Jedni z nas chcą oglądać „Klątwę” w warszawskim Teatrze Powszechnym, drudzy „Króla Leara” w Teatrze Polskim w Warszawie. Obecna władza, mam wrażenie, celuje w podsycaniu różnic między nami – mówi Jerzy Radziwiłowicz w dyskusji z Pawłem Łysakiem i Januszem Majcherkiem w jesiennej „Więzi”.

WIĘŹ: Spotykamy się w momencie ważnym dla polskiego teatru, niektórzy mówią wręcz o punkcie zwrotnym. W kontekście wydarzeń wokół wrocławskiego Teatru Polskiego, Teatru Starego w Krakowie i spektakli „Golgota Picnic” i „Klątwa”, należy zapytać: co wolno artyście i w jaki sposób ma się ta wolność do mecenasa państwowego. Co z kolei wolno ministrowi wobec na przykład teatru, który finansuje? Przypomnijmy, że w Polsce przez państwo finansowane są w całości dwa teatry: Teatr Narodowy w Warszawie i Stary Teatr w Krakowie. Finansowanie pozostałych teatrów spoczywa na samorządach, niektóre z nich są dofinansowywane przez państwo.

Jerzy Radziwiłowicz, aktor: Przywołane wyżej zdarzenia generują wiele pytań. Zacząłbym od następującego: jak powinno zachować się państwo wobec zjawisk, które wywołały spektakle „Golgota Picnic” czy „Klątwa”. Moim zdaniem odpowiedź jest banalnie prosta: państwo powinno przede wszystkim dbać o to, żeby ci, którzy chcą uczestniczyć w tych spektaklach, byli bezpieczni. A przedstawienie „Golgota Picnic” zostało odwołane również z powodu obawy przed brakiem bezpieczeństwa jego uczestników. Jeżeli władza miejska czy wojewódzka – czyli w istocie państwowa – oświadcza, że nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa widzom legalnego spektaklu, na który ludzie za własne pieniądze kupili bilety, jest to klęska państwa. Przypominam – żeby nie być posądzonym o polityczną stronniczość – że odwołanie spektaklu „Golgota Picnic” miało miejsce za poprzednich rządów.

Tu chodzi o bardzo prostą rzecz – my, ludzie, jesteśmy różni. Jedni z nas chcą oglądać „Klątwę” w warszawskim Teatrze Powszechnym, drudzy „Króla Leara” w Teatrze Polskim w Warszawie. Jedni myślą tak, drudzy myślą inaczej. Od władzy zależy, czy dołoży starań w dążeniu do budowania współżycia między obywatelami różniącymi się poglądami i wrażliwością, czy też będzie korzystała z istniejących różnic, żeby używać ich dla własnych politycznych zysków. Obecna władza, mam wrażenie, celuje w podsycaniu różnic między nami.

Jednak to nie teatr dostaje tu po głowie, ale my wszyscy, czyli obywatele. Okazuje się bowiem, że można bezkarnie próbować zmusić kogoś siłą do tego, żeby nie uczestniczył w wydarzeniu kulturalnym, w którym chce uczestniczyć i za udział w którym zapłacił z własnej kieszeni. Najgroźniejsze jest to, że państwo pozwala na tego typu siłowe rozwiązania. Nie bez winy jest tutaj także Kościół, który szafuje argumentem obrazy uczuć religijnych. Państwo idzie ręka w rękę z takimi sposobem postrzegania rzeczywistości i to jest objaw słabości państwa.

A może to nie przejaw słabości państwa, lecz zimnych kalkulacji? Owszem, Kościół bardzo krytycznie reagował na „Golgotę Picnic” czy „Klątwę”. Ale dlaczego państwo tak chętnie staje w obronie – jak je nazywa – wartości religijnych: czy aby nie z powodu własnych interesów politycznych?

Paweł Łysak, dyrektor Teatru Powszechnego w Warszawie: Bliska jest mi ta intuicja – uważam, że zamieszanie wokół teatru w Polsce jest jedną z odsłon pogłębiającego się rowu, który konsekwentnie wykopywany jest między Polakami, przede wszystkim przez polityków. W tej chwili trwa wojna o głosy wyborcze. Szczególnie zaciekła bitwa toczy się o ten elektorat, który nie poszedł do wyborów w 2015 roku. Wygląda na to, że – zdaniem polityków – elektorat ten należy tak podburzyć, tak wkurzyć, aby opowiedział się po którejś ze stron. Dodajmy, że dziś w Polsce każdy w jakiś sposób jest stroną sporu politycznego. Nic dziwnego, przecież sama polityka funkcjonuje jako spektakl, w którym udział jest umiejętnie stymulowany.

