Jest chyba największą nieprzyzwoitością tłumaczyć swój własny los historią, tą przez duże „H”.

Pojmuję, drogi Czesławie, że i Ciebie wiele spraw musi dręczyć, zachowałeś jednak twarz, a to najważniejsze. Dobrze, że Cię tutaj nie ma. (18.10.1957)

(…) domyślam się, stare Krówsko, że i Tobie niejednokrotnie musi być nie lekko, chyba jednak wybrałeś słuszną dróżkę, tak się to przynajmniej wydaje, bo cóż można wiedzieć o słuszności, kiedy się jeszcze żyje? Potem dopiero, kiedy dany obiekt przybierze pozycję horyzontalną, zaczynają się sądy – konstrukcje i tu dopiero mitologie. (23.09.1962)

Jest chyba największą nieprzyzwoitością tłumaczyć swój własny los historią, tą przez duże „H”, chyba raczej przystoi nam wszystkim, wplątanym w wiry tego świata, zawsze i niezmiennie podkreślać, iż wszystko, co uczyniliśmy i co robimy, idzie na nasz własny rachunek. Myślę, kochany, że nie jest to wynikiem megalomanii, przeciwnie: pewnej rozsądnej i uczciwej pokory. Wiesz dobrze, jak wiem i ja, że nikt mnie nie zmuszał ani namawiał do wstąpienia do Partii i nikt inny, tylko ja sam, zrobiłem sobie taką sytuację, jaką mam obecnie. Nigdy nie odważyłbym się uskarżać, że od kilku lat radio, prasa i telewizja są dla mnie zamknięte, że prócz „Popiołu” żadna moja książka nie ma wznowień, że w sensie publicznym żyję niejako na marginesie, nikt mi tego nie zrobił, to sam wybrałem i wiem dobrze, iż by wystarczył z mojej strony jeden gest podania małego paluszka i po paru tygodniach obie moje rączki już by należały do nich. (17.01.1967)

Czesław, Czesław – jak okropnie trudno zachować twarz. Nie tę publiczną, bo tą można się, nawet gdy czcigodna, podetrzeć, ale twarz wobec siebie samego, twarz we własnym poczuciu, we własnej świadomości, więc twarz prawdziwą, tę bez koturnów i gipsu. (6.09.1977)

Fragmenty zbioru: Jerzy Andrzejewski, Czesław Miłosz, „Listy 1944-1981”, Wydawnictwo „Więź”, Warszawa 2011