Znając prezesa Prawa i Sprawiedliwości, uważam, że potraktował on skorzystanie przez prezydenta z jego konstytucyjnych uprawnień jako nie tylko niesubordynację, lecz także polityczną zdradę, której nie przebaczy.

Druga połowa lipca była czasem przesilenia politycznego i społecznego w Polsce. W proteście wobec uchwalenia przez parlament niekonstytucyjnych ustaw, podporządkowujących sądy i sędziów władzy politycznej, na ulice naszych miast wyszły tłumy ludzi, domagające się prezydenckiego weta.

Nacisk okazał się skuteczny. Nieoczekiwanie prezydent Andrzej Duda ogłosił weto wobec dwóch ustaw: o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Ta decyzja zaskoczyła partię rządzącą i spowodowała nieskrywane niezadowolenie jej kierownictwa.

(…) Jakie motywy kierujące Andrzeja Dudę do przełomowej decyzji były najważniejsze? Pozostanie to zapewne tajemnicą prezydenta. Bez względu na to, jak istotne przy podejmowaniu decyzji było poczucie odpowiedzialności za państwo czy chęć zapobieżenia radykalizacji nastrojów społecznych i pogłębianiu podziałów narodu, niewątpliwie wielką rolę musiała odegrać chęć ratowania prestiżu urzędu prezydenta, własnej osobistej godności i poczucia kompetencji.

Zwłaszcza Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro przekroczyli wszystkie granice okazywania lekceważenia głowie państwa. Postępowanie Jarosława Kaczyńskiego wobec prezydenta Dudy – okazującego przecież publicznie prezesowi PiS wielki szacunek i nazywającego go „wielkim człowiekiem” – powinno być materiałem do przemyśleń dla wszystkich, którzy uważają Kaczyńskiego za wybitnego stratega. Czy rzeczywiście można nim być, nie mając odrobiny empatii i psychologicznego wyczucia w stosunkach międzyludzkich?

Decyzja prezydenta Andrzeja Dudy, aby przeciwstawić się woli Jarosława Kaczyńskiego, ma i będzie miała poważne konsekwencje polityczne. Korzystając ze swych konstytucyjnych uprawnień, prezydent może znacznie utrudnić realizację ustrojowego planu Jarosława Kaczyńskiego. Z pewnością Duda nie przeszedł na stronę opozycji i być może chciałby załagodzić spór w obozie władzy, osiągając jakiś kompromis z Kaczyńskim. Nie sądzę jednak, aby taki kompromis był możliwy, gdyż musiałyby go chcieć obie strony. Znając prezesa Prawa i Sprawiedliwości, uważam, że potraktował on skorzystanie przez prezydenta z jego konstytucyjnych uprawnień jako nie tylko niesubordynację, lecz także polityczną zdradę, której nie przebaczy. W tej sytuacji Andrzej Duda będzie musiał budować własny ośrodek polityczny – i ma na to znaczne szanse.

Obraz wykrzywionej w paroksyzmie wściekłości twarzy Jarosława Kaczyńskiego w trakcie sejmowego wystąpienia – w którym nazywał polityków opozycji „zdradzieckimi mordami”, odpowiedzialnymi za „zamordowanie” jego brata – musiał zapaść w pamięć także sympatykom PiS. Przynajmniej niektórzy politycy i zwolennicy tej partii mogą zacząć zadawać sobie pytania o emocjonalną stabilność ich lidera i zastanawiać się, czy stosunkowo młody prezydent Duda nie byłby lepszym i bardziej perspektywicznym przywódcą ich obozu politycznego.

Pęknięcie w obozie władzy jest też dobrą wiadomością dla Polaków, którzy chcą zachowania demokratycznego ustroju naszego państwa.

Dwa prezydenckie weta były wielkim sukcesem polskiego społeczeństwa obywatelskiego. Poczuło ono smak zwycięstwa i z pewnością go nie zapomni. To doświadczenie miało znaczenie zwłaszcza dla młodych Polaków, którzy często po raz pierwszy wzięli udział w zbiorowych manifestacjach na rzecz ważnej sprawy publicznej. A było ich tym razem naprawdę wielu.

To jest fragment tekstu opublikowanego w kwartalniku „Więź”, jesień 2017.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, jesień 2017

Kwartalnik „Więź”, jesień 2017: Polityka społeczna po 500+