Niestety, wiele wskazuje na to, że teatr i kultura są w tej walce o wyborców używane instrumentalnie. Weźmy spór wokół „Klątwy” – on nie dotyczy samego teatru, ale kwestii politycznych i ma charakter pozaartystyczny. Przecież materiały w telewizji narodowej dotyczące tego spektaklu kończyły się zazwyczaj stwierdzeniem: skoro prezydent Gronkiewicz-Waltz nic nie robi w sprawie zablokowania tego przedstawienia, powinna odejść. Dodajmy też, że znakomita większość wrogów Klątwy spektaklu nie widziała. Skandal wokół tego przedstawienia sprokurowany został przez media, narodowa telewizja nielegalnie rozpowszechniała wyrwane z kontekstu nagrania z fragmentami spektaklu, opatrując je komentarzami tworzącymi nieprawdziwy przekaz na jego temat.

Dyskusja w redakcji „Więzi”. Przy stole siedzą Katarzyna Jabłońska, Paweł Łysak, ks. Andrzej Luter, Sebastian Duda, Janusz Majcherek i Jerzy Radziwiłowicz

Dyskusja w redakcji „Więzi”. Przy stole siedzą Katarzyna Jabłońska, Paweł Łysak, ks. Andrzej Luter, Sebastian Duda, Janusz Majcherek i Jerzy Radziwiłowicz

Janusz Majcherek, kierownik literacki w Teatrze Polskim w Warszawie: Przypomnę: prymas Wyszyński potępił swego czasu „Białe małżeństwo” Różewicza i „Apocalypsis cum figuris” Grotowskiego, a wcześniej duchowni krakowscy nawoływali do nieoglądania „Nie-Boskiej komedii” Konrada Swinarskiego.

Radziwiłowicz: I nie brzydziło Kościoła wtedy, że zwraca się do komunistów o to, żeby interweniowali przeciw wolności wypowiedzi artystycznej.

Majcherek: Gwoli sprawiedliwości trzeba też pamiętać, że na przykład poznański Teatr Ósmego Dnia korzystał w stanie wojennym z parasola kościelnego, grając w salach parafialnych, mimo że jako żywo ten radykalny, kontrkulturowy zespół jest jak najdalszy od wszelkiej, że tak powiem, ideologii kościelnej.

Łysak: Nie zapominajmy też, że począwszy od czasów powojennych Kościół w Polsce potępiał skrajne nacjonalistyczne ruchy. Jan Paweł II widział w nich wielkie niebezpieczeństwo. Dziś Kościół nie wydaje się już tak jednoznaczny w krytyce budowania wspólnoty narodowo-katolickiej, która zresztą z katolickością nie ma nic wspólnego. Podsycanie nienawiści wobec uchodźców czy święcenie przez księży pod naszym teatrem sztandarów ONR jest raczej rodzajem jakiegoś wręcz pogańskiego pomysłu.

To jest fragment tekstu opublikowanego w kwartalniku „Więź”, jesień 2017. Tytuł pochodzi od redakcji.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, jesień 2017

Okładka kwartalnika „Więź” (jesień 2017).

Paweł Łysak – ur. 1964, reżyser teatralny. Ukończył Wydział Filozofii i Socjologii UW oraz Wydział Reżyserii w PWST w Warszawie. Wyreżyserował kilkadziesiąt słuchowisk dla Teatru Polskiego Radia oraz wiele spektakli w teatrach różnych miast Polski. Laureat licznych nagród. W latach 2006–2014 dyrektor Teatru Polskiego w Bydgoszczy oraz Festiwalu Prapremier. Od 2014 r. jest dyrektorem Teatru Powszechnego w Warszawie.

Jerzy Radziwiłowicz – ur. 1950, aktor teatralny i filmowy. Absolwent PWST w Warszawie. Tuż po studiach dołączył do zespołu Starego Teatru w Krakowie. Był wykładowcą w krakowskiej PWST, w latach 1981–1984 prorektorem tej uczelni. Autor przekładów sztuk Moliera Don Juan” i Tartuffe albo Szalbierz” oraz sztuki Pierre’a de Marivaux Umowa, czyli łajdak ukarany”. Ma na swoim koncie kilkaset ról teatralnych i filmowych. Występował również w teatrach poza Polską (zwłaszcza we Francji). Współpracował z najwybitniejszymi reżyserami, m.in.: Konradem Swinarskim, Jerzym Jarockim, Jerzym Grzegorzewskim, Andrzejem Wajdą, Wojciechem Marczewskim, Mártą Mészáros. Laureat licznych nagród. Mieszka w Kaniach.

Janusz Majcherek – ur. 1959, krytyk teatralny, eseista, felietonista. Absolwent, a następnie wykładowca Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie, w latach 2002–2008 prodziekan WOT. W latach 1996–2006 redaktor naczelny pisma „Teatr”. Pracuje w Teatrze Polskim w Warszawie jako kierownik literacki. Publikuje w „Dialogu”, „Zeszytach Literackich”, „Scenie” oraz na portalu Teatralny.pl. W 2016 roku ukazała się jego książka „Niedoskładanka. Teksty o teatrze”. Mieszka w Warszawie.