„Może chciałaby nam powiedzieć, że trzeba szukać tego, co nas jeszcze jednoczy” – mówił abp Wojciech Polak, prymas Polski w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Biskupi w homiliach nawiązywali do religijności Polaków i wojny 1920 r.

Abp. Wojciech Polak: Nasz wspólny zbiorowy obowiązek

Prymas Polski, arcybiskup gnieźnieński Wojciech Polak, przewodniczył Mszy św. w wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Podczas homilii mówił: – Jest coś, co wyróżnia ukoronowany przed pięćdziesięciu laty wizerunek Matki Bożej Licheńskiej. To biały orzeł, którego Maryja przygarnia do piersi, na znak – jak mówił przed półwieczem kard. Wyszyński – „macierzyństwa wobec naszej Ojczyzny”.

– A czyż i dla nas nie jest to i nie powinno być nadal wymowne? Czyż w tych czasach niepokojów, podziałów, wołania o kierowanie się troską o wspólne dobro, a nie tylko dobro doraźnie dla jednych, a nie drugich, nie trzeba nam mieć przed oczyma właśnie Tej, która do piersi przyciska białego orła? Może w ten sposób chciałaby i nam przypomnieć o miłości Ojczyzny. Może chciałaby nas przestrzec, byśmy przez kłótnie i spory nie narażali jej na marginalizację czy ośmieszanie w oczach świata. Może chciałaby nam powiedzieć, że to przecież nasz wspólny zbiorowy obowiązek, że trzeba szukać tego, co nas wciąż jeszcze jednoczy i łączy w cierpliwym, w wytrwałym, w mądrym budowaniu wspólnego dobra – podkreślił abp Polak.

Kard. Kazimierz Nycz: Nie do końca podejmujemy trud życia według Ewangelii

Podczas porannej Mszy świętej na Jasnej Górze, kardynał Kazimierz Nycz powiedział, że praktyczne chrześcijaństwo najpiękniej ujawnia się na pielgrzymce, gdzie panuje „atmosfera życzliwości, miłości i spokojnych słów, taka atmosfera, której nigdzie indziej nie widzimy”.

– Skąd ta rozbieżność z tym, co widzimy, co słyszymy, czego dotykamy, co jest w naszych domach pełnych miłości? – pytał kardynał. Według niego nie pomagają media, które „nie zawsze pokazują to normalne, piękne życie, które mogłoby pociągać i budować przykładem a raczej interesują się tym, co jest pełne emocji, mocnych słów, a czasem słów nienawiści”.

Metropolita warszawski podkreślił jednak, że głębszą przyczyną tej rozbieżności jest fakt, że wszyscy „nie za bardzo i nie do końca podejmujemy trud życia według Ewangelii. Jesteśmy religijni, pobożni nawet, ale jakby troszkę zewnętrznie, co się nie przekłada na codzienne życie, życie miłości, życie według przykazań” – mówił kard. Nycz.

Podkreślił, że pielgrzymka uczy, że trzeba być blisko Jezusa i Maryi, ale trzeba być nade wszystko blisko człowieka. – Bo w bracie obok mieszka Chrystus i to Jego mogę spotkać w nim przez miłość, poświęcenie, panowanie nad złymi emocjami – mówił kardynał.

Wzywał „byśmy budowali miłość i zgodę w naszej Ojczyźnie”, a będzie to możliwe, „jeśli każdy niezależnie od tego kim jest, jaką pełni funkcję, zacznie od siebie. To jest droga do budowania społeczeństwa braterskiego, gdzie troska o dobro wspólne jest pierwsza i troska o człowieka i jego godność jest najważniejszym zadaniem” – podkreślił kard. Nycz – To człowiek jest najważniejszą i pierwszą świątynią w której mieszka Bóg – tłumaczył.

Bp Edward Dajczak: Mamy kłopot z tym, żeby zdobyć się na odwagę wiary

Biskup Edward Dajczak przewodniczył Mszy św. podczas Diecezjalnej Pielgrzymki Rodzin na Górę Chełmską. Na początku homilii nawiązał do hymnu Magnificat, wyśpiewanego przez Maryję: – Śpiew Maryi nie jest pieśnią przestraszonej, młodej dziewczyny, która boi się życia. Przeciwnie. To pieśń bardzo dumna, choć nie pyszna. Widzimy to w pięknym obrazie młodej kobiety, która śpiewa w sposób namiętny, zachwycony. Jest zafascynowana, dumna i entuzjastyczna. Tam nie ma niczego z postawy „przepraszam, że żyję”, „przepraszam, że jestem wierząca”. Nic z tego. Tam jest moc Tej, która doświadczyła spotkania z Bogiem i nie może nie śpiewać. To postawa właściwa wyłącznie tym, którzy pozwolili się ogarnąć Duchowi Boga – mówił bp Dajczak.

Ukazując w Maryi Tę, która jest wzorem odwagi słuchającego serca, hierarcha podpowiadał, że tej radykalnej odwagi potrzebują także Jej czciciele. – Wcale nie ci, co nie wierzą, ale to my mamy kłopot z tym, żeby zdobyć się na odwagę wiary. To nie tamci, o których mówimy, że są spoza Kościoła, ani nie ci, których – choć sami nazywają siebie katolikami – nigdy nie widzimy na Eucharystii. To nam czasem brakuje odwagi, posłuchania Boga. Maryja jest wzorem gotowości, by chwycić i nieść w rękach to, co Bóg nam powierzył, co nam dał i zadał – powiedział bp Dajczak.

Abp Marek Jędraszewski: Bolszewicy chcieli trupa białej, katolickiej Polski

Arcybiskup Marek Jędraszewski celebrował mszę w katedrze Bazyliki Mariackiej w Krakowie: – Do tych, którzy należeli do Chrystusa w sposób najbardziej głęboki, należała Jego Matka i dlatego dzisiejsza uroczystość Jej wzięcia do nieba musi być rozważana przez nas w świetle Chrystusowego pustego grobu – powiedział.

Przytoczył apokryfowy opis zaśnięcia Maryi Panny, którą apostołowie odprowadzają do grobu znajdującego się w dolinie rzeki Cedron. – W tej historii pojawia się św. Tomasz, który spóźnił się, aby Ją pożegnać. Ale chciał to zrobić, więc odsunięto kamień z grobu i okazało się, że jest on pusty, a w środku rosną kwiaty, wydające cudowną woń. To właśnie z tej pięknej tradycji wyrosła uroczystość Matki Boskiej Zielnej – opisał.

Arcybiskup zaznaczył, że w dziejach Kościoła wielu było wrogów pustego grobu Chrystusa i Maryi. Przywołał przy tym kluczowy moment wojny bolszewickiej, kiedy przywódcy Armii Czerwonej: – Chcieli trupa białej, katolickiej Polski. Jak on miał naprawdę wyglądać, świat przekonał się dopiero 20 lat później, kiedy doszło do zbrodni katyńskiej. I już nie żołnierze Piłata, ale ziemia zasypująca masowe groby i las zasadzony na niej miał być ostatecznie triumfem śmierci. Śmierci Polski, która liczyła zaledwie miesiące od chwili uzyskania niepodległości – ocenił.

Abp Henryk Hoser: Europa nie miała świadomości zagrożenia płynącego z bolszewizmu

Arcybiskup Henryk Hoser przewodniczył Mszy św. podczas centralnych obchodów 97. rocznicy bitwy warszawskiej na cmentarzu poległych w Ossowie. W homilii podkreślił, że „Maryja, Niepokalana i Wniebowzięta Matka Syna Bożego, jest dla całego wszechświata znakiem zwycięstwa dobra nad złem. W sposób szczególny jako naród mogliśmy tego doświadczyć w roku 1920 w czasie Bitwy Warszawskiej nazywanej również „Cudem nad Wisłą” – powiedział duchowny.

Wspomniał, że był to potrójny cud: jedności narodowej, wspólnoty modlitwy oraz działania militarnego. – Z punktu widzenia ludzkich kalkulacji Polska 97 lat temu nie miała żadnych szans na pokonanie bolszewików. Społeczeństwo było wewnętrznie podzielone politycznie, a kraje ententy planowały kolejny, czwarty rozbiór naszego kraju. Zablokowały nawet pociągi z dostawami zakupionej już przez Polaków broni i amunicji próbując dogadać się z bolszewikami – zwrócił uwagę abp Hoser.

Stwierdził, że 97 lat temu Europa nie miała świadomości zagrożenia płynącego z bolszewizmu. Tymczasem diagnoza polskich biskupów zawarta w specjalnej odezwie do episkopatów świata okazała się trafna. – Już wówczas podkreślali oni, że Polska nie jest ostatnią przystanią dla nadciągającej ideologii, ale pomostem do zdobycia świata. Bolszewizm jest bowiem ostatnim wykwitem wszelkich zasad negacji, które godziły w rodzinę, wychowanie, ustrój socjalny i religię. Oprócz doktryny nosi on w sobie nienawiścią płonące serce. Jest żywym ujawnieniem się na ziemi ducha antychrysta, pisali Polscy biskupi – przypomniał biskup warszawsko-praski.

Źródło: KAI