Jedni wolą śmiać się z grzesznikami, inni płakać w towarzystwie świętych.

Jest taki rysunek w „New Yorkerze”, że przy łóżku umierającego miliardera siedzi jego prawnik. Miliarder mówi: „Kiedy już powiesz mojej rodzinie, że ich wszystkich wydziedziczam, to mam jeszcze prośbę – żebyś tak nieprzyjemnie zachichotał”.

Przyjemności żyją po śmierci. Polacy są ciągle zmartwieni, zamiast czerpać z życia, ile się da. Dzięki bogactwu ludzkiej natury każdy coś dla siebie znajdzie. Przyjemności są proste i skomplikowane. Zależą od płci, pory dnia albo nocy i tego, czy się ma przyjemność pojedynczo, czy w większej grupie. Jak wiadomo, jedni lubią czytać Prousta i zastanawiać się nad sensem istnienia, inni wolą wepchnąć staruszka pod samochód albo chociaż pobić żonę. Niektórym sprawia przyjemność dawanie dobrych rad, innym – dawanie złych przykładów. Z własnego doświadczenia wiem, jak mi się przyjemnie gardzi czymś, czego rozpaczliwie pragnę, a w żaden sposób nie mogę dostać.

Jest różnie. Jedni wolą śmiać się z grzesznikami, inni płakać w towarzystwie świętych. Tę ostatnią „mądrość” wymyślił amerykański piosenkarz Billy Joel, a ja mu ją właśnie ukradłem. I ta kradzież sprawiła mi wielką przyjemność.

Odpowiedź Janusza Głowackiego na ankietę „Coś miłego, coś szlachetnego?” w miesięczniku „Więź”, nr 7 2012