Odchodząc od konfesjonału z głową pełną uprzedzeń, dalej pozostajemy w grzechu. Nie dajmy się zniewolić etykietkom przyczepianym ludziom za grupową przynależność.

„Niemcy są zabójcami”. „Muzułmanie to terroryści”. „Uchodźcy i migranci to dzicy młodzi ludzie, którzy gwałcą nasze kobiety”. „Ateiści chcą zniszczyć Kościół, a Rosjanie Polskę”. Natomiast co do masonów – to trzeba pozbyć się ich z naszej ojczyzny, bo to oni są wszystkiemu winni.

Takie uprzedzenia niszczą naszą wiarę. Gdy w taki sposób zaczynamy uogólniać i wrzucać jakąś grupę ludzi do jednego worka, uznając ich za naszych oprawców (realnych czy wyimaginowanych) – odwracamy się plecami od sprawiedliwego Boga i śmiertelnie grzeszymy.

Uprzedzenia rozlewają się po Polsce niczym zaraza pustosząca nasze wrażliwe onegdaj wnętrza

Bywa przecież różnie. Podczas II wojny światowej, na terenie okupowanej Serbii, niemiecki dowódca wybrał kilku młodych żołnierzy do rutynowej akcji. Zawiózł ich do pobliskiego lasu i postawił w szeregu przed grupką cywilów, którzy stali nad świeżo wykopanym rowem. Gdy kazał żołnierzom przygotować się do wykonania egzekucji, jeden z nich rzucił karabin na ziemię i poszedł w kierunku skazańców. Nie usłuchał wołania dowódcy. Stanął ze skazańcami, trzymając ich za ręce i dodając im otuchy. Zginął rozstrzelany i został wrzucony do jednego grobu wraz z kilkoma miejscowymi rodzinami. Historia zapamiętała jego imię i nazwisko: Joseph Schultz. Był Niemcem.

Gdy czytam słowa Jezusa: „Kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” – przypominam sobie odwagę młodego Josepha. I nie tylko jego.

Jeden z polskich misjonarzy, pracujący w Afryce, opowiadał na spotkaniu w Warszawie, że nie stałby teraz przed słuchaczami, gdyby nie pewien muzułmanin, który ocalił mu życie. Stając w jego obronie, poniósł śmierć. Na sali zapanowała grobowa cisza. Trudno było opanować wzruszenie. Czy wiedział ów muzułmanin, że trafi w (nieoficjalny) poczet naszych świętych? Czy zdawał sobie sprawę, że w ostatnim momencie swojego życia poszedł za głosem Chrystusa: „Kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”?

Kogo z nas byłoby stać na odwagę jednego z najbardziej znanych członków polskiego wolnomularstwa – Janusza Korczaka? O czym myślał, gdy wraz z dziećmi zdecydował się wsiąść do wagonu, którego przeznaczenie dobrze znał?

Ktoś powie: „To są wyjątki. Niemcy, muzułmanie i masoni są źli. Nie mogą być dobrzy”. Co za prymitywne myślenie! Podtrzymywanie i propagowanie takich uprzedzeń to grzech śmiertelny, jeden z najbardziej obrzydliwych grzechów, który w historii, stając się elementem ideologii, zdołał uczynić z chrześcijan nawet ludobójców.

Twierdzę, że często uprzedzenia to grzech śmiertelny. Pewnym uprzedzeniom ludzie ulegają niekiedy nieświadomie. Jednak częściej, jak się wydaje, mamy do czynienia ze świadomym przyjmowaniem krzywdzących stereotypowych uogólnień na temat innych. A na pewno świadome i dobrowolne jest ich osobiste dalsze propagowanie. Dotyczą one poważnej materii grzechu, gdyż godzą w miłość drugiej osoby, gardzą człowiekiem, a ich szerzenie łamie przykazanie „Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu twemu”. Odchodząc od konfesjonału z głową pełną uprzedzeń, dalej pozostajemy w grzechu.

Dzisiaj uprzedzenia rozlewają się po Polsce niczym zaraza pustosząca nasze wrażliwe onegdaj wnętrza. Gdy w poczet znajomych na Facebooku przyjmę kogoś, komu niejeden polski katolik przyczepił etykietkę złego za przynależność do określonej grupy – od razu zostaję wyśledzony przez nadgorliwców i przykładnie zrugany za antykatolicką i antypolską postawę. A nie daj Boże zaprzyjaźnić się w realu z kimś, kogo należy piętnować…

Wieszamy etykietki na ludziach, których nigdy nie spotkaliśmy. Wierzymy bezosobowym mediom, które zręcznie zestawiają informacje, by zrobić na nas wrażenie. Wiadomo, że większą oglądalność mają horrory niż historie o pojednaniu. Chętniej przyjmujemy spreparowane komentarze niż informacje z pierwszej ręki.

Pod moim felietonem „Budujemy Polskę czy wieżę Babel?”, jaki ukazał się 5 września na portalu Deon.pl, w jednym z krytycznych pod moim adresem postów, jego autor (podpisał się „stos”) surowo mnie upomniał, że jako kapłan katolicki winienem przypominać ludziom o ich grzechu, a nie dialogować. Tak więc przypominam: uprzedzenia to najczęściej ciężki grzech, który może doprowadzić człowieka nawet do ludobójstwa, które później z łatwością usprawiedliwi, przynajmniej przed sobą!

Nie dajmy się zniewolić etykietkom przyczepianym ludziom za przynależność do konkretnego narodu, religii czy organizacji. Czasem niejeden z nich może nas zawstydzić wielkością swojego serca, na jaką nas samych nigdy nie byłoby stać.