Wizja Pawła Rojka porządkuje świat – a przynajmniej Polskę – według wewnętrznie spójnej logiki, która jednak w moim przekonaniu nie ma żadnego uzasadnienia w porządku objawionym, a w konsekwencji nie jest teologią.

Leżą przede mną trzy książki wydane w 2016 roku: „Awangardowy konserwatyzm. Idea polska w późnej nowoczesności”, „Liturgia dziejów. Jan Paweł II i polski mesjanizm” oraz „Społeczeństwo teologiczne. Polska teologia narodu 966–2016”. Co je ze sobą łączy? Po pierwsze, osoba Pawła Rojka, który jest autorem dwóch pierwszych publikacji i redaktorem trzeciej.

(…) Pewnie Rojek się ze mną nie zgodzi, ale gdybym miał postawić pytanie, które często odnosi się do matematyki: „czy prawdę się odkrywa, czy wynajduje?”, skłaniałbym się raczej do odpowiedzi, że to, co pisze Rojek, jest wynalezione, a nie odkryte. Owszem, jego wizja porządkuje świat – a przynajmniej Polskę – według wewnętrznie spójnej logiki, która jednak w moim przekonaniu nie ma żadnego uzasadnienia w porządku objawionym, a w konsekwencji – choć autor bardzo by tego chciał – nie jest teologią. Tym, co leży u podstaw tej wizji, jest filozoficzna matryca, rama ideowa, zresztą świadomie przejęta od innych, a przy tym rozbudowana, udoskonalona i wzbogacona. Tą matrycą jest polski, romantyczny mesjanizm.

Wszystkie trzy książki wzbudzają we mnie przemożną potrzebę i chęć polemiki. Niestety, skromne ramy recenzji na to nie pozwalają. Polemika ta jest też o tyle trudna, że autor/redaktor i recenzent wychodzą z zupełnie odmiennych punktów i bliska jest im całkowicie różna metodologia. Teolog, który czyta prace filozoficzno-socjologiczne, nieustannie nosi w sobie potrzebę odwoływania się do właściwych dla teologii kryteriów hermeneutycznych. Na tych łamach pisał o tym ks. Grzegorz Strzelczyk w tekście „Kłopoty z teologią narodu” („Więź” 1/2016). O tego typu problemach wspomina zresztą w „Społeczeństwie teologicznym” Marcin Majewski w tekście „Sakrament narodu. Teologia chrztu Polski”. Przy okazji definiowania teologii narodu pisze on o teologicznych kryteriach, którymi są: „refleksja nad danymi Objawienia, Tradycji i natury”. Majewski oraz Piotr Popiołek to zresztą jedyni teologowie, których teksty znalazły się w książce z teologią w tytule i podtytule. Nie formułuję tego stwierdzenia jako zarzutu, ale jako istotną konstatację, która dużo mówi o genezie i naturze myśli zawartej w omawianych książkach.

Zapowiedź Rojka ze wstępu do Liturgii dziejów jest znamienna: „Będę starał się pokazać, że wszystkie wskazane idee dają się pogodzić z chrześcijaństwem”. Nic nie ma tu o Ewangelii czy nauczaniu Chrystusa, a nawet Kościoła. Chrześcijaństwo jawi się w tych książkach bardziej jako pewna idea społeczno-polityczna niż osobista postawa wynikająca z wiary. Znamienne jest to, że Rojek pisze: „Religia jednak, jeśli nie jest wszystkim, jest niczym”. Gdybym jako teolog miał napisać analogiczne zdanie, na pewno stwierdziłbym, że to „wiara, jeśli nie jest wszystkim, jest niczym”. Religia – w pewnym sensie – mnie nie interesuje, a już na pewno nie interesuje mnie religia, w której już nie ma wiary.

To jest fragment tekstu opublikowanego w kwartalniku „Więź”, jesień 2017.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, jesień 2017

Kwartalnik „Więź”, jesień 2017: Polityka społeczna po 500+