Filmy Asghara Farhadiego są bardzo realistyczne, mają wręcz sznyt dokumentalny. I kipią emocjami.

Ksiądz: Irańczyk, Asghar Farhadi, to jeden z największych artystów współczesnego kina. Jego filmy zrealizowane są perfekcyjnie – scenariusze dopracowane w każdym elemencie, żadnych dłużyzn, jednocześnie jest tu miejsce na refleksję filozoficzno-teologiczną, na suspens i na wzruszenie. A prowadzenie aktorów – genialne! Zrealizowane przez niego „Rozstanie” i „Klient” to – nie waham się użyć tego słowa – arcydzieła.

Kobieta: Farhadi to nowa, bardzo osobna planeta na niebie nie tylko irańskiego, ale i światowego kina. Twórca „Co wiesz o Elly?” różni się od tak znakomitych reżyserów irańskich, jak Jafar Panahi, Bahman Ghobadi czy zmarły w zeszłym roku Abbas Kiarostami. Ich znakiem rozpoznawczym jest kino poetyckie, operujące symbolem i metaforą. Filmy Farhadiego są bardzo realistyczne, mają wręcz sznyt dokumentalny. I kipią emocjami, które sprawiają, że ich twórcę określa się mianem irańskiego Hitchcocka.

(…) Z kina Farhadiego trudno jednak nie wywieść konstatacji, że również zliberalizowana kulturowo część społeczeństwa wciąż mocno zakorzeniona jest w tradycji religijnej i kulturowej. Kobieta nie posiada tam pełnej podmiotowości, co pokazują relacje małżeńskie zobrazowane w „Co wiesz o Elly?”. Tu zdecydowanie więcej wolno mężczyźnie niż kobiecie – ona nawet ponosi odpowiedzialność za to, że mąż ją uderzył! Tytułowa Elly nie jest w stanie zerwać zaręczyn ze swoim narzeczonym, ponieważ nie godzi się na to ani on, ani jej rodzina. Jej obecność na wspólnym wyjeździe z grupą małżeństw i nieżonatym mężczyzną nikomu z bohaterów nie mieści się w głowie – to kompromitujący Elly skandal. Tak orzekną wszyscy, poza Sepideh, która zaprosiła Elly nad morze razem ze swoją grupą przyjaciół i chciała wyswatać ją z jednym z nich.

Dla mnie jako widza zdumiewające jest to, że w chwili, kiedy wciąż nie wiadomo, co stało się Elly – czy aby przypadkiem nie utonęła – większość bohaterów współczuje raczej jej narzeczonemu, którego nade wszystko dręczy pytanie: „Czy aby się nie zhańbiła?”. To roztkliwianie się nad sobą narzeczonego Elly oburza mnie, wręcz wkurza. Można tu odnieść wrażenie, że – wedle tamtejszej tradycji – zło wyrządzone kobiecie bardziej dotyka mężczyznę z nią związanego niż samą ofiarę. Bo czym kieruje się Emad, bohater „Klienta”, kiedy mści się na starszym mężczyźnie, w którym widzi sprawcę napaści na swoją żonę?

Ksiądz: Dodajmy najpierw, że bohaterowie „Klienta”, Rana i Emad, to kochające się małżeństwo. On jest bardzo lubianym nauczycielem w liceum, oboje są też aktorami półzawodowego teatru. Z powodu katastrofy budowlanej zmuszeni są szukać nowego domu. Trafiają do nie w pełni jeszcze opuszczonego mieszkania, którego lokatorką była – jak się okaże – kobieta rozwiązła. Nie wszyscy jej klienci mają świadomość, że jej już w znanym lokum nie zastaną. Rana pewnego dnia staje się ofiarą tytułowego „klienta”, który wszedł bez problemu do mieszkania, ponieważ kobieta otworzyła mu, myśląc, że to Emad wraca do domu. Nie widzimy, co wydarzyło się potem, kamera pokazuje tylko powoli uchylające się drzwi. Kobieta została prawdopodobnie zgwałcona, ale tego także nie wiemy na pewno. Zaatakowana, upadła w łazience, gdzie brała prysznic – było tam mnóstwo szkła i krew. Małżonkowie nie zgłaszają napadu na policję, nie godzi się na to Rana. Nie chce przeżywać kolejnego upokorzenia, a może woli uniknąć podejrzeń, że skoro otworzyła drzwi obcemu, sama jest sobie winna napaści

Rozmawiali Katarzyna Jabłońska i ks. Andrzej Luter

To jest fragment tekstu opublikowanego w kwartalniku „Więź”, jesień 2017.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, jesień 2017

Kwartalnik „Więź”, jesień 2017: Polityka społeczna po 500+