przepowiadanie słowa Bożego w homilii stanowi jej integralną część, co nie pozostaje bez skutków dla całości liturgii.

Trudno tutaj przywoływać całą teologię homilii, dość powiedzieć, że homiletyka posoborowa, a także prawodawstwo Kościoła przypisują homilii bardzo ważną rolę. Jak wiadomo, zaleca się ją „jako cześć samej liturgii”, nie jest ona bowiem do niej wstępem, ale jej częścią. Jej liturgiczny charakter sprawia, że partycypuje ona w sakramentalności całego aktu, jakim jest Msza święta. Homilia nie jest i nie powinna być konferencją, pogadanką, katechezą, a nawet rozważaniem. Św. Jan Paweł II pisał, że „jest dialogiem między Bogiem a ludem” (DD 41). Franciszek doda, że „przewyższa ona jakąkolwiek katechezę, stanowiąc najwyższy moment dialogu Boga ze swoim ludem, poprzedzający sakramentalną komunię” (EG 137). Homilia ma jednak nie tylko „komunikacyjny” charakter. Jak przypomina Franciszek, „Gdy przepowiadanie urzeczywistnia się w kontekście liturgii, jest włączone jako część ofiary przekazywanej Ojcu i jako pośrednictwo łaski, którą Chrystus rozlewa w celebracji” (EG 138). Co to znaczy? Ano ni mniej, ni więcej jak to, że już w homilii dokonuje się uwielbienie Boga i składana jest ofiara oraz że już w homilii udzielana jest łaska. Ofiara już się dzieje, sakrament już działa, łaska już dotyka człowieka.

Kaznodzieja może uniemożliwić działanie Słowu, samemu grzesząc przeciwko Niemu

Czy dzieje się tak zawsze i bez żadnych wstępnych warunków? Ano nie. Papież Franciszek przypomina: „Przepowiadanie czysto moralizujące lub indoktrynujące, również i to, które przemienia się w lekcję egzegezy, pomniejsza tę komunikację między sercami, jaka ma miejsce w homilii” (EG 142). O ile bowiem obiektywnej skuteczności sakramentu nic nie może naruszyć, nawet – jak wiemy – stan grzechu ciężkiego u szafarza, o tyle skuteczność samej homilii powiązana jest z jej poprawnością. I nie chodzi tutaj o homilię nudną, o której Franciszek mówi: „Również w przypadkach, w których homilia staje się trochę nudna, jeśli czuje się tego ducha macierzyńsko-kościelnego, będzie ona owocna, podobnie jak nudne rady matki przynoszą z czasem owoce w sercu dzieci” (EG 140). Chodzi o homilię, która nie spełnia stawianych jej wymagań jako aktualizacji usłyszanego słowa Bożego. Papież mówi o sytuacjach, które „pomniejszają komunikację między sercami”. Można sobie – niestety – wyobrazić także takie sytuacje, które uniemożliwiają komunikację między sercami. A staje się tak, gdy kaznodzieja zaprzecza swoim przepowiadaniem istocie homilii, gdy jego słowo zawiera zło bądź nieprawdę. A tak niestety może się zdarzyć, choćby na kazaniu antysemickim albo takim, gdzie wzywa się do nienawiści wobec jakiejś grupy społecznej. Kaznodzieja może umożliwić działanie Słowu nawet „na zgliszczach składni”, ale uniemożliwi Mu działanie, samemu grzesząc przeciwko temu Słowu.

Na koniec wróćmy do początku rozważań. Liturgia słowa Bożego, której integralną część stanowi homilia, nie jest wstępem do liturgii ani czymś mniej ważnym od Liturgii Eucharystycznej. Obie części tego samego aktu kultu sprawuje ten sam szafarz. I gdy trzyma w ręku Święte Postaci nie zmienia nagle poglądów. Podchodzi do Komunii i udziela jej wiernym z tym, co ma w sercu i co przed chwilą wygłosił. I nie zmienia tego faktu ani nasza drzemka, ani liczenie aniołków na suficie, ani wyjście z kościoła, ani nawet uruchomiony w myślach różaniec. Gwałt na Słowie został dokonany, gwałt na liturgii, gwałt na sakramencie, choć – taki jest paradoks działania in persona Christi – sama Msza Święta pozostaje skuteczna i obiektywnie ważna. Ale to jeszcze nie powód, by o tym milczeć